Obudziła
się następnego dnia i leżała przez parę minut z otwartymi
oczami, próbując ogarnąć umysłem wszystko to, co się stało w
jej życiu w ostatnim czasie.
Ogarnęła
i to bardzo szybko.
Jej
ciało przeszył nieprzyjemny dreszcz, a serce ścisnął ból.
Przypomniała
sobie wszystko. Millie, Karla …
Już
nawet śmierć czerwonowłosej, choć wciąż świeża i poniekąd
straszna nie bolała jej tak bardzo jak to, co zrobił i powiedział
jej Karl.
Nie
ulegało wątpliwości, że teraz już wszystko było skończone
między nimi.
Straciła
go, straciła swojego ukochanego brata, który znaczył dla niej
wszystko, a nawet jeszcze więcej.
Brata,
którego kochała całym sercem, a który jej nienawidził.
Pociągnęła
nosem i wyciągnęła dłoń, by przetrzeć oczy, które nagle
zaczęły ją szczypać. Zaraz potem opuściła rękę z zamierzeniem
przeciągnięcia się … i uderzyła nią w coś, co na pewno nie
było łóżkiem.
Na
moment zesztywniała, w końcu obróciła głowę w bok, a wtedy
ujrzała Wellingera, który leżał obok niej na plecach i spał,
oddychając głęboko i spokojnie.
Izzy
powoli usiadła, nie spuszczając z niego wzroku, a na jej twarzy
pojawił się delikatny uśmiech, którego nie potrafiła
powstrzymać.
I
nie potrafiła również powstrzymać uczuć, które roztopiły jej
serce gorącą falą, gdy uświadomiła sobie jak wiele mu
zawdzięcza.
Znowu.
Tak wiele.
Znowu.
Jeszcze więcej niż wcześniej, a wydawałoby się, że to
niemożliwe.
A
jednak pomógł jej, po raz kolejny.
Dał
jej to, czego tak bardzo potrzebowała, zwłaszcza wczoraj.
Bliskość,
ciepło, poczucie bezpieczeństwa.
Zaczynała
odnosić wrażenie, że ostatnio był jedyną osobą w jej życiu, na
której mogła zawsze polegać, jakkolwiek trudna w obyciu by nie
była, jedyną osobą, która sprawiała, że miała jeszcze siłę
podnieść się rano z łóżka.
Tym
razem także.
Niewiele
myśląc wstała, po czym przeszła się po pokoju i w panującym
tutaj bałaganie odnalazła swoje ciuchy. Przebrała się szybko, a
potem wróciła na łóżko, podniosła poduszkę i bez wahania
uderzyła nią Andreasa prosto w twarz.
Jego
gwałtowne przebudzenie się i poderwanie do pozycji siedzącej
wywołało u niej atak śmiechu. Wellinger jęknął cicho,
rozcierając oczy dłońmi, a potem obrzucił ją spojrzeniem, w
którym zaspanie mieszało się ze złością.
-Co
Ty … do jasnej cholery …
-Wstawaj,
idziemy biegać – oświadczyła, nie pozwalając mu dokończyć.
Wytrzeszczył
na nią oczy i nie ruszył się z miejsca.
-Oszalałaś
– stwierdził, jednak w jego głosie zabrzmiało lekkie
rozbawienie, które go zdradziło. Izzy wywróciła oczami i wstała
z łóżka.
-No
zbieraj ten tyłek, już po szóstej, więc mamy spory poślizg.
Pokręcił
głową i zaśmiał się, ale gdy rzuciła mu koszulkę, ubrał ją
prawie że od razu. Zaraz potem Izzy zostawiła go samego, znikając
w korytarzu.
Naciągając
na siebie dresowe spodnie i bluzę, zastanawiał się jak to możliwe,
że Iz ma dziś taki dobry humor, mimo tego wszystkiego co się
wydarzyło zaledwie wczoraj.
Nie
wiedział jak sobie odpowiedzieć na to pytanie.
Wyglądało
więc na to, że będzie musiał ją spytać.
Przyglądał
jej się, gdy biegła obok niego, ale Izzy albo tego nie zauważała,
pogrążona w swoich myślach albo ignorowała. Tak czy tak, nie
odpowiedziała na żadne z jego spojrzeń i cały czas milczała,
więc nie naciskał.
Do
czasu. Po jakiejś pół godzinie miał dość tego napiętego
milczenia, więc po prostu zatrzymał się gwałtownie w miejscu, a
ona, gdy tylko zobaczyła, że przestał biec, zrobiła to samo i
obrzuciła go zaskoczonym spojrzeniem.
-Czemu
się zatrzymałeś? - spytała, oddychając ciężko i spoglądając
na zegarek zawieszony na nadgarstku – Biegamy dopiero z pół
godziny.
-Tak,
ale chciałem z Tobą porozmawiać – odpowiedział spokojnie i nie
stracił tego spokoju, nawet gdy Izzy westchnęła cicho z
frustracją.
-To
nie może poczekać?
W
odpowiedzi pokręcił tylko głową, a ona wywróciła oczami i
wsparłszy ręce na biodrach, spojrzała na niego wyczekująco.
W
duchu się uśmiechnął. Wyglądało na to, że właśnie odesłał
w dal jej dobry humor i jakoś wcale nie było mu z tego powodu
przykro. Zdecydowanie bardziej wolał ją wściekłą, gdy
przekomarzała się z nim bez końca.
-Co
z Karlem? - spytał, na co ona uniosła wysoko brwi.
-Nie
rozumiem – mruknęła, jednak ton jej głosu i wyraz twarzy
powiedziały mu, że owszem, zrozumiała. Posłał jej sceptyczne
spojrzenie, na co ona westchnęła i poddała się: - No dobra,
powiedzieć Ci co? Koniec. Muszę się wreszcie pogodzić z tym, że
ani ja ani on nie jesteśmy już dziećmi. I liczenie na to, że
znowu będzie między nami tak dobrze jak te paręnaście lat temu
byłoby głupotą z mojej strony. Oboje jesteśmy dorośli, oboje
mamy swoje życie. Nie mam zamiaru podporządkowywać mu wszystkiego.
Milczał
przez chwilę, przetrawiając wszystko, co mu powiedziała i dopiero
wtedy odezwał się:
-Więc
… przez co najmniej 5 następnych lat będziecie na siebie warczeć
i mierzyć się pełnymi nienawiści spojrzeniami, a w centrum tego
wszystkiego będę ja i moja córka, tak?
Nie
miał zamiaru jej atakować tą wypowiedzią, jednak najwyraźniej
zabrzmiało to ofensywnie, bo Izzy spojrzała na niego ze złością
i wyprowadzona z równowagi warknęła:
-Więc
się wyprowadź, jak masz problem, nikt Cię tu nie trzyma.
Chciała
się odwrócić i zostawić go samego, jednak on jej nie pozwolił.
Złapał ją za ramię i przyciągnął do siebie. A potem, nim
zdążyła cokolwiek zrobić czy powiedzieć, zablokował jej ręce,
zaciskając palce na nadgarstkach i zamknął jej usta pocałunkiem.
Zaskoczyło
ją to i to nawet bardziej niż tamten pierwszy raz, prawie dwa
miesiące temu. Zaskoczyło, bo znajdowali się w miejscu publicznym,
a poza tym w samym środku kłótni.
Nie
tak się zwykle kończyły ich słowne przepychanki.
Wyglądało
na to, że Wellingerowi zwyczajnie zabrakło argumentu i postawił na
sprawdzony środek.
Pozwoliła,
by całował ją przez chwilę, nawet odpowiedziała na parę jego
pocałunków, odetchnęła jednak z ulgą, gdy w końcu się odsunął.
Było
to przyjemne i lubiła mieć go tak blisko siebie, ale …
Spojrzała
mu w oczy i zdała sobie sprawę, że nie jest w stanie dokończyć
tej myśli.
Puścił
jej ręce i przesunął dłońmi po jej talii, uśmiechając się
delikatnie.
-Coś
mnie jednak trzyma, wiesz? - mruknął, a jej serce mocniej zabiło.
Chciała się poruszyć, ale mogła tylko stać bez ruchu i patrzeć
mu w oczy, które były dziś jeszcze bardziej niebieskie niż
zwykle. Tymczasem on powoli znów nachylił się ku niej, aż jego
wargi znalazły się na jej policzku. Przesunął się w górę i
musnął czule jej skroń, doprowadzając ją do migotania komór w
sercu i gwałtownych dreszczy na całym ciele.
Zadrżała
jeszcze silniej, gdy poczuła jego usta tuż przy swoim uchu.
Wstrzymała oddech, a on dodał:
-Mam
w końcu studia do dokończenia, nie?
Całe
wstrzymywane dotąd powietrze uszło z niej z głośnym świstem.
Wellinger odsunął się i uśmiechnął z lekką kpiną, a Izzy
pokręciła głową, w duchu przeklinając swoją głupotę.
Oczywiście,
że studia, a niby co innego?
Czy
ją już kompletnie popieprzyło?
-Może
wrócimy do biegania? - zaproponował Andreas z promiennym uśmiechem,
po czym nie czekając na odpowiedź potruchtał powoli przed siebie.
Stała
jeszcze paręnaście sekund, walcząc z oszołomieniem i tym dziwnym
stanem, w jaki wprowadził ją chwilę temu chłopak.
W
końcu i jego przeklęła, po czym pobiegła za nim, nie mogąc
uwierzyć, że naprawdę dała mu się tak omamić.
Pieprzony
Wellinger.
Sytuacja
stała się nie do zniesienia, a jeżeli Izzy wcześniej myślała,
że relacje jej i Karla ocierają się o granice ludzkiej
wytrzymałości, to teraz nie miała zielonego pojęcia jakim w ogóle
słowem te relacje określić.
Jedno
wiedziała na pewno, było źle, tak źle, jak jeszcze nigdy
wcześniej, a najgorsze było to, że nic nie wskazywało na to, by
to się miało wkrótce poprawić.
Jeśli
w ogóle.
Karl
nie rzucał jej morderczych spojrzeń.
Nie
raczył przykrymi tekstami, nie wszczynał awantur.
Nie,
Karl przyjął zupełnie inną taktykę.
I
po prostu traktował ją jak powietrze.
Było
to męczące, musiała to przyznać. Bolało, gdy wchodziła do
pokoju, a chwilę później Karl podnosił się i wychodził, jakby
nie był w stanie wytrzymać nawet minuty razem z nią w jednym
pomieszczeniu. To bolało.
Ale
znacznie mniej niż jego wiecznie zaczerwienione oczy i wyraźne
załamanie, które przejawiało się w każdym aspekcie jego życia.
Nie
łapał się już do pierwszej kadry Niemiec, nie skakał nawet w
Pucharze Kontynentalnym. Izzy rzadko widziała, by uczył się na
studia i choć, gdy nie zajmował się Julie, wychodził z domu,
miała bardzo uzasadnione podejrzenia, że wcale nie kierował się
wtedy na uniwersytet.
Po
śmierci Millie, Karl staczał się na dno, a najgorsze było to, że
Izzy nie miała absolutnie żadnego pola do popisu, jeśli chodziło
o podniesienie go na duchu i zapewnienie, że nie warto rezygnować z
życia. Oczywiście, mogła próbować, ale była pewna, że gdyby
tylko otworzyła usta i zaczęła ten temat, Karl wygarnąłby jej,
iż to wszystko jej wina. Nie chciała znowu zostać oskarżona,
zwłaszcza, że już dawno przestała sądzić, by naprawdę miała w
śmierci Millie jakiś udział. Andreas miał rację. Millie
wstrzyknęła sobie zabójczą dawkę heroiny, nic się już nie dało
zrobić.
Szkoda
tylko, że Karl tego nie rozumiał …
Westchnęła
cicho, po czym naciągnęła na siebie sweter i spojrzała na
zegarek.
Było
już po czwartej, najwyższy czas, by wyjść, jeśli nie chciała
spóźnić się do pracy.
Wychodząc,
nie rzuciła w głąb mieszkania ani jednego słowa pożegnania.
Karl
i tak by nie odpowiedział, prawda?
I
choć jego zachowanie sprawiało, że bolało ją serce, Izzy
postanowiła po prostu się z nim pogodzić.
Nic
innego przecież zrobić nie mogła.
Gdy
wracała do mieszkania, było już po północy, a Izzy szczerze się
cieszyła, że dzisiaj udało jej się wcześniej skończyć pracę.
Była wykończona, zarówno fizycznie, jak i psychicznie i jedyne
czego pragnęła, to położyć się do łóżka. Tramwaj świecił
pustkami, ale ona nie skorzystała z szerokiego wyboru wolnych
miejsc; wolała stać, bała się bowiem, że jeśli usiądzie to
pozwoli sobie zamknąć oczy i w efekcie zaśnie. Wysiadła na tym
samym przystanku co zawsze, po czym powoli ruszyła uśpioną ulicą
w stronę mieszkania.
Szła
spokojnie, bez pośpiechu i bez presji. O tej porze Karl na pewno już
spał, więc Izzy nie odczuwała żadnego strachu związanego z
powrotem do domu, bo przynajmniej do jutra nie była narażona na
jego łamiącą serce obojętność.
Wcisnęła
mocno dłonie w kieszenie i odetchnęła głęboko, a z jej nozdrzy
wydostał się obłoczek śnieżnobiałej pary.
Sekundę
później ktoś zacisnął palce na jej przedramieniu, otwartą
dłonią zasłonił jej usta i pociągnął do tyłu.
Wyrywała
się i próbowała krzyczeć, mimo zasłoniętych ust, jednak
wszystkie jej wysiłki spełzły na niczym. Została zaciągnięta w
jakiś ciemny zaułek, a tam przyciśnięta do ściany.
Ledwie
napastnik zdjął rękę z jej twarzy, Izzy gwałtownie zaczerpnęła
tchu i już miała zacząć krzyczeć, gdy głos uwiązł jej w
gardle.
Wcisnęła
się mocniej w ścianę, kiedy mężczyzna wymierzył pistolet prosto
w jej twarz i zamknęła usta.
-Bardzo
ładnie – pochwalił ją napastnik, kiwając głową i uśmiechając
się pogardliwie – I nawet nie waż się pisnąć, jasne?
Pokiwała
głową, nie spuszczając wzroku z lufy pistoletu. Widząc, że
dziewczyna nie stawia oporu odsunął nieco broń, a Izzy pozwoliła
sobie na kolejny, głęboki wdech i wydech.
Serce
waliło jej jak oszalałe, słyszała to bicie aż w uszach.
Rozejrzała się wokół siebie, by zlokalizować miejsce, w którym
się znajdowała i przeżyła szok, gdy dopiero teraz zauważyła, że
nie była tutaj ze swoim napastnikiem sam na sam.
Poza
nim w zaułku znajdowało się jeszcze trzech rosłych mężczyzn.
Izzy w jednej chwili poczuła jak opuszcza ją cała nadzieja i
brawura.
Nie
wiedziała czego mogli od niej chcieć, ale nie miało to większego
znaczenia w obliczu tego, że już na starcie była na straconej
pozycji.
-Mogę
się dowiedzieć o co chodzi? - zapytała drżącym głosem, wbijając
paznokcie w brudną, kamienną ścianę, o którą cały czas się
opierała. Stojący naprzeciwko niej mężczyzna znowu się
uśmiechnął. Znowu kpiąco.
-Nie
bój się, złotko, nic Ci nie grozi. Oczywiście, jeśli tylko
zechcesz z nami współpracować. Wtedy nawet włos Ci z głowy nie
spadnie.
Izzy
posłała wystraszone spojrzenie trójce mężczyzn, którzy tylko
stali z boku i w milczeniu przyglądali się całej scenie.
-Do
rzeczy – warknęła, odwracając znów głowę w stronę mężczyzny
z pistoletem i piorunując go wzrokiem – Czego chcecie?
-Znasz
małą, słodką Millie, prawda? Czerwone włosy, fajny tyłek,
chętna do …
-Nie
musisz kończyć, wiem o kogo chodzi – przerwała mu w połowie
zdania, a on tylko poszerzył uśmiech, który teraz był mniej
kpiący, a bardziej lubieżny – Znam ją. Jest tylko jeden problem.
Ona nie żyje.
W
oczach mężczyzny nie ujrzała zdumienia, więc wszystko wskazywało
na to, że wiedział o śmierci Millie. Zaśmiał się cicho i
pokręcił głową.
-Och,
oczywiście, że nie żyje. Zawsze była tchórzliwa, narobiła sobie
długów nie do spłacenia i wolała za bardzo dać sobie w żyłę
niż stawić nam czoła.
W
jego głosie po raz pierwszy zabrzmiała nienawiść. Izzy przełknęła
ślinę.
Stopniowo
strach się rozpraszał, a gdy na pierwszy plan wybił się zdrowy
rozsądek, zrozumiała wreszcie o co chodziło.
-Chcesz,
żebym spłaciła jej dług – powiedziała powoli, lekko zaskoczona
– Chcesz, żebym oddała Wam całą kasę i wtedy się odwalicie.
Mężczyzna
uśmiechnął się.
-Mądra
dziewczynka.
Izzy
prychnęła.
-Jest
tylko jeden problem. Nie dostaniesz ode mnie nawet jednego eurocenta.
Czekała
aż napastnik wpadnie w szał albo do akcji wkroczy któryś z
milczących mężczyzn. Czekała aż przed jej oczami ponownie pojawi
się lufa pistoletu.
Nic
takiego się nie stało.
Mężczyzna
po prostu się zaśmiał. Pokręcił głową i przycisnął dłoń do
ust, próbując się uspokoić.
Patrzyła
na niego, prawie nie mrugając, pełna złych przeczuć.
I
nie myliła się, to nie wróżyło nic dobrego.
-Chyba
się nie zrozumieliśmy, słoneczko. Ja Ci nie daję żadnego wyboru
– powiedział w końcu, gdy minął mu atak śmiechu. A potem
podszedł bliżej niej i Izzy aż wcisnęła czaszkę w ścianę, by
uciec jak najdalej od jego twarzy i oddechu. Nie udało się.
Przycisnął czoło do jej czoła i wyszeptał: - Okrągły tysiąc
euro, za tydzień, w tym samym miejscu. I radzę Ci przyjść, bo
następnym razem już nie będzie tak … przyjemnie.
Wstrzymała
oddech, a on powoli się odsunął, przywołując na twarz ten
pogardliwy uśmiech. Pokręciła głową, chciała udzielić mu
jakiejś ostrej odpowiedzi, jednak szybko się powstrzymała.
Ona
była jedna, a ich czterech i mieli broń.
Naprawdę
lepiej było się zgodzić.
-Zrozumiałam
– odpowiedziała cicho.
-I
tak trzymać, kotku – poklepał ją po twarzy, a ona aż się
wstrząsnęła z odrazy. Gdy postąpił krok do tyłu, pozwoliła
sobie odetchnąć z ulgą, że teraz odejdą i dają jej spokój.
I
wtedy przekonała się jak wielką była naiwniaczką.
Nikt
nie czekał na jej odpowiedź. Nie zdążyła nawet mrugnąć, nie
zdążyła rozluźnić napiętych mięśni, gdy napastnik zamachnął
się i uderzył ją pięścią w twarz. Jej głowa zderzyła się
boleśnie z kamienną ścianą, a siła uderzenia zwaliła ją z nóg.
Upadła na ziemię, przyciskając dłonie do palącego policzka oraz
oka i kuląc się z bólu.
Minęło
dobre parę minut nim zdołała otworzyć zarówno prawe, jak i lewe
oko i podnieść głowę.
Gdy
to zrobiła, ich już nie było.
Została
sama.
No i jestem i tutaj.
Wrzucam, bo napisałam to chyba pod koniec stycznia, więc tak sobie leży i czeka.
Wrzucam, bo ostatnio udało mi się napisać coś na to opowiadanie i już tylko pół rozdziału dzieli mnie od końca.
Wrzucam, bo bym strasznie już chciała ten koniec. Nawalam z tym aż miło.
Trzymajcie się, a ja przepraszam ... za wszystko.
Moja kochana Izzy. Aż się serce rozpada jak się czyta ten początek. Zdecydowanie nie powinno się oceniać ludzi po wyglądzie, Karl jest najlepszym dowodem.
OdpowiedzUsuńŻeby przez taką wywłokę tak się zmienić i zostawić siostrę na pastwę Wellingera... Tylko że ten cholerny Wellinger też się zmienia i wywłoka chyba niezwykle trafnie opisała charakter tej zmiany.
Ale ich rozmowy, na szczęście, się nie zmieniły, a ta tutaj jest chyba najcudowniejsza ze wszystkich.
Studia, ha, Wellinger, wyborne, po prostu wyborne.
Chyba tylko Izzy była w stanie w coś takiego uwierzyć.
Eh, oni są kochani.
I tylko Izzy, po tym wszystkim, była w stanie ciągle martwić się o Karla. Ja po prostu na sam widok jego imienia dostaję ataku szału, a ona jeszcze ma dla niego jakieś uczucia. Ona jest zwyczajnie za dobra, a oni wszyscy na to nie zasługują.
Co do końcówki, to wcale nie jest tak, że nie umiesz pisać takich scen, kłamczuchu. Umiesz i to doskonale umiesz, zresztą już na Maćku było to widać.
I wiesz, teraz mam ochotę tą wywłokę odkopać, wskrzesić i zamordować jeszcze raz za to wszystko co się tu teraz wydarzy.
Jedyne pocieszenie jest takie, że Ty to piszesz i robisz to tak cudownie.
Kocham Cię, moja sadystko. <3333
Szkoda Izzy, Karl powinien zrozumieć, że to nie jej wina.
OdpowiedzUsuńJeszcze ta sytuacja na koniec, ciekawi mnie jak się skończy.
Pozdrawiam ;)
No więc zanim zacznę to muszę Ci napisać, że serce mi się z radości rozszerza że jesteś i że wreszcie dodałaś kolejny rozdział tego cuda<3
OdpowiedzUsuńA teraz zaczynam marudzić, bo marudzenie i strach o bohaterów idzie bezapelacyjnie w parze z moją miłością.
No więc się boję.
Bo zaczyna być tak pięknie, bo Izzy jest całowana na środku ulicy przez naszego Pieszczoszka.
A jednocześnie nie robią się jakoś przeraźliwie romantyczni, co by do nich cholernie nie pasowało, bo to jest bardzo idąca w parze z ciętością języka "miłość".( Przepraszam, że używam tego słowa, bo wiem że nie jest jakoś bardzo adekwatne. No ale jednak...)
Tylko Ci ludzie i Izz, która ma płacić za wywłokę... I tak się zaczęłam obawiać, choć po poprzednim rozdziale wierzyłam w jej szczerość na łożu śmierci, czy jeszcze umierając nie chciała narobić dziewczynie i skoczkom dodatkowych problemów, czy wyznanie nie służyło tylko zmyleniu czujności bohaterki...
I boję się, bo coś czuję przez krew, komu to wszystko może najbardziej zaszkodzić. I kto...
Dobra, jest wiele racjonalnych dowodów na to, że się nie mylę, ale ufam, że się mylę.
Bo obiecujesz szok na zakończenie, a szok to tu będzie szczęście.
I żeby się kłócili tak uroczo do końca życia, z czym nie byłoby problemów bo Welliś znalazł genialną metodę na przerwanie wszystkich sporów;)
I chyba mój komentarz nie oddaje powagi rozdziału.
Ale przyjmijmy, że nie mówię o Karlu, bo jestem już na niego makabrycznie wkurzona.
No. Przegina.
Szkoda, że już wiosna, bo dziewczyny miały świetny pomysł z załatwieniem go tymi soplami.
Zły Karl. Choć mi go żal. Widziesz jaka ja jestem niezdecydowana;p
I ostatnia rzecz. Jak Pieszczoch powiedział, że "ja i moja córka" to odpłynęłam do nieba, jak się nam głuptasek naprawia^^
Kocham Cię okrutny człowieku.
Bardzo<3
Nawet nie sądziłam, że można tak bardzo stęsknić się za opowiadaniem i bohaterami, dopóki nie weszłam dziś na Bloggera i nie zauważyłam, że pojawił się u Ciebie nowy rozdział! Zamrugałam ze dwa razy, całkowicie zdziwiona :) Cieszę się, bardzo się cieszę.
OdpowiedzUsuńPochłonęłam słowa łapczywie i przy końcu aż trzymałam się za gardło, gdy ten facet w towarzystwie swoich koleżków groził Izyy. Nie wiem co ja zrobiłabym w takiej sytuacji... chyba potrafiłabym tylko zemdleć. Ciekawe jak to się potoczy dalej.
Wspominasz, że historia dobiega końca, a ja sobie tego nie wyobrażam! Jak ja będę dalej żyć, nie czekając na nowy rozdział i porcje słownych przepychanek między Izzy a Wellim? No jak?! :( To smutne, ale wiem, że każda historia musi się kiedyś skończyć. Czekam więc na ostateczne rozstrzygnięcia i będę tu, by płakać, wyć i rozpaczać podczas pisania ostatniego komentarza. Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę dużo weny do pisania, i nie tylko :*
http://zimowe-odcienie.blogspot.com/
Tekst Wellingera o studiach bezbłędny ♥ Tylko on mógłby coś takiego wymyślić! Cwaniaczek jeden ;)
UsuńAaaaaa! Jak się cieszę, że Cię widzę! :D No nie do końca widzę, ale w każdym razie widzę to co napisałaś.
OdpowiedzUsuńI stwierdzam, że to jest świetne. Każde słowo, które się składa na ten rozdział.
"Coś mnie jednak trzyma, wiesz?". Paulina rozpływa się pod wpływem tych słów, ale potem to ta rozsądniejsza część mnie krzyczy: Halo! Przecież to nie jest ten słodki Wellinger występujący w każdej blogowej historii! Za tym na pewno coś się kryje! No i proszę! Ach, ten Wellinger. Mnie też by z łatwością omamił, nie ma co :p
Kocham tą parę. Chyba wspominam o tym przy każdym rozdziale, ale że ostatni pojawił się dość dawno, czuję potrzebę żeby Ci o tym przypomnieć! :)
Oni są tacy specyficzni. Tak jakby jednocześnie się przyciągali i odpychali.
Okej, dość słodzenia, bo chyba nie to było istotą tego rozdziału, a raczej jego końcówka.
Przynajmniej na mnie zrobiła ona tak ogromne wrażenie, że wszystko inne zeszło na drugi plan.
Okropnie się martwię o Izzy, no bo skąd ona tą kasę wytrzaśnie teraz? Jasne, mogłaby poprosić Karla i Andreasa o pomoc, ale na pewno tego nie zrobi, bo taka już jest. Nie będzie chciała ich martwić. A poza tym Karl... ygh... Stella przypomniała mi o moim niecnym planie, no i w sumie to nic, że już jest wiosna. U mnie dzisiaj padał śnieg, może jakiś sopel się znajdzie? :p
Przepraszam za chaotyczność tego komentarza (tak, to też chyba powtarzam wszędzie gdzie się da :p), ale tym razem jest to spowodowane mieszanką radości z tego, że tu zajrzałaś i rozpaczy z powodu tej końcówki. Tak, tak. Beznadziejna wymówka. Po prostu jestem ciapą i nie umiem komentować takich wspaniałych tworów.
Hej! Zaczęłam to opowiadanie czytać jakiś czas temu, ale dopiero teraz kiedy zobaczyłam ten długo oczekiwany rozdział postanowiłam napisać. Scena między Iz a Wellingerem świetna! Tylko końcówka taka wstrząsająca, jak oni śmieli uderzyć Iz! Ciekawa jestem jak Andi zareaguje jak zobaczy ten śiniak na twarzy.
OdpowiedzUsuńps. Zapraszam do mnie na bloga http://mirisblogus.blogspot.com/
W roli głównej niemieccy skoczkowie!
Zdziwiłam się, ze zobaczyłam u Ciebie rozdział, ale było to bardzo pozytywne zaskoczenie ;) szkoda mi Izzy, kocha brata a on ja obwinia o śmierć Millie. Na szczęście jest Andi. Tekst o studiach mnie rozwalił. A panowie widać dobrze śledzili Millie, że wiedzieli od kogo zażądać pieniędzy.
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny :)
Pozdrawiam.
Jesteś! Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę. Serce wyskoczyło mi z piersi kiedy zobaczyłam, że wrzuciłaś rozdział i o mało co, a udławiłabym się spaghetti.
OdpowiedzUsuńIzzy dalej martwi się o Karla... To takie cudowne, że pomimo wszystko ona dalej potrafi kochać go jak brata. Ale będzie musiała pogodzić się z tym, że nie ma już brata.
To smutne, że Karl zamknął się w sobie i przestał skakać, studiować i w ogóle. Ale jeszcze bardziej smutne jest to, że on tak traktuje Izz. Że obwinia ją o śmierć Millie, która sama była sobie wszystko winna.
Jestem za to wściekła na Karla! Zachował się jak największy cham i dupek.
A Wellinger to teraz inna bajka. Niby taki wredny i złośliwy, a jednak czuły i pomocny. I ten jego uśmieszek kiedy mieli biegać. Wiedziałam, że zawsze posłucha Izzy. Tylko musi trochę popracować nad cierpliwością i słowami. Bo gada takie durnoty, że brak słów.
Ale z tymi studiami to mistrzostwo. Naprawdę już się serce cieszy, że on ją traktuje poważnie, a tu wyskakuje z tekstem, że nie skończył studiów.
Ale i tak kocham tą okropną i złośliwą wersję Welliego. Bo tylko on i Izzy tak cieszą moje serce.
I jeszcze raz bardzo, bardzo się cieszę, że wróciłaś :) Buziaki :*
Wellinger. Cholerka jasna coraz bardziej pałam tutaj do niego sympatią i coraz bardziej zaczynam myśleć o tym, że jest odpowiednią osobą w odpowiednim czasie. To on pomaga Izzy, a nie brat, który wydawać by się mogło kocha ją nad życie, zna doskonale. Próbuję też w pewien sposób usprawiedliwić Karla. Śmierć Milly musiała spaść na niego jak ciężki przedmiot, zniszczyć to, co planował stworzyć, a czego miał namiastkę. Nie potrafię jednak zrozumieć braku zaufania do siostry. Do kogoś tak bliskiego. I tu nie będę go usprawiedliwiać.
OdpowiedzUsuńTa końcówka ponownie uświadomiła nam, że bynajmniej to wszystko słodką nie jest. I chyba nie będzie.
Cieszę się bardzo, że dodałaś ten rozdział :) I życzę powodzenia :*
Jesteś! Nie spodziewałam się, że dodasz tutaj rozdział, ale jak już go zobaczyłam, to wprost nie mogłam wyhamować ze szczęścia. Bo tak bardzo się stęskniłam za twoją twórczością, a już zwłaszcza za twoimi bohaterami. Oni są genialni i zaczynało mi ich bardzo brakować. Dlatego jak tylko spostrzegłam nowy rozdział, to przybyłam tu w te pędy. Oj, bardzo mi się to podobało.
OdpowiedzUsuńPo pierwsze - strasznie przykro mi z powodu tego rozłamu w relacji Izzy z bratem. Karl nie powinien się tak zachowywać. Nie powinien osądzać siostry o całe zło tego świata. Postępuje niewiarygodnie głupio odcinając się od wszystkiego i od wszystkich, dopuszczając do tego, aby smutek całkiem zdominował jego życie. To nie jest rozsądne. Szkoda, że on tego nie dostrzega. I nie widzi też tego, jak potwornie rani Izzy. Jego zachowanie strasznie mnie denerwuje.
Dobrze, że chociaż Wellinger trzyma fason. O ile w jego przypadku można użyć takiego określenia. No, bo on też nie zachował się tak całkiem okey, ale do tego zdążyliśmy się już wszyscy przyzwyczaić. Ja wiem, że te jego gierki nie są w porządku, ale i tak nie mogłam zachować powagi, gdy przeczytałam tą scenkę na ulicy, gdzie chłopak najpierw ją całuje, oświadcza, że coś go wciąż trzyma w tym mieście i nie potrafiłby wyjechać, a potem uświadamia ją dobitnie, że to nie ona, a szkoła i studia. Tak, to było zabawne ^^ Chociaż na pewno nie z perspektywy Izzy, która tak ładnie dała się omamić. Jednak Andi nie jest tak do końca taki zuuuy i potworny. Dziewczyna może upatrywać się w nim wsparcia, bo on jednak potrafi być pomocny i w sumie wspaniały, tylko że musi mieć ku temu wyraźne powody oraz odpowiednią sytuację. Bez tego pozostaje nam tylko ta jego złośliwa wersja, którą też bardzo lubię, więc za bardzo nad tym nie ubolewam.
Przeraziło mnie natomiast to co wydarzyło się na końcu tego rozdziału. Ci ludzie, którzy napadli na Izzy i żądali zapłaty za długi Millie... Cholerka, to nie brzmi dobrze. Dziewczyna wpakowała się w niesamowite kłopoty i aż boję się pomyśleć, co z tego może wyniknąć. Znając ciebie nastawiam się raczej na wiele cierpienia bohaterów w niedalekiej przyszłości. Obym w tym wypadku się myliła ;)
W każdym razie czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział.
Pozdrawiam serdecznie :*
Bardzo się cieszę, że dodałaś ten rozdział. Twój blog był jednym z pierwszych, na który trafiłam zanim sama zaczęłam prowadzić swojego i chyba pierwszym, którego zaczęłam komentować - jeszcze jako anonim.
OdpowiedzUsuńKiedy przestałaś pisać było mi autentycznie przykro - uwielbiałam to opowiadanie i to, jak skonstruowałaś postać Andreasa i relację Andreasa z Izzy. Bardzo mi brakowało tego bloga i cieszę się, że jednak coś dodajesz.
Miałaś całkiem poważne powody, żeby przystopować z pisaniem, ale pamiętaj, że przy odrobinie wysiłku wszystko da się pogodzić ;)
Rozdział jak zwykle świetny! Czekam na następny, aczkolwiek nie naciskam :)
Nawet nie wiesz jak się ucieszyłam, gdy zobaczyłam, że dodałaś nowość. Warto było czekać ;)
OdpowiedzUsuńJestem tak strasznie zła na Karla. Po prostu o wszytko. Niby jest dorosły, a zachowuje się jak gówniarz. Skoro chce obwiniać Iz o całą tą sytuacje to proszę bardzo. Zobaczymy, co zrobi później, jak nadejdą wyrzuty sumienia.
Mina Wellingera musiała być obłędna jak Iz go obudziła. Ale opłaciło się :D
Ten pocałunek według mnie był potwierdzeniem tego, że wcale nie studia go tutaj trzymają, tylko właśnie osoba dziewczyny ;)
I Iz nam wpadła ^^
Ale nie podoba mi się ta końcowa sytuacja :( Niech oni jej dadzą spokój, no. Nieźle się wpakowała w to wszystko ...
Ech, się porobiło.
Pozdrawiam ;*
Strasznie cieszę się, że wróciłaś. Nawet nie wyobrażasz sobie jak tęskniłam za tym opowiadaniem. Prawie codziennie sprawdzałam czy może jest nowy rozdział. :D Już nie mogę doczekać się co będzie dalej. Wstawisz rozdział jeszcze w tym tygodniu? XD Pozdrawiam i czekam. :*
OdpowiedzUsuńOj nie. Następny rozdział to ten, którego nie mogę od pół roku napisać, więc szybko się nie pojawi. Pewnie po mojej maturze.
UsuńDziękuję pięknie za ciepłe słowa :)
Bożeee, Wellinga, on to wie, jak omotać kobietę :D
OdpowiedzUsuńEjj, szkoda mi Karla. Musi mu być ciężką, zwłaszcza, że zamknął się w sobie i nie chce do siebie nikogo dopuścić. I że 'wyrzucił' Izzy z życia. Wierzę, że potrzebuje czasu, by ochłonąć, przemyśleć, cokolwiek.
Tęskniłam aww <3
ooo Izzy, nie daj się zastraszyć! niech ona tam nie idzie, niech ANdreas jej pomoże, cokolwiek :C
OdpowiedzUsuńMam nadzieję , że Izzy jakoś wybrnie z tej sytuacji , chociaż bez pomocy Wellingera albo Karla ( na co raczej nie liczę ) wątpię aby coś zdziałała . Trochę mi żal Karla , bo pewnie nie może sobie poradzić ze śmiercią Millie i nie myśli racjonalnie . Chociaż myślę , że po pewnym czasie spojrzy na to inaczej .
OdpowiedzUsuńDo następnego ^^ Pozdrawiam :*
Kiedy mozemy spodziewac sie nowego rozdzialu? :)
OdpowiedzUsuńTak szczerze ... to nie wiem czy w ogóle możecie.
UsuńDlaczego?! :o
UsuńWena i chęci. A raczej ich brak, niestety.
UsuńSzkoda.. Musisz sie jakos zmotywowac!
UsuńStaram się. Zwłaszcza, że została mi jakaś ćwiartka rozdziału i to właśnie tego następnego. W końcu ją napiszę ... zobaczymy.
UsuńCzekamy, czekamy! :)
UsuńKiedy wracasz?
OdpowiedzUsuńCzekam na nastepny rozdział ♥
Nie wiem.
OdpowiedzUsuńTo wszystko już dawno straciło jakikolwiek sens.
Przepraszam.
Trafiłam na to opowiadanie przypadkiem.. wczoraj. I wiesz co? Tak mnie to wciągnęło, ze poświęciłam noc na jego przeczytanie.. strasznie, ale to strasznie zrobiło mi się przykro, gdy zobaczyłam, ze być może nie dodasz kolejnych rozdziałów. Ogólnie jestem bardzo wrażliwą osobą i byle co potrafi zmusić mnie do płaczu, ale tutaj..tutaj była duża dawka emocji związanych z losem Izzy i Karla. Wierzę w to, ze dodasz kolejne rozdziały (i pewnie mnóstwo innych osób), bo naprawdę masz wielki talent, pisząc takie cudeńko :) życzę dużo weny! I to nie straciło sensu. Dzięki temu opowiadaniu zaczęłam inaczej patrzeć na świat i dziękuję Ci za to ;) trzymaj się i powodzenia :)
UsuńDługo sie zastanawiałam zanim dodałam ten komentarz ale po twoim wpisie już musiałam to zrobić. Jestes najlepszą blogerką jaką kiedykolwiek czytałam, a twoje blogi znam prawie na pamięć <3 kazda z tych historii niesie ze sobą dużo emocji i zawsze gdy do nich wracam czuje to samo napięcie i ścisk w sercu tak jakbym czytała je pierwszy raz. Mam głęboką nadzieje, że wrócisz do nas może z nowymi pomysłami i nową dawka energii, bo oczywiscie rozumiem, ze przerwa kazdemu się przydaje i to w końcu twój wybór i nawet jakbyś już zakończyła swoją przygodę z blogowaniem (błagam nie !!!) to i tak ci bardzo dziękuje <3 Trzymaj się :*
OdpowiedzUsuńNatrafiłam dzisiaj na twoje opowiadanie. Przeczytałam je w niecałe pol dnia. Czytam ostatni az ty takie rozczarowanie ze nie skończyłas... Strasznie mi smutno z tego powodu, i prosze wróć, dokończ je! :(
OdpowiedzUsuńEh, przepraszam, że rozczarowuję...
UsuńZle to ujelam w slow, przepraszam. Chodzi o to, ze ta historia mnie tak wciągnęła jak niewiele takich było. Jest naprawdę niesamowita. Chciałam sie zapytać czy wszystko u Ciebie w porządku? Pisałas wiele razy ze po maturach znowu zaczniesz pisac, a na blogach cicho niestety :( kurcze chciałabym Ci jakos pomoc, żebys miała tyle weny, energi i pary do pisania jak w styczniu np czy wcześniej. Trzymaj sie. I przesyłam ogrooooomne buziaki! <3
UsuńNie, nie przepraszaj, nie ma powodów.
UsuńJestem Wam ogromnie wdzięczna za wsparcie, naprawdę. I mam nadzieję,że w końcu się przemogę, by napisać te kilkanaście zdań następnego rozdziału, bo tylko tyle mnie dzieli od zakończenia tego opowiadania.
Także ... dziękuję Ci bardzo :)
Hej dziewczyno! Jestes niesamowita! Najlepsze opowiadanie ever! Prosze dodaj kiedyś kolejne rozdziały! Buziaki ogromne <3
OdpowiedzUsuńHej, Kochana! Kiedy coś nowego? Wchodzę codziennie i normalnie mam ochotę płakać... nie ma nic nowego :(
OdpowiedzUsuńWiem ... przepraszam. Kiedyś wrócę, mam nadzieję.
UsuńInny anonim też z niecierpliwością czeka ;) :*
UsuńLubisz Andreasa Wanka? Zapraszam na bloga, który stworzyłam razem z koleżanką :)
OdpowiedzUsuńhttp://prawda-wyjdzie-na-jaw.blogspot.com/
Proszę wróć!
OdpowiedzUsuńwróć do nas :(
OdpowiedzUsuńkiedy będzie nowy rozdział? już nie mogę się doczekać :D
OdpowiedzUsuńta historia jest cudowna i byłabym wniebowzięta, gdybyś zaczęła ją dalej pisać :)
Tęsknię... wróć najszybciej jak tylko będziesz mogła :)
OdpowiedzUsuńwrócę w przeciągu najbliższego miesiąca, bo historia jest już dokończona :D
UsuńWracaj !!!!!!! :*
OdpowiedzUsuńA można wiedzieć kiedy dokładnie będzie rozdział ? :* Czekamy z niecierpliwością <33
OdpowiedzUsuńGdzieś w okolicach świąt.
UsuńDziękuję, jesteście niesamowite <33
Czekamy <3
UsuńCzekamy!
UsuńJejciu, cudownie! Kocham Cię normalnie <3
OdpowiedzUsuńJA CIĘ KIEDYŚ UDUSZĘ. PRZYSIĘGAM.
OdpowiedzUsuńMartwię się, normalnie od zmysłów odchodzę, że coś się stało, bo sobie przepadłaś, cholero jedna..... ahhh...