wtorek, 15 kwietnia 2014

Dwadzieścia: Demonów przeszłości ciąg dalszy.


Obudziła się następnego dnia i leżała przez parę minut z otwartymi oczami, próbując ogarnąć umysłem wszystko to, co się stało w jej życiu w ostatnim czasie.
Ogarnęła i to bardzo szybko.
Jej ciało przeszył nieprzyjemny dreszcz, a serce ścisnął ból.
Przypomniała sobie wszystko. Millie, Karla …
Już nawet śmierć czerwonowłosej, choć wciąż świeża i poniekąd straszna nie bolała jej tak bardzo jak to, co zrobił i powiedział jej Karl.
Nie ulegało wątpliwości, że teraz już wszystko było skończone między nimi.
Straciła go, straciła swojego ukochanego brata, który znaczył dla niej wszystko, a nawet jeszcze więcej.
Brata, którego kochała całym sercem, a który jej nienawidził.
Pociągnęła nosem i wyciągnęła dłoń, by przetrzeć oczy, które nagle zaczęły ją szczypać. Zaraz potem opuściła rękę z zamierzeniem przeciągnięcia się … i uderzyła nią w coś, co na pewno nie było łóżkiem.
Na moment zesztywniała, w końcu obróciła głowę w bok, a wtedy ujrzała Wellingera, który leżał obok niej na plecach i spał, oddychając głęboko i spokojnie.
Izzy powoli usiadła, nie spuszczając z niego wzroku, a na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech, którego nie potrafiła powstrzymać.
I nie potrafiła również powstrzymać uczuć, które roztopiły jej serce gorącą falą, gdy uświadomiła sobie jak wiele mu zawdzięcza.
Znowu. Tak wiele.
Znowu. Jeszcze więcej niż wcześniej, a wydawałoby się, że to niemożliwe.
A jednak pomógł jej, po raz kolejny.
Dał jej to, czego tak bardzo potrzebowała, zwłaszcza wczoraj.
Bliskość, ciepło, poczucie bezpieczeństwa.
Zaczynała odnosić wrażenie, że ostatnio był jedyną osobą w jej życiu, na której mogła zawsze polegać, jakkolwiek trudna w obyciu by nie była, jedyną osobą, która sprawiała, że miała jeszcze siłę podnieść się rano z łóżka.
Tym razem także.
Niewiele myśląc wstała, po czym przeszła się po pokoju i w panującym tutaj bałaganie odnalazła swoje ciuchy. Przebrała się szybko, a potem wróciła na łóżko, podniosła poduszkę i bez wahania uderzyła nią Andreasa prosto w twarz.
Jego gwałtowne przebudzenie się i poderwanie do pozycji siedzącej wywołało u niej atak śmiechu. Wellinger jęknął cicho, rozcierając oczy dłońmi, a potem obrzucił ją spojrzeniem, w którym zaspanie mieszało się ze złością.
-Co Ty … do jasnej cholery …
-Wstawaj, idziemy biegać – oświadczyła, nie pozwalając mu dokończyć.
Wytrzeszczył na nią oczy i nie ruszył się z miejsca.
-Oszalałaś – stwierdził, jednak w jego głosie zabrzmiało lekkie rozbawienie, które go zdradziło. Izzy wywróciła oczami i wstała z łóżka.
-No zbieraj ten tyłek, już po szóstej, więc mamy spory poślizg.
Pokręcił głową i zaśmiał się, ale gdy rzuciła mu koszulkę, ubrał ją prawie że od razu. Zaraz potem Izzy zostawiła go samego, znikając w korytarzu.
Naciągając na siebie dresowe spodnie i bluzę, zastanawiał się jak to możliwe, że Iz ma dziś taki dobry humor, mimo tego wszystkiego co się wydarzyło zaledwie wczoraj.
Nie wiedział jak sobie odpowiedzieć na to pytanie.
Wyglądało więc na to, że będzie musiał ją spytać.


Przyglądał jej się, gdy biegła obok niego, ale Izzy albo tego nie zauważała, pogrążona w swoich myślach albo ignorowała. Tak czy tak, nie odpowiedziała na żadne z jego spojrzeń i cały czas milczała, więc nie naciskał.
Do czasu. Po jakiejś pół godzinie miał dość tego napiętego milczenia, więc po prostu zatrzymał się gwałtownie w miejscu, a ona, gdy tylko zobaczyła, że przestał biec, zrobiła to samo i obrzuciła go zaskoczonym spojrzeniem.
-Czemu się zatrzymałeś? - spytała, oddychając ciężko i spoglądając na zegarek zawieszony na nadgarstku – Biegamy dopiero z pół godziny.
-Tak, ale chciałem z Tobą porozmawiać – odpowiedział spokojnie i nie stracił tego spokoju, nawet gdy Izzy westchnęła cicho z frustracją.
-To nie może poczekać?
W odpowiedzi pokręcił tylko głową, a ona wywróciła oczami i wsparłszy ręce na biodrach, spojrzała na niego wyczekująco.
W duchu się uśmiechnął. Wyglądało na to, że właśnie odesłał w dal jej dobry humor i jakoś wcale nie było mu z tego powodu przykro. Zdecydowanie bardziej wolał ją wściekłą, gdy przekomarzała się z nim bez końca.
-Co z Karlem? - spytał, na co ona uniosła wysoko brwi.
-Nie rozumiem – mruknęła, jednak ton jej głosu i wyraz twarzy powiedziały mu, że owszem, zrozumiała. Posłał jej sceptyczne spojrzenie, na co ona westchnęła i poddała się: - No dobra, powiedzieć Ci co? Koniec. Muszę się wreszcie pogodzić z tym, że ani ja ani on nie jesteśmy już dziećmi. I liczenie na to, że znowu będzie między nami tak dobrze jak te paręnaście lat temu byłoby głupotą z mojej strony. Oboje jesteśmy dorośli, oboje mamy swoje życie. Nie mam zamiaru podporządkowywać mu wszystkiego.
Milczał przez chwilę, przetrawiając wszystko, co mu powiedziała i dopiero wtedy odezwał się:
-Więc … przez co najmniej 5 następnych lat będziecie na siebie warczeć i mierzyć się pełnymi nienawiści spojrzeniami, a w centrum tego wszystkiego będę ja i moja córka, tak?
Nie miał zamiaru jej atakować tą wypowiedzią, jednak najwyraźniej zabrzmiało to ofensywnie, bo Izzy spojrzała na niego ze złością i wyprowadzona z równowagi warknęła:
-Więc się wyprowadź, jak masz problem, nikt Cię tu nie trzyma.
Chciała się odwrócić i zostawić go samego, jednak on jej nie pozwolił. Złapał ją za ramię i przyciągnął do siebie. A potem, nim zdążyła cokolwiek zrobić czy powiedzieć, zablokował jej ręce, zaciskając palce na nadgarstkach i zamknął jej usta pocałunkiem.
Zaskoczyło ją to i to nawet bardziej niż tamten pierwszy raz, prawie dwa miesiące temu. Zaskoczyło, bo znajdowali się w miejscu publicznym, a poza tym w samym środku kłótni.
Nie tak się zwykle kończyły ich słowne przepychanki.
Wyglądało na to, że Wellingerowi zwyczajnie zabrakło argumentu i postawił na sprawdzony środek.
Pozwoliła, by całował ją przez chwilę, nawet odpowiedziała na parę jego pocałunków, odetchnęła jednak z ulgą, gdy w końcu się odsunął.
Było to przyjemne i lubiła mieć go tak blisko siebie, ale …
Spojrzała mu w oczy i zdała sobie sprawę, że nie jest w stanie dokończyć tej myśli.
Puścił jej ręce i przesunął dłońmi po jej talii, uśmiechając się delikatnie.
-Coś mnie jednak trzyma, wiesz? - mruknął, a jej serce mocniej zabiło. Chciała się poruszyć, ale mogła tylko stać bez ruchu i patrzeć mu w oczy, które były dziś jeszcze bardziej niebieskie niż zwykle. Tymczasem on powoli znów nachylił się ku niej, aż jego wargi znalazły się na jej policzku. Przesunął się w górę i musnął czule jej skroń, doprowadzając ją do migotania komór w sercu i gwałtownych dreszczy na całym ciele.
Zadrżała jeszcze silniej, gdy poczuła jego usta tuż przy swoim uchu. Wstrzymała oddech, a on dodał:
-Mam w końcu studia do dokończenia, nie?
Całe wstrzymywane dotąd powietrze uszło z niej z głośnym świstem. Wellinger odsunął się i uśmiechnął z lekką kpiną, a Izzy pokręciła głową, w duchu przeklinając swoją głupotę.
Oczywiście, że studia, a niby co innego?
Czy ją już kompletnie popieprzyło?
-Może wrócimy do biegania? - zaproponował Andreas z promiennym uśmiechem, po czym nie czekając na odpowiedź potruchtał powoli przed siebie.
Stała jeszcze paręnaście sekund, walcząc z oszołomieniem i tym dziwnym stanem, w jaki wprowadził ją chwilę temu chłopak.
W końcu i jego przeklęła, po czym pobiegła za nim, nie mogąc uwierzyć, że naprawdę dała mu się tak omamić.
Pieprzony Wellinger.


Sytuacja stała się nie do zniesienia, a jeżeli Izzy wcześniej myślała, że relacje jej i Karla ocierają się o granice ludzkiej wytrzymałości, to teraz nie miała zielonego pojęcia jakim w ogóle słowem te relacje określić.
Jedno wiedziała na pewno, było źle, tak źle, jak jeszcze nigdy wcześniej, a najgorsze było to, że nic nie wskazywało na to, by to się miało wkrótce poprawić.
Jeśli w ogóle.
Karl nie rzucał jej morderczych spojrzeń.
Nie raczył przykrymi tekstami, nie wszczynał awantur.
Nie, Karl przyjął zupełnie inną taktykę.
I po prostu traktował ją jak powietrze.
Było to męczące, musiała to przyznać. Bolało, gdy wchodziła do pokoju, a chwilę później Karl podnosił się i wychodził, jakby nie był w stanie wytrzymać nawet minuty razem z nią w jednym pomieszczeniu. To bolało.
Ale znacznie mniej niż jego wiecznie zaczerwienione oczy i wyraźne załamanie, które przejawiało się w każdym aspekcie jego życia.
Nie łapał się już do pierwszej kadry Niemiec, nie skakał nawet w Pucharze Kontynentalnym. Izzy rzadko widziała, by uczył się na studia i choć, gdy nie zajmował się Julie, wychodził z domu, miała bardzo uzasadnione podejrzenia, że wcale nie kierował się wtedy na uniwersytet.
Po śmierci Millie, Karl staczał się na dno, a najgorsze było to, że Izzy nie miała absolutnie żadnego pola do popisu, jeśli chodziło o podniesienie go na duchu i zapewnienie, że nie warto rezygnować z życia. Oczywiście, mogła próbować, ale była pewna, że gdyby tylko otworzyła usta i zaczęła ten temat, Karl wygarnąłby jej, iż to wszystko jej wina. Nie chciała znowu zostać oskarżona, zwłaszcza, że już dawno przestała sądzić, by naprawdę miała w śmierci Millie jakiś udział. Andreas miał rację. Millie wstrzyknęła sobie zabójczą dawkę heroiny, nic się już nie dało zrobić.
Szkoda tylko, że Karl tego nie rozumiał …
Westchnęła cicho, po czym naciągnęła na siebie sweter i spojrzała na zegarek.
Było już po czwartej, najwyższy czas, by wyjść, jeśli nie chciała spóźnić się do pracy.
Wychodząc, nie rzuciła w głąb mieszkania ani jednego słowa pożegnania.
Karl i tak by nie odpowiedział, prawda?
I choć jego zachowanie sprawiało, że bolało ją serce, Izzy postanowiła po prostu się z nim pogodzić.
Nic innego przecież zrobić nie mogła.


Gdy wracała do mieszkania, było już po północy, a Izzy szczerze się cieszyła, że dzisiaj udało jej się wcześniej skończyć pracę. Była wykończona, zarówno fizycznie, jak i psychicznie i jedyne czego pragnęła, to położyć się do łóżka. Tramwaj świecił pustkami, ale ona nie skorzystała z szerokiego wyboru wolnych miejsc; wolała stać, bała się bowiem, że jeśli usiądzie to pozwoli sobie zamknąć oczy i w efekcie zaśnie. Wysiadła na tym samym przystanku co zawsze, po czym powoli ruszyła uśpioną ulicą w stronę mieszkania.
Szła spokojnie, bez pośpiechu i bez presji. O tej porze Karl na pewno już spał, więc Izzy nie odczuwała żadnego strachu związanego z powrotem do domu, bo przynajmniej do jutra nie była narażona na jego łamiącą serce obojętność.
Wcisnęła mocno dłonie w kieszenie i odetchnęła głęboko, a z jej nozdrzy wydostał się obłoczek śnieżnobiałej pary.
Sekundę później ktoś zacisnął palce na jej przedramieniu, otwartą dłonią zasłonił jej usta i pociągnął do tyłu.
Wyrywała się i próbowała krzyczeć, mimo zasłoniętych ust, jednak wszystkie jej wysiłki spełzły na niczym. Została zaciągnięta w jakiś ciemny zaułek, a tam przyciśnięta do ściany.
Ledwie napastnik zdjął rękę z jej twarzy, Izzy gwałtownie zaczerpnęła tchu i już miała zacząć krzyczeć, gdy głos uwiązł jej w gardle.
Wcisnęła się mocniej w ścianę, kiedy mężczyzna wymierzył pistolet prosto w jej twarz i zamknęła usta.
-Bardzo ładnie – pochwalił ją napastnik, kiwając głową i uśmiechając się pogardliwie – I nawet nie waż się pisnąć, jasne?
Pokiwała głową, nie spuszczając wzroku z lufy pistoletu. Widząc, że dziewczyna nie stawia oporu odsunął nieco broń, a Izzy pozwoliła sobie na kolejny, głęboki wdech i wydech.
Serce waliło jej jak oszalałe, słyszała to bicie aż w uszach. Rozejrzała się wokół siebie, by zlokalizować miejsce, w którym się znajdowała i przeżyła szok, gdy dopiero teraz zauważyła, że nie była tutaj ze swoim napastnikiem sam na sam.
Poza nim w zaułku znajdowało się jeszcze trzech rosłych mężczyzn. Izzy w jednej chwili poczuła jak opuszcza ją cała nadzieja i brawura.
Nie wiedziała czego mogli od niej chcieć, ale nie miało to większego znaczenia w obliczu tego, że już na starcie była na straconej pozycji.
-Mogę się dowiedzieć o co chodzi? - zapytała drżącym głosem, wbijając paznokcie w brudną, kamienną ścianę, o którą cały czas się opierała. Stojący naprzeciwko niej mężczyzna znowu się uśmiechnął. Znowu kpiąco.
-Nie bój się, złotko, nic Ci nie grozi. Oczywiście, jeśli tylko zechcesz z nami współpracować. Wtedy nawet włos Ci z głowy nie spadnie.
Izzy posłała wystraszone spojrzenie trójce mężczyzn, którzy tylko stali z boku i w milczeniu przyglądali się całej scenie.
-Do rzeczy – warknęła, odwracając znów głowę w stronę mężczyzny z pistoletem i piorunując go wzrokiem – Czego chcecie?
-Znasz małą, słodką Millie, prawda? Czerwone włosy, fajny tyłek, chętna do …
-Nie musisz kończyć, wiem o kogo chodzi – przerwała mu w połowie zdania, a on tylko poszerzył uśmiech, który teraz był mniej kpiący, a bardziej lubieżny – Znam ją. Jest tylko jeden problem. Ona nie żyje.
W oczach mężczyzny nie ujrzała zdumienia, więc wszystko wskazywało na to, że wiedział o śmierci Millie. Zaśmiał się cicho i pokręcił głową.
-Och, oczywiście, że nie żyje. Zawsze była tchórzliwa, narobiła sobie długów nie do spłacenia i wolała za bardzo dać sobie w żyłę niż stawić nam czoła.
W jego głosie po raz pierwszy zabrzmiała nienawiść. Izzy przełknęła ślinę.
Stopniowo strach się rozpraszał, a gdy na pierwszy plan wybił się zdrowy rozsądek, zrozumiała wreszcie o co chodziło.
-Chcesz, żebym spłaciła jej dług – powiedziała powoli, lekko zaskoczona – Chcesz, żebym oddała Wam całą kasę i wtedy się odwalicie.
Mężczyzna uśmiechnął się.
-Mądra dziewczynka.
Izzy prychnęła.
-Jest tylko jeden problem. Nie dostaniesz ode mnie nawet jednego eurocenta.
Czekała aż napastnik wpadnie w szał albo do akcji wkroczy któryś z milczących mężczyzn. Czekała aż przed jej oczami ponownie pojawi się lufa pistoletu.
Nic takiego się nie stało.
Mężczyzna po prostu się zaśmiał. Pokręcił głową i przycisnął dłoń do ust, próbując się uspokoić.
Patrzyła na niego, prawie nie mrugając, pełna złych przeczuć.
I nie myliła się, to nie wróżyło nic dobrego.
-Chyba się nie zrozumieliśmy, słoneczko. Ja Ci nie daję żadnego wyboru – powiedział w końcu, gdy minął mu atak śmiechu. A potem podszedł bliżej niej i Izzy aż wcisnęła czaszkę w ścianę, by uciec jak najdalej od jego twarzy i oddechu. Nie udało się. Przycisnął czoło do jej czoła i wyszeptał: - Okrągły tysiąc euro, za tydzień, w tym samym miejscu. I radzę Ci przyjść, bo następnym razem już nie będzie tak … przyjemnie.
Wstrzymała oddech, a on powoli się odsunął, przywołując na twarz ten pogardliwy uśmiech. Pokręciła głową, chciała udzielić mu jakiejś ostrej odpowiedzi, jednak szybko się powstrzymała.
Ona była jedna, a ich czterech i mieli broń.
Naprawdę lepiej było się zgodzić.
-Zrozumiałam – odpowiedziała cicho.
-I tak trzymać, kotku – poklepał ją po twarzy, a ona aż się wstrząsnęła z odrazy. Gdy postąpił krok do tyłu, pozwoliła sobie odetchnąć z ulgą, że teraz odejdą i dają jej spokój.
I wtedy przekonała się jak wielką była naiwniaczką.
Nikt nie czekał na jej odpowiedź. Nie zdążyła nawet mrugnąć, nie zdążyła rozluźnić napiętych mięśni, gdy napastnik zamachnął się i uderzył ją pięścią w twarz. Jej głowa zderzyła się boleśnie z kamienną ścianą, a siła uderzenia zwaliła ją z nóg. Upadła na ziemię, przyciskając dłonie do palącego policzka oraz oka i kuląc się z bólu.
Minęło dobre parę minut nim zdołała otworzyć zarówno prawe, jak i lewe oko i podnieść głowę.
Gdy to zrobiła, ich już nie było.
Została sama.

No i jestem i tutaj.
Wrzucam, bo napisałam to chyba pod koniec stycznia, więc tak sobie leży i czeka.
Wrzucam, bo ostatnio udało mi się napisać coś na to opowiadanie i już tylko pół rozdziału dzieli mnie od końca.
Wrzucam, bo bym strasznie już chciała ten koniec. Nawalam z tym aż miło.
Trzymajcie się, a ja przepraszam ... za wszystko.

50 komentarzy:

  1. Moja kochana Izzy. Aż się serce rozpada jak się czyta ten początek. Zdecydowanie nie powinno się oceniać ludzi po wyglądzie, Karl jest najlepszym dowodem.

    Żeby przez taką wywłokę tak się zmienić i zostawić siostrę na pastwę Wellingera... Tylko że ten cholerny Wellinger też się zmienia i wywłoka chyba niezwykle trafnie opisała charakter tej zmiany.

    Ale ich rozmowy, na szczęście, się nie zmieniły, a ta tutaj jest chyba najcudowniejsza ze wszystkich.

    Studia, ha, Wellinger, wyborne, po prostu wyborne.

    Chyba tylko Izzy była w stanie w coś takiego uwierzyć.

    Eh, oni są kochani.

    I tylko Izzy, po tym wszystkim, była w stanie ciągle martwić się o Karla. Ja po prostu na sam widok jego imienia dostaję ataku szału, a ona jeszcze ma dla niego jakieś uczucia. Ona jest zwyczajnie za dobra, a oni wszyscy na to nie zasługują.

    Co do końcówki, to wcale nie jest tak, że nie umiesz pisać takich scen, kłamczuchu. Umiesz i to doskonale umiesz, zresztą już na Maćku było to widać.

    I wiesz, teraz mam ochotę tą wywłokę odkopać, wskrzesić i zamordować jeszcze raz za to wszystko co się tu teraz wydarzy.

    Jedyne pocieszenie jest takie, że Ty to piszesz i robisz to tak cudownie.

    Kocham Cię, moja sadystko. <3333

    OdpowiedzUsuń
  2. Szkoda Izzy, Karl powinien zrozumieć, że to nie jej wina.
    Jeszcze ta sytuacja na koniec, ciekawi mnie jak się skończy.
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. No więc zanim zacznę to muszę Ci napisać, że serce mi się z radości rozszerza że jesteś i że wreszcie dodałaś kolejny rozdział tego cuda<3

    A teraz zaczynam marudzić, bo marudzenie i strach o bohaterów idzie bezapelacyjnie w parze z moją miłością.
    No więc się boję.
    Bo zaczyna być tak pięknie, bo Izzy jest całowana na środku ulicy przez naszego Pieszczoszka.
    A jednocześnie nie robią się jakoś przeraźliwie romantyczni, co by do nich cholernie nie pasowało, bo to jest bardzo idąca w parze z ciętością języka "miłość".( Przepraszam, że używam tego słowa, bo wiem że nie jest jakoś bardzo adekwatne. No ale jednak...)
    Tylko Ci ludzie i Izz, która ma płacić za wywłokę... I tak się zaczęłam obawiać, choć po poprzednim rozdziale wierzyłam w jej szczerość na łożu śmierci, czy jeszcze umierając nie chciała narobić dziewczynie i skoczkom dodatkowych problemów, czy wyznanie nie służyło tylko zmyleniu czujności bohaterki...

    I boję się, bo coś czuję przez krew, komu to wszystko może najbardziej zaszkodzić. I kto...
    Dobra, jest wiele racjonalnych dowodów na to, że się nie mylę, ale ufam, że się mylę.
    Bo obiecujesz szok na zakończenie, a szok to tu będzie szczęście.

    I żeby się kłócili tak uroczo do końca życia, z czym nie byłoby problemów bo Welliś znalazł genialną metodę na przerwanie wszystkich sporów;)

    I chyba mój komentarz nie oddaje powagi rozdziału.
    Ale przyjmijmy, że nie mówię o Karlu, bo jestem już na niego makabrycznie wkurzona.
    No. Przegina.
    Szkoda, że już wiosna, bo dziewczyny miały świetny pomysł z załatwieniem go tymi soplami.
    Zły Karl. Choć mi go żal. Widziesz jaka ja jestem niezdecydowana;p

    I ostatnia rzecz. Jak Pieszczoch powiedział, że "ja i moja córka" to odpłynęłam do nieba, jak się nam głuptasek naprawia^^

    Kocham Cię okrutny człowieku.
    Bardzo<3

    OdpowiedzUsuń
  4. Nawet nie sądziłam, że można tak bardzo stęsknić się za opowiadaniem i bohaterami, dopóki nie weszłam dziś na Bloggera i nie zauważyłam, że pojawił się u Ciebie nowy rozdział! Zamrugałam ze dwa razy, całkowicie zdziwiona :) Cieszę się, bardzo się cieszę.
    Pochłonęłam słowa łapczywie i przy końcu aż trzymałam się za gardło, gdy ten facet w towarzystwie swoich koleżków groził Izyy. Nie wiem co ja zrobiłabym w takiej sytuacji... chyba potrafiłabym tylko zemdleć. Ciekawe jak to się potoczy dalej.
    Wspominasz, że historia dobiega końca, a ja sobie tego nie wyobrażam! Jak ja będę dalej żyć, nie czekając na nowy rozdział i porcje słownych przepychanek między Izzy a Wellim? No jak?! :( To smutne, ale wiem, że każda historia musi się kiedyś skończyć. Czekam więc na ostateczne rozstrzygnięcia i będę tu, by płakać, wyć i rozpaczać podczas pisania ostatniego komentarza. Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę dużo weny do pisania, i nie tylko :*

    http://zimowe-odcienie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tekst Wellingera o studiach bezbłędny ♥ Tylko on mógłby coś takiego wymyślić! Cwaniaczek jeden ;)

      Usuń
  5. Aaaaaa! Jak się cieszę, że Cię widzę! :D No nie do końca widzę, ale w każdym razie widzę to co napisałaś.
    I stwierdzam, że to jest świetne. Każde słowo, które się składa na ten rozdział.
    "Coś mnie jednak trzyma, wiesz?". Paulina rozpływa się pod wpływem tych słów, ale potem to ta rozsądniejsza część mnie krzyczy: Halo! Przecież to nie jest ten słodki Wellinger występujący w każdej blogowej historii! Za tym na pewno coś się kryje! No i proszę! Ach, ten Wellinger. Mnie też by z łatwością omamił, nie ma co :p
    Kocham tą parę. Chyba wspominam o tym przy każdym rozdziale, ale że ostatni pojawił się dość dawno, czuję potrzebę żeby Ci o tym przypomnieć! :)
    Oni są tacy specyficzni. Tak jakby jednocześnie się przyciągali i odpychali.
    Okej, dość słodzenia, bo chyba nie to było istotą tego rozdziału, a raczej jego końcówka.
    Przynajmniej na mnie zrobiła ona tak ogromne wrażenie, że wszystko inne zeszło na drugi plan.
    Okropnie się martwię o Izzy, no bo skąd ona tą kasę wytrzaśnie teraz? Jasne, mogłaby poprosić Karla i Andreasa o pomoc, ale na pewno tego nie zrobi, bo taka już jest. Nie będzie chciała ich martwić. A poza tym Karl... ygh... Stella przypomniała mi o moim niecnym planie, no i w sumie to nic, że już jest wiosna. U mnie dzisiaj padał śnieg, może jakiś sopel się znajdzie? :p
    Przepraszam za chaotyczność tego komentarza (tak, to też chyba powtarzam wszędzie gdzie się da :p), ale tym razem jest to spowodowane mieszanką radości z tego, że tu zajrzałaś i rozpaczy z powodu tej końcówki. Tak, tak. Beznadziejna wymówka. Po prostu jestem ciapą i nie umiem komentować takich wspaniałych tworów.

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej! Zaczęłam to opowiadanie czytać jakiś czas temu, ale dopiero teraz kiedy zobaczyłam ten długo oczekiwany rozdział postanowiłam napisać. Scena między Iz a Wellingerem świetna! Tylko końcówka taka wstrząsająca, jak oni śmieli uderzyć Iz! Ciekawa jestem jak Andi zareaguje jak zobaczy ten śiniak na twarzy.
    ps. Zapraszam do mnie na bloga http://mirisblogus.blogspot.com/
    W roli głównej niemieccy skoczkowie!

    OdpowiedzUsuń
  7. Zdziwiłam się, ze zobaczyłam u Ciebie rozdział, ale było to bardzo pozytywne zaskoczenie ;) szkoda mi Izzy, kocha brata a on ja obwinia o śmierć Millie. Na szczęście jest Andi. Tekst o studiach mnie rozwalił. A panowie widać dobrze śledzili Millie, że wiedzieli od kogo zażądać pieniędzy.
    Czekam na kolejny :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jesteś! Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę. Serce wyskoczyło mi z piersi kiedy zobaczyłam, że wrzuciłaś rozdział i o mało co, a udławiłabym się spaghetti.
    Izzy dalej martwi się o Karla... To takie cudowne, że pomimo wszystko ona dalej potrafi kochać go jak brata. Ale będzie musiała pogodzić się z tym, że nie ma już brata.
    To smutne, że Karl zamknął się w sobie i przestał skakać, studiować i w ogóle. Ale jeszcze bardziej smutne jest to, że on tak traktuje Izz. Że obwinia ją o śmierć Millie, która sama była sobie wszystko winna.
    Jestem za to wściekła na Karla! Zachował się jak największy cham i dupek.
    A Wellinger to teraz inna bajka. Niby taki wredny i złośliwy, a jednak czuły i pomocny. I ten jego uśmieszek kiedy mieli biegać. Wiedziałam, że zawsze posłucha Izzy. Tylko musi trochę popracować nad cierpliwością i słowami. Bo gada takie durnoty, że brak słów.
    Ale z tymi studiami to mistrzostwo. Naprawdę już się serce cieszy, że on ją traktuje poważnie, a tu wyskakuje z tekstem, że nie skończył studiów.
    Ale i tak kocham tą okropną i złośliwą wersję Welliego. Bo tylko on i Izzy tak cieszą moje serce.
    I jeszcze raz bardzo, bardzo się cieszę, że wróciłaś :) Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  9. Wellinger. Cholerka jasna coraz bardziej pałam tutaj do niego sympatią i coraz bardziej zaczynam myśleć o tym, że jest odpowiednią osobą w odpowiednim czasie. To on pomaga Izzy, a nie brat, który wydawać by się mogło kocha ją nad życie, zna doskonale. Próbuję też w pewien sposób usprawiedliwić Karla. Śmierć Milly musiała spaść na niego jak ciężki przedmiot, zniszczyć to, co planował stworzyć, a czego miał namiastkę. Nie potrafię jednak zrozumieć braku zaufania do siostry. Do kogoś tak bliskiego. I tu nie będę go usprawiedliwiać.
    Ta końcówka ponownie uświadomiła nam, że bynajmniej to wszystko słodką nie jest. I chyba nie będzie.
    Cieszę się bardzo, że dodałaś ten rozdział :) I życzę powodzenia :*

    OdpowiedzUsuń
  10. Jesteś! Nie spodziewałam się, że dodasz tutaj rozdział, ale jak już go zobaczyłam, to wprost nie mogłam wyhamować ze szczęścia. Bo tak bardzo się stęskniłam za twoją twórczością, a już zwłaszcza za twoimi bohaterami. Oni są genialni i zaczynało mi ich bardzo brakować. Dlatego jak tylko spostrzegłam nowy rozdział, to przybyłam tu w te pędy. Oj, bardzo mi się to podobało.
    Po pierwsze - strasznie przykro mi z powodu tego rozłamu w relacji Izzy z bratem. Karl nie powinien się tak zachowywać. Nie powinien osądzać siostry o całe zło tego świata. Postępuje niewiarygodnie głupio odcinając się od wszystkiego i od wszystkich, dopuszczając do tego, aby smutek całkiem zdominował jego życie. To nie jest rozsądne. Szkoda, że on tego nie dostrzega. I nie widzi też tego, jak potwornie rani Izzy. Jego zachowanie strasznie mnie denerwuje.
    Dobrze, że chociaż Wellinger trzyma fason. O ile w jego przypadku można użyć takiego określenia. No, bo on też nie zachował się tak całkiem okey, ale do tego zdążyliśmy się już wszyscy przyzwyczaić. Ja wiem, że te jego gierki nie są w porządku, ale i tak nie mogłam zachować powagi, gdy przeczytałam tą scenkę na ulicy, gdzie chłopak najpierw ją całuje, oświadcza, że coś go wciąż trzyma w tym mieście i nie potrafiłby wyjechać, a potem uświadamia ją dobitnie, że to nie ona, a szkoła i studia. Tak, to było zabawne ^^ Chociaż na pewno nie z perspektywy Izzy, która tak ładnie dała się omamić. Jednak Andi nie jest tak do końca taki zuuuy i potworny. Dziewczyna może upatrywać się w nim wsparcia, bo on jednak potrafi być pomocny i w sumie wspaniały, tylko że musi mieć ku temu wyraźne powody oraz odpowiednią sytuację. Bez tego pozostaje nam tylko ta jego złośliwa wersja, którą też bardzo lubię, więc za bardzo nad tym nie ubolewam.
    Przeraziło mnie natomiast to co wydarzyło się na końcu tego rozdziału. Ci ludzie, którzy napadli na Izzy i żądali zapłaty za długi Millie... Cholerka, to nie brzmi dobrze. Dziewczyna wpakowała się w niesamowite kłopoty i aż boję się pomyśleć, co z tego może wyniknąć. Znając ciebie nastawiam się raczej na wiele cierpienia bohaterów w niedalekiej przyszłości. Obym w tym wypadku się myliła ;)
    W każdym razie czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział.
    Pozdrawiam serdecznie :*

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo się cieszę, że dodałaś ten rozdział. Twój blog był jednym z pierwszych, na który trafiłam zanim sama zaczęłam prowadzić swojego i chyba pierwszym, którego zaczęłam komentować - jeszcze jako anonim.
    Kiedy przestałaś pisać było mi autentycznie przykro - uwielbiałam to opowiadanie i to, jak skonstruowałaś postać Andreasa i relację Andreasa z Izzy. Bardzo mi brakowało tego bloga i cieszę się, że jednak coś dodajesz.
    Miałaś całkiem poważne powody, żeby przystopować z pisaniem, ale pamiętaj, że przy odrobinie wysiłku wszystko da się pogodzić ;)
    Rozdział jak zwykle świetny! Czekam na następny, aczkolwiek nie naciskam :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Nawet nie wiesz jak się ucieszyłam, gdy zobaczyłam, że dodałaś nowość. Warto było czekać ;)
    Jestem tak strasznie zła na Karla. Po prostu o wszytko. Niby jest dorosły, a zachowuje się jak gówniarz. Skoro chce obwiniać Iz o całą tą sytuacje to proszę bardzo. Zobaczymy, co zrobi później, jak nadejdą wyrzuty sumienia.
    Mina Wellingera musiała być obłędna jak Iz go obudziła. Ale opłaciło się :D
    Ten pocałunek według mnie był potwierdzeniem tego, że wcale nie studia go tutaj trzymają, tylko właśnie osoba dziewczyny ;)
    I Iz nam wpadła ^^
    Ale nie podoba mi się ta końcowa sytuacja :( Niech oni jej dadzą spokój, no. Nieźle się wpakowała w to wszystko ...
    Ech, się porobiło.
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  13. Strasznie cieszę się, że wróciłaś. Nawet nie wyobrażasz sobie jak tęskniłam za tym opowiadaniem. Prawie codziennie sprawdzałam czy może jest nowy rozdział. :D Już nie mogę doczekać się co będzie dalej. Wstawisz rozdział jeszcze w tym tygodniu? XD Pozdrawiam i czekam. :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj nie. Następny rozdział to ten, którego nie mogę od pół roku napisać, więc szybko się nie pojawi. Pewnie po mojej maturze.
      Dziękuję pięknie za ciepłe słowa :)

      Usuń
  14. Bożeee, Wellinga, on to wie, jak omotać kobietę :D
    Ejj, szkoda mi Karla. Musi mu być ciężką, zwłaszcza, że zamknął się w sobie i nie chce do siebie nikogo dopuścić. I że 'wyrzucił' Izzy z życia. Wierzę, że potrzebuje czasu, by ochłonąć, przemyśleć, cokolwiek.
    Tęskniłam aww <3

    OdpowiedzUsuń
  15. ooo Izzy, nie daj się zastraszyć! niech ona tam nie idzie, niech ANdreas jej pomoże, cokolwiek :C

    OdpowiedzUsuń
  16. Mam nadzieję , że Izzy jakoś wybrnie z tej sytuacji , chociaż bez pomocy Wellingera albo Karla ( na co raczej nie liczę ) wątpię aby coś zdziałała . Trochę mi żal Karla , bo pewnie nie może sobie poradzić ze śmiercią Millie i nie myśli racjonalnie . Chociaż myślę , że po pewnym czasie spojrzy na to inaczej .
    Do następnego ^^ Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  17. Kiedy mozemy spodziewac sie nowego rozdzialu? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak szczerze ... to nie wiem czy w ogóle możecie.

      Usuń
    2. Dlaczego?! :o

      Usuń
    3. Wena i chęci. A raczej ich brak, niestety.

      Usuń
    4. Szkoda.. Musisz sie jakos zmotywowac!

      Usuń
    5. Staram się. Zwłaszcza, że została mi jakaś ćwiartka rozdziału i to właśnie tego następnego. W końcu ją napiszę ... zobaczymy.

      Usuń
    6. Czekamy, czekamy! :)

      Usuń
  18. Kiedy wracasz?
    Czekam na nastepny rozdział ♥

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie wiem.
    To wszystko już dawno straciło jakikolwiek sens.
    Przepraszam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trafiłam na to opowiadanie przypadkiem.. wczoraj. I wiesz co? Tak mnie to wciągnęło, ze poświęciłam noc na jego przeczytanie.. strasznie, ale to strasznie zrobiło mi się przykro, gdy zobaczyłam, ze być może nie dodasz kolejnych rozdziałów. Ogólnie jestem bardzo wrażliwą osobą i byle co potrafi zmusić mnie do płaczu, ale tutaj..tutaj była duża dawka emocji związanych z losem Izzy i Karla. Wierzę w to, ze dodasz kolejne rozdziały (i pewnie mnóstwo innych osób), bo naprawdę masz wielki talent, pisząc takie cudeńko :) życzę dużo weny! I to nie straciło sensu. Dzięki temu opowiadaniu zaczęłam inaczej patrzeć na świat i dziękuję Ci za to ;) trzymaj się i powodzenia :)

      Usuń
  20. Długo sie zastanawiałam zanim dodałam ten komentarz ale po twoim wpisie już musiałam to zrobić. Jestes najlepszą blogerką jaką kiedykolwiek czytałam, a twoje blogi znam prawie na pamięć <3 kazda z tych historii niesie ze sobą dużo emocji i zawsze gdy do nich wracam czuje to samo napięcie i ścisk w sercu tak jakbym czytała je pierwszy raz. Mam głęboką nadzieje, że wrócisz do nas może z nowymi pomysłami i nową dawka energii, bo oczywiscie rozumiem, ze przerwa kazdemu się przydaje i to w końcu twój wybór i nawet jakbyś już zakończyła swoją przygodę z blogowaniem (błagam nie !!!) to i tak ci bardzo dziękuje <3 Trzymaj się :*

    OdpowiedzUsuń
  21. Natrafiłam dzisiaj na twoje opowiadanie. Przeczytałam je w niecałe pol dnia. Czytam ostatni az ty takie rozczarowanie ze nie skończyłas... Strasznie mi smutno z tego powodu, i prosze wróć, dokończ je! :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eh, przepraszam, że rozczarowuję...

      Usuń
    2. Zle to ujelam w slow, przepraszam. Chodzi o to, ze ta historia mnie tak wciągnęła jak niewiele takich było. Jest naprawdę niesamowita. Chciałam sie zapytać czy wszystko u Ciebie w porządku? Pisałas wiele razy ze po maturach znowu zaczniesz pisac, a na blogach cicho niestety :( kurcze chciałabym Ci jakos pomoc, żebys miała tyle weny, energi i pary do pisania jak w styczniu np czy wcześniej. Trzymaj sie. I przesyłam ogrooooomne buziaki! <3

      Usuń
    3. Nie, nie przepraszaj, nie ma powodów.
      Jestem Wam ogromnie wdzięczna za wsparcie, naprawdę. I mam nadzieję,że w końcu się przemogę, by napisać te kilkanaście zdań następnego rozdziału, bo tylko tyle mnie dzieli od zakończenia tego opowiadania.
      Także ... dziękuję Ci bardzo :)

      Usuń
  22. Hej dziewczyno! Jestes niesamowita! Najlepsze opowiadanie ever! Prosze dodaj kiedyś kolejne rozdziały! Buziaki ogromne <3

    OdpowiedzUsuń
  23. Hej, Kochana! Kiedy coś nowego? Wchodzę codziennie i normalnie mam ochotę płakać... nie ma nic nowego :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem ... przepraszam. Kiedyś wrócę, mam nadzieję.

      Usuń
    2. Inny anonim też z niecierpliwością czeka ;) :*

      Usuń
  24. Lubisz Andreasa Wanka? Zapraszam na bloga, który stworzyłam razem z koleżanką :)
    http://prawda-wyjdzie-na-jaw.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  25. Proszę wróć!

    OdpowiedzUsuń
  26. kiedy będzie nowy rozdział? już nie mogę się doczekać :D
    ta historia jest cudowna i byłabym wniebowzięta, gdybyś zaczęła ją dalej pisać :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Tęsknię... wróć najszybciej jak tylko będziesz mogła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wrócę w przeciągu najbliższego miesiąca, bo historia jest już dokończona :D

      Usuń
  28. Wracaj !!!!!!! :*

    OdpowiedzUsuń
  29. A można wiedzieć kiedy dokładnie będzie rozdział ? :* Czekamy z niecierpliwością <33

    OdpowiedzUsuń
  30. Jejciu, cudownie! Kocham Cię normalnie <3

    OdpowiedzUsuń
  31. JA CIĘ KIEDYŚ UDUSZĘ. PRZYSIĘGAM.
    Martwię się, normalnie od zmysłów odchodzę, że coś się stało, bo sobie przepadłaś, cholero jedna..... ahhh...

    OdpowiedzUsuń