Robiła
to tylko raz w życiu i najchętniej by o tym zapomniała.
A
jednak.
Wciąż
doskonale pamiętała, gdzie ich znaleźć oraz w jaki sposób i za
jaką cenę dostać towar.
Starała
się opanować nerwowość. W myślach ciągle powtarzała sobie imię
Karla, jakby był jakimś jej Aniołem Stróżem, obecnym przy niej
zawsze, gdy go potrzebowała, nawet jeśli fizycznie znajdował się
setki kilometrów stąd.
Dokonując
transakcji, przygryzała mocno wargę. Z żalem w sercu oddawała
swoje nie tak przecież dawno zarobione pieniądze, a w zamian
dostała dwie torebki kokainy, które dla niej były kompletnie
bezwartościowe. Oddalała się jak najszybciej, cały czas pełna
strachu i obaw.
Kiedy
stanęła twarzą w twarz z Alexem, rzuciła w niego paczuszką, bez
ostrzeżenia, tak że w ostatniej chwili zdołał ją złapać, nim
poddała się prawu grawitacji.
-Masz,
co chciałeś – warknęła, odwracając się na pięcie, gotowa do
natychmiastowego odejścia – Więcej do mnie nie dzwoń.
Złapał
ją za rękę i zwrócił ponownie w swoją stronę. Już miała się
wyrwać, gdy on się odezwał, a słowa, które wypowiedział
sprawiły, że zamarła i spojrzała na niego zszokowana.
-Uważaj
na Millie Hoffman.
-O
czym Ty mówisz? - spytała zaskoczona, przyglądając mu się
podejrzliwie. Westchnął i pokręcił głową.
-Nie
mogę Ci nic więcej powiedzieć. Po prostu … po prostu na nią
uważaj, Izzy. Z doświadczenia wiem, że potrafi bardzo wiele
namieszać.
Puścił
ją, nim zdążyła mrugnąć.
Odszedł
w głąb zaułku, nim zdążyła go zatrzymać.
Przypomniała
sobie o tym, że za kwadrans odjeżdża jej pociąg do Monachium.
Nie
chciała się spóźnić, więc ruszyła szybkim krokiem w stronę
dworca, w myślach cały czas przetrawiając sobie to wszystko, co
się wydarzyło i co usłyszała.
Nie
wiedziała, co o tym myśleć.
Nie
wiedziała nawet czy chce o tym wszystkim myśleć.
Starała
się zapomnieć o tamtym wydarzeniu, o wyjeździe do Oberstdorfu, o
Alexie i swoim ojcu.
A
jednak.
Za
każdym razem, gdy widziała Millie przypominały jej się tamte
słowa i znowu wszystko wracało.
Obserwowała
ją, bardzo uważnie, ale dziewczyna naprawdę nie zachowywała się
podejrzanie. Właściwie, jedną rzeczą wartą uwagi był tamten
wieczór, gdy Millie wyszła późnym wieczorem i nie wracała przez
dobre parę godzin. Poza tym raczej grzecznie siedziała w domu i
zajmowała czas Karlowi.
Chociaż
co do tego akurat Iz nie miała całkowitej pewności. Ostatecznie
sama często pracowała wieczorami, więc nie zawsze wiedziała, co
się dzieje z resztą lokatorów, gdy jej nie ma. Z Karlem nawet nie
było sensu o tym rozmawiać, bo był w czerwonowłosą zapatrzony
jak w obrazek i nie dałby powiedzieć na nią ani jednego złego
słowa.
Kto
zostawał?
Wellinger.
Tak,
Wellinger, ale Izzy prędzej by umarła niż zwróciła się do niego
o pomoc. Zresztą, świetnie wiedziała, jak by zareagował.
Powiedziałby, że nic go to nie obchodzi. A gdyby wygarnęła mu, że
chodzi przecież o matkę jego dziecka, to usłyszałaby jedynie:
,,To nie jest moje dziecko”.
Wyglądało
więc na to, że była osamotniona.
A
poza Izzy miała przecież jeszcze na głowie Karla, studia, pracę
i wciąż wiszącą w powietrzu groźbę kolejnego telefonu od Alexa.
Co
się stało z jej życiem?
Przecież
przyjechała do Monachium po to, by je wyprostować, zacząć od
nowa.
A
tymczasem wszystko się jeszcze bardziej pokomplikowało.
Rozmyślała
nad całym swoim życiem, siedząc na dachu bloku i paląc papierosy.
Teraz
to właśnie tak spędzała wolny czas, z dala od wszystkich,
zamyślona i osamotniona.
Osamotniona,
jednak nie na długo, bo w chwili, w której już nawet zaczynała
czuć się lepiej, do jej uszu dotarł dźwięk otwieranych drzwi.
Rozległy się kroki, a ona nie zdążyła nawet zerknąć sobie
przez ramię, gdy w jej mózgu zawibrował pogardliwy głos ostatniej
osoby, jaką życzyłaby sobie teraz ujrzeć.
-Co
Ty tu robisz, Geiger?
Wywróciła
oczami. Nawet tutaj nie mogła dostać chwili spokoju i przerwy od
tego dupka?
-Jedno
jest pewne: nie czekam na Ciebie – odpowiedziała z porażającą
uprzejmością, po czym skupiła się na czynności, którą jej
przerwał i przestała zwracać na niego uwagę.
To
jednak nie sprawiło, że w jakiś magiczny sposób zniknął.
Przeszedł się po dachu, a że był on blaszany, każdy krok brzmiał
jak wybuch z armaty. Każdy krok podrażniał jej nerwy, podwyższając
ciśnienie krwi i coraz bardziej zbliżając ją do granic
cierpliwości.
Cierpliwość
w końcu została nadwerężona, gdy Wellinger zaczął kopać
czubkiem buta w jakiś Bogu ducha winny kamyczek, próbując
widocznie zrzucić go z dachu. Dała mu parę sekund, czekając aż
przestanie, ale nic takiego się nie stało. I wtedy wybuchnęła.
-Mój
Boże, co Ty, do jasnej cholery, wyprawiasz, Wellinger?! - warknęła
uniesionym o co najmniej dwa tony głosem, posyłając w jego
kierunku błyskawice. Zerknął na nią niewinnie, po czym z całej
siły kopnął kamyk, wyrzucając go w powietrze, a ją prawie
doprowadzając do szału. Zaraz potem obdarzył ją kpiącym
uśmieszkiem i ruszył powoli w jej stronę.
-Jakbyś
chciała wiedzieć, to ja pierwszy odkryłem to miejsce – mruknął,
nieoczekiwanie siadając obok niej. Odsunęła się odruchowo i
prychnęła.
-To
jest dach, Wellinger. Więc nic nie odkryłeś, po prostu wpadłeś
na ten sam pomysł, co ja.
-Ale
pierwszy – odpowiedział z naciskiem, na co ona po raz kolejny
wywróciła oczami i westchnęła z frustracją.
-Niech
będzie.
Uśmiechnął
się z zadowoleniem, a Iz wróciła do palenia i ignorowania jego
obecności.
Ta
druga czynność znowu ją przerosła, tym razem dlatego, że po
chwili usłyszała jego głos:
-Dam
Ci piątaka za dwa papierosy.
Wypuściła
dym z płuc i obdarzyła go obojętnym spojrzeniem.
-Nie
jestem zainteresowana.
-Dziesięć.
Pokiwała
głową, udając, że się zastanawia.
-Dwanaście
– Wellinger po raz kolejny podbił cenę, a ona aż się
uśmiechnęła, po czym popatrzyła na niego z litością.
-Naprawdę
aż tak Ci zależy, Wellinger?
Skinął
głową, a ona się zaśmiała.
-W
takim razie nie.
Usłyszała
jak głośno wypuścił powietrze, wzdychając z frustracją.
Zerknęła na niego kątem oka i podchwyciła jego niezadowoloną
minę. To sprawiło, że po raz kolejny się zaśmiała, a potem
kręcąc głową, sięgnęła po paczkę papierosów i podała mu ją.
-Jesteś
skończonym idiotą, Wellinger – mruknęła kpiąco. On tylko
uśmiechnął się nieznacznie kącikiem warg i od razu zabrał się
do palenia.
Patrzyła
na niego … i widziała w nim siebie. Ten sam wyraz ulgi na twarzy,
to samo uchodzące napięcie, to samo wyraźne rozluźnienie. Te
podobieństwa trochę ją przeraziły, więc odwróciła szybko wzrok
i skupiła się na sobie.
A
jednak, on wciąż siedział obok, zaś ona nie potrafiła znieść
tej panującej między nimi ciszy i po chwili podjęła rozmowę na
nowo.
Zaczęła
od pierwszego tematu, jaki wpadł jej do głowy.
-Więc
dlaczego przestałeś palić?
W
jej głosie zabrzmiała umiarkowana ciekawość. Właściwie, ani
trochę jej nie interesował finał przygody Wellingera z fajkami,
jednak innej rzeczy, o której mogłaby z nim rozmawiać, nie
potrafiła znaleźć.
Wzruszył
ramionami.
-Już
mówiłem. Nie …
-...pomagało
w skokach, tak wiem – przerwała mu szybko, odgarniając z twarzy
rozwiewane przez wiatr włosy - A poza tym?
-Miałem
wtedy zamieszkać z Karlem, a on tego, delikatnie mówiąc, nie
znosi. Więc dałem sobie spokój.
Na
moment zaniemówiła, bo nigdy by się nie spodziewała, że
Wellinger może dać sobie z czymś spokój, tylko dlatego, że
komuś się to nie podoba. Otrząsnęła się jednak szybko i
westchnęła.
-Delikatnie
mówiąc.
Stwierdzenie,
że jej brat nie znosi fajek było tak samo zgodne z prawdą jak to,
że Hitler tylko troszkę narozrabiał, wywołując drugą wojnę
światową. Prychnęła cicho, ale już nic nie powiedziała.
-Właściwie
co Karl ma do tego palenia? - spytał w końcu po dłuższej chwili
milczenia, wpatrując się w końcówkę swojego papierosa – No bo
wielu ludzi tego nie lubi, ale on ma na tym punkcie jakąś obsesję
czy coś...
Nie
patrzyła na niego, ale poczuła na sobie jego lekko wyczekujące
spojrzenie.
-Nie
będę z tobą o tym rozmawiać – oznajmiła stanowczo.
Kątem
oka zauważyła jak wzruszył ramionami i uniósł papierosa do ust.
-Nie
będę płakał.
Milczała
chwilę, wpatrując się tępo w przestrzeń. W końcu westchnęła
cicho, a wraz z tym westchnięciem z jej ust wylał się potok słów,
kompletnie mimowolnie i niepowstrzymanie:
-To
wszystko wina naszego ojca. Zaczął od palenia, skończył w zaułku.
Przez niego Karl ma takie zdanie na ten temat. Jemu się chyba
wydaje, że jak już ktoś zacznie z jedną używką, to
automatycznie musi przechodzić dalej, do coraz to gorszych świństw.
Więc jak się dowiedział, że palę to poczuł się tak, jakbym
dawała sobie w żyłę.
Pokręciła
głową, już żałując, że to powiedziała, bo przecież to był
Wellinger, a on ani nie musiał wiedzieć takich rzeczy o jej życiu
ani nie był w stanie ich zrozumieć. Spuściła wzrok i już nic
więcej nie dodała.
Ciszę
przerwał w końcu jego głos.
-Ty
i Karl nie mieliście chyba najweselej w życiu, co?
Wiedziała,
że zapytał o to, by jakoś zagaić rozmowę i ponownie skłonić ją
do mówienia, jednak ton jego głosu i rażąca naiwność tego
pytania sprawiły, że w duchu zaśmiała się szyderczo.
Na
głos prychnęła i odpowiedziała z drwiną:
-Z
matką pijaczką i ojcem ćpunem? Mieliśmy ubaw po pachy.
Wellinger
skrzywił się lekko, ale poza tym żadne inne uczucie nie pojawiło
się na jego twarzy. Jedynie ponownie wzruszył ramieniem i wrócił
do palenia, przestając zwracać na nią uwagę.
Co
oczywiście podziałało na nią prowokacyjnie, więc już po chwili
odezwała się:
-Nie
ma na świecie gorszej wywłoki niż moja matka. Naprawdę. Przy niej
nawet Ty dajesz radę, Wellinger.
Poczuła
na sobie jego niedowierzające spojrzenie, a gdy na niego popatrzyła,
ujrzała jak kręci głową, z autentycznym szokiem wymalowanym na
twarzy.
-Jesteś
prawdziwą mistrzynią komplementów, mówiłem Ci już o tym? Twoje
pochlebstwa sprawiłyby, że nawet trup by spąsowiał.
Uśmiechnęła
się drwiąco i nic nie powiedziała, pozwalając, by zapadła między
nimi cisza.
A
potem to stało się ponownie, ponownie z jej ust wylały się
słowa, których wcale nie chciała wypowiadać, ale nad których
potokiem nie zdołała zapanować:
-Jak
jeszcze piła to dało się wytrzymać, ale gdy zaczęła sprowadzać
sobie do domu różnych kochasiów i piła z nimi … Na początku
nic nie mogliśmy z tym zrobić. Potem Karl zaczął ich wyrzucać.
Potrafił być bardzo stanowczy i nie odpuszczał, dopóki taki facet
nie opuścił naszego domu. Tylko, że Karl w końcu wyjechał, a ja
sama nie byłam w stanie robić tego, co on. Więc udawałam, że
tego nie widzę. Wracałam do domu dopiero późnym wieczorem,
chociaż akurat wtedy moja matka najczęściej miała ,,gości” -
ostatnie słowo wypowiedziała z lekką pogardą, po czym przełknęła
ślinę i pokręciła głową. Wellinger milczał, wyraźnie
czekając, aż dziewczyna będzie kontynuować, co w końcu
nastąpiło, bo teraz, gdy już zaczęła mówić, nie potrafiła
przestać.
-Dopóki
byłam dzieckiem i dopóki Karl nie wyjechał na studia, ci faceci
nie zwracali na mnie uwagi. Ale w końcu zaczęli zauważać, że w
domu nie ma już małej dziewczynki, umazanej nutellą. Pierwszy raz
zdarzyło mi się to jak miałam 15 lat. Jakieś głupie okrzyki,
próby dotykania mnie. Ale uciekłam i uciekałam zawsze. A oni
dawali sobie spokój i wracali do posuwania mojej matki.
Urwała
na chwilę, by się zaciągnąć, a zrobiła to mocno, tak mocno, że
niemalże poczuła smak tytoniu w płucach, chociaż zdawało się to
fizycznie niemożliwe. Skrzywiła się lekko, jednak zapanowała nad
odruchem kaszlu i kontynuowała:
-Ale
był taki jeden... Miałam wtedy 17 lat, a ten facet posunął się
znacznie dalej niż parę pożądliwych spojrzeń i obleśnych
tekstów. Ten facet … próbował mnie zgwałcić.
Fala
wspomnień nadciągnęła bez żadnego ostrzeżenia, zabierając ją
ze sobą do burzliwego morza przeszłości.
To
miał być tylko kolejny dzień, w którym jej pijana matka znalazła
sobie towarzysza do butelki, a także towarzysza do łóżka. Iz
wróciła ze szkoły późno, zmęczona i głodna, ale daremnie
marzyła o obiedzie. Była przekonana, że w lodówce nie ma niczego
jadalnego i nie pomyliła się. W tym domu lodówka była miejscem, w
którym przechowywane były tylko butelki wódki i puszki piwa.
Powstrzymując przemożną ochotę, by cały ten alkohol wywalić na
ziemię i wylać do zlewu, zatrzasnęła drzwi lodówki i skierowała
się do wyjścia z kuchni.
Pierwszym
znakiem ostrzegawczym był fakt, że facet, siedzący z jej matką
przy stole zagwizdał, gdy Iz się odwróciła. Zignorowała go i
poszła do swojego pokoju. Miała nadzieję, że nauka odwróci jej
uwagę od skręcającego się z głodu brzucha, chociaż wiedziała,
że na dłuższą metę taki system nie może się sprawdzić.
W
takich chwilach patrzyła tęsknie na wiszące na ścianie zdjęcie
jej i Karla, gdy byli dziećmi, oboje zadowoleni i uśmiechnięci. W
takich chwilach nienawidziła go za to, że wyjechał, że zostawił
ją tutaj samą, że tak rzadko dzwonił i w ogóle miał ją gdzieś.
Oczywiście,
zdawała sobie sprawę, że w tym wszystkim więcej było jej,
aniżeli jego winy, ale zagłuszała takie myśli. Potrzebowała się
na kimś wyżyć, a Karl był doskonałym celem.
Ten
facet pojawił się tak nagle, odrywając ją od myśli o bracie, że
Iz nie miała szans na obronę.
W
jednej chwili był w drzwiach, z obleśnym, pijackim uśmieszkiem na
twarzy, w następnej siedział już na niej, przyciskając ją do
łóżka i patrząc na nią pożądliwie.
-Córeczka
mamusi, co? - wydyszał jej do ucha, owiewając jej twarz odorem
wódki. Wierzgnęła rozpaczliwie, próbując się uwolnić, ale on
trzymał ją mocno, o wiele za mocno jak na zmroczonego alkoholem
mężczyznę. Uniósł głowę i popatrzył jej w oczy, przetrzymując
tę chwilę, by nasycić się jej przerażeniem, a potem zaczął ją
całować.
To
było najobrzydliwsze doświadczenie w całym jej życiu. Jego gorące
wargi przesuwające się po jej wargach, jego język w jej ustach,
jego dłonie na jej piersiach. Szarpała się, okładała go
pięściami i krzyczała, błagając o pomoc, chociaż doskonale
wiedziała, że nawet jeśli jej matka to usłyszy, to i tak jej nie
pomoże. Usta mężczyzny były już na jej dekolcie, palcami
niecierpliwie odpinał guziki jej bawełnianej koszuli, by w końcu
rozerwać ją i zedrzeć z niej w możliwie najbardziej brutalny
sposób. Po jej twarzy spływały gorące łzy, gdy szarpał się z
jej biustonoszem, a jego coraz bardziej pobudzona męskość dźgała
ją co rusz w uda. Rozwarła powieki, chcąc ostatni raz popatrzeć
na ten świat oczami nieskalanej dziewczyny.
I
wtedy zobaczyła leżącą na stoliku przy łóżku latarkę.
Dostrzegłszy
w tym swoją jedyną szansę, wyciągnęła rękę, wyciągnęła ją
na całą długość, aż w końcu, po sekundach nadludzkiego
wysiłku, które dla niej były wiecznością, jej palce zacisnęły
się na latarce.
Trzymając
już w dłoni broń, poczuła się pewniej, poczuła siłę i moc, by
sprzeciwić się temu pijakowi. Zacisnęła zęby, wzięła zamach …
I
uderzyła go prosto w potylicę, mocno i wściekle.
Znieruchomiał
prawie od razu, przetoczył się po niej i z głuchym łoskotem
zwalił się na ziemię, znacząc drewniane deski strugą krwi.
Krwi,
której było później więcej, znacznie więcej...
-Zabiłaś
go? - pierwszy raz w życiu usłyszała w głosie Wellingera takie
niedowierzanie, zmieszane z wyraźnym podziwem, którego nie udało
mu się zamaskować. Uśmiechnęła się gorzko, unosząc papierosa
do ust.
-Niestety
nie. Sukinsyn przeżył. I miał jeszcze dość siły, by przespać
się z moją matką.
Milczeli
przez chwilę, którą ona poświęciła na palenie, a on na
patrzenie gdzieś w przestrzeń, podczas gdy wyraz jego twarzy
pozostał nieprzenikniony. Mogła się tylko domyślać, co mu teraz
chodzi po głowie. Zaciągnęła się po raz ostatni i ugasiła
papierosa na dachu, a potem, najzwyczajniej w świecie wyrzuciła go
w powietrze.
To
jakby wyrwało Wellingera z rozmyślań. Ocknął się i spojrzał na
nią, a wtedy, nim zdążyła choćby mrugnąć, spytał:
-Karl
o tym wie?
Prychnęła.
-A
jak myślisz?
To
nie była odpowiedź, ale zrozumiał. I wcale go to nie zaskoczyło,
bo właśnie tego się spodziewał. Jednocześnie wbił w nią długie
spojrzenie, ponownie pozwalając myślom odpłynąć.
To
wszystko czego się od niej stopniowo dowiadywał … te obrazy
dzieciństwa, tak okrutnego i nieszczęśliwego … no, to robiło
wrażenie i to nawet na nim, który do tej pory rzadko odczuwał
współczucie wobec kogokolwiek. Ale chyba nie o współczucie tu
chodziło. Był poruszony, bo to wszystko działo się tak niedaleko,
w tak małej odległości, ledwie kilkaset metrów od jego domu …
Naprawdę zło może być aż tak blisko? I naprawdę może się aż
tak dobrze maskować?
Pokręcił
głową, po czym zaciągnął się mocno, by ukryć to chwilowe
poruszenie. Na pewno nie chciał jej pokazywać, że ta historia
zrobiła na nim jakiekolwiek wrażenie. Chociaż zrobiła. Ale Iz nie
musiała tego wiedzieć.
-Wyskakuj
z kasy, Wellinger – usłyszał niespodziewanie jej głos. Zamrugał
i spojrzał na nią, a ona uśmiechnęła się z lekką kpiną.
Jednak w jej oczach jeszcze tlił się ból, jaki wywołała w niej
ta opowieść – I wisisz mi jakieś dwie dychy.
Nie
zdążył nawet zrobić miny pełnej zaskoczenia i oburzenia, bo ona
już rzuciła mu na kolana paczkę papierosów.
Pustą
paczkę papierosów.
Uniósł
brew, wpatrując się w nią, a Iz wstała i obdarzyła go
pobłażliwym uśmiechem.
-Smutne,
jak człowiek ulega nałogowi, co?- mruknęła.
Nie
czekała na jego odpowiedź.
Wyminęła
go i odeszła, zostawiając go samego, ze swoimi myślami.
A
miał ich teraz naprawdę bardzo dużo.
Wróciła
do mieszkania i od razu poszła do swojego pokoju.
On
wrócił chwilę później, ale nie zajmował sobie na razie głowy
kasą, jaką był jej winien. Zamiast tego usiadł na łóżku i
zajął się czytaniem książki, której jakoś ostatnio nie umiał
skończyć.
Przerwał
mu dzwonek do drzwi, który zakłócił idealną ciszę panującą w
mieszkaniu, jako że Karl i Millie gdzieś razem wyszli i żadne
rozmowy czy śmiechy nie odbijały się od ścian. Uniósł wzrok
jedynie na parę sekund, po czym wrócił do czytania.
Iz
przecież mogła otworzyć.
Uśmiechnął
się pod nosem, bo prawie natychmiast uświadomił sobie, że na
pewno to zrobi. I rzeczywiście, w końcu usłyszał dźwięk
otwieranych drzwi, kroki na korytarzu i głos gościa.
Dziwnie
znajomy, swoją drogą …
Otworzyła
drzwi, po raz kolejny przeklinając Wellingera i jego absolutny brak
ochoty, by od czasu do czasu zainteresować się tym, kto przyszedł
ich odwiedzić. Wyobrażała sobie jeszcze jego bolesną, powolną
śmierć, gdy jej wzrok padł na osobę stojącą w progu, a wtedy
kompletnie osłupiała.
-Witaj
Izzy, kochanie.
To
była matka Wellingera.
Diana
Wellinger przekroczyła próg mieszkania pewnie, rozglądając się
wokół z umiarkowanym zainteresowaniem. Iz zamknęła powoli drzwi,
wciąż lekko oszołomiona tą wizytą. W życiu by się nie
spodziewała, że ta kobieta się tu pojawi. Nawet nie potrafiła
sobie przypomnieć, czy Karl kiedykolwiek wspominał, by Diana
odwiedzała swojego syna w Monachium, odkąd wyjechał na studia.
Mocno
wątpliwe.
-Jego
pokój jest tam – mruknęła, widząc pytające spojrzenie kobiety.
Ta uśmiechnęła się do niej z wdzięcznością i ruszyła we
wskazanym kierunku.
Nie
zapukała, tylko od razu weszła do środka, co było dość
ryzykownym posunięciem, biorąc pod uwagę fakt, że trudno było
przewidzieć, co właściwie Wellinger tam robił. Jednak widocznie
nie robił nic dziwnego, bo Diana nie wybiegła nagle z pokoju, tylko
spokojnie do niego weszła.
Izzy
usłyszała zaskoczony głos Wellingera, wypowiadający coś w stylu
,,Mamo?! Co ty tutaj robisz?!”, a potem głos kobiety, znacznie
spokojniejszy, ale wyraźnie znękany, gdy z cichym westchnieniem
zapytała:
-Synu,
coś Ty znowu zmalował?
Dodaję dzisiaj, bo a co tam.
Jak ja wymęczyłam ten rozdział, to tylko ja wiem.
Że jest dłuższy niż przewidują normy to też widać.
Że nie bardzo wiem, co teraz (poza dziesiątką, dziesiątka gotowa) to też tylko ja wiem.
Ale jakoś to będzie. Chyba. Mam nadzieję.
Za zaległości już nawet Was nie przepraszam.
Obiecuję, że nadrobię. Jak zawsze, kiedyś.
Naprawdę jest ciężko czytać i komentować wszystko na bieżąco, ale się postaram.
Trzymajcie się ;*
No chyba zapomniałaś o mnie. Ja doskonale wiem jak się z tą dziewiątką męczyłaś. No ale w cudowny piątek Pieszczoszek wrócił i było tak wspaniale i w ogóle.
OdpowiedzUsuńNie wiem jak Ty ze mną wytrzymujesz. ;b
Jak Ci już mówiłam, ten rozdział utwierdził mnie w przekonaniu, że oni są dla siebie stworzeni, ale Ty mnie jak zawsze nie słuchasz.
No i znowu mi przypomniałaś, że jestem na Ciebie cholernie zła za to, co Izzy musiała przejść.
I w świetle tego, co pewnej nocy powiedziałaś mi o Millie i tego, co wiem od dawna, zupełnie nie wiem co o niej myśleć.
I wiesz co? Ja uwielbiam takie rozdziały no.
I nie cieszę się z tego, że Welli ma już sobie sam kupować fajki.
No ale jest mamusia i wypowiedziała te słowa, które tak dawno temu wymyśliłaś.
Boziu, ale mi bije. Jeżeli napisałam chociaż jedno zdanie z sensem, to mi je pokaż.
No ale to dlatego, że ja Cię tak bardzo kocham. <33
Sorry, że Ci tu śmiecę, no ale jak widzę nic się się nie ruszyło, więc może tu Cię dopadnę.
UsuńWięc ja dostałam Twoją wiadomości, czyli wychodzi na to, że albo masz zapchaną pocztę i Ci moje nie dochodzą, albo nie wiem.
Nie masz jakiejś drugiej poczty, np. na gmailu?
Wiesz, że zdycham bez Ciebie, także jak to przeczytasz, to daj jakoś znać albo po prostu spróbuj z tą inną pocztą.
Bo ja tęsknię.
I pozbądź się potem tego mojego mądrego monologu, co?
<33
no weź, mała, a teraz znowu nie wiem czy to wina mojej poczty czy już mnie porzuciłaś na rzecz spania ... ;D
Usuńale spoko, ja co to możesz pisać na littleladybug18@gmail.com, tej jeszcze nie zdążyłam zaśmiecić, więc powinno być ok ;)
Kocham ten rozdział.
OdpowiedzUsuńKocham ich wszystkich, nawet tą beznadzieję chodzącą, która przecież pokaże swoje dobre oblicze... Bo nie odczłowieczyłabyś zupełnie swojego pieszczoszka, co nie?
I zgadzam się z Blangie, bo ty jesteś bardzo, bardzo nieczuła i nawet gdybyśmy do Ciebie petycję napisały, albo nawet Ci strajk głosowy pod oknem zrobiły, to możemy sobie umierać, a Wellinger i Izz nie będą razem.
No, nie będą!
Widzisz, nie mam już żadnych złudzeń...
Ha... Miałam rację, że Millie ma coś wspólnego z tym ciemnym światkiem.
I może szpiegiem nie jest, ale...
No właśnie, ale co???
Może, któryś z tych facetów jest ojcem jej dziecka.
A wtedy to mi będzie tak żal Karla, że szkoda gadać.
Bo on ma tu rolę tatusia pełnić...
Mamusia przyjechała?
Nie mogę się doczekać XD
Niech się zajmie swoim potomkiem, przydałoby się.
"Coś ty znowu narobił?"- hm... Na początku myślałam, że Izzy się wygadała, ale skoro była taka zaskoczona...
Może Karl się wkurzyła???
I scena na dachu... Rozczuliła mnie totalnie. Boże, jacy oni są do siebie podobni... Bynajmniej nie chodzi tylko o nałóg tytoniowy.
Gdy brak przyjaciół otworzysz się przed największym z wrogów. Tak?
Ale mam wrażenie, że nienawiść dziewczyny się zmniejsza i jeśli się nie ugniesz to oni będą wielkimi przyjaciółmi od serca...
Wellinger się wzruszył.
No! Będą z ciebie ludzie, mały. Jeszcze tylko się odpowiedzialności za własne czyny naucz ;)
Trzymaj się kochana...
Ufam, że to opowiadanie będzie bardzo, bardzo długie.
Buziaki<3
Sylwia, dlaczego Ty mi to robisz, co?
OdpowiedzUsuńPrzedstawiasz mi tu Wellingera i Izzy jako osoby wprost stworzone dla siebie.
A ja sobię robię nadzieję, że będą razem
A nie będą.
Czy mi się wydaje, czy w Wellingerze odezwała się nutka ludzkiej natury?
Współczucie? Poruszenie? I to względem Izzy!
Widzę progres ^^.
Ależ mnie ta Millie wkurza. I teraz mam realny powód.
Ona mi tu Karlusia okłaamuje.
Albo może nie okłamuje, ale zataja jakąś ważną informację.
A z Aniołkiem trzeba być szczerym.
On na to zasługuje.
Kocham Cię <3333
Haaaa! Mamuśka przyjechała i czuję, że będzie ciekawie! :D
OdpowiedzUsuńNo ale zaczynam od początku.
Millie jednak ma coś wspólnego z tymi typkami, tak jak myślałam. Nawet wpadła mi do głowy jeszcze inna myśl, ale nie będę tu nic zdradzać, bo jeszcze się okaże, że dobrze myślę i będziesz na mnie zła :P Mam nadzieję, że jednak nie odczytałam Twoich zamiarów, bo to by było bardzo przykre dla Karla, a on sobie na to nie zasłużył.
Izzy podziwiam za to, że przeszła przez to wszystko i się nie załamała. Silna z niej dziewczyna. A tak właściwie to czemu przedstawiasz nam ją i Wellingera jako osoby, które są dla siebie stworzone, wzbudzając w nas złudną nadzieję, że oni jednak będą razem? :(
No coż. Wynagradzasz mi ten fakt, wprowadzeniem wellingerowej mamusi :D Już nie umiem się doczekać co z tego wyniknie :)
PS Dziękuję, że w ten niedzielny wieczór, kiedy rozkoszuję się ostatnimi godzinami wolności, przypomniałaś mi, że muszę poprawić sprawdzian z historii. I to między innymi właśnie z Hitlera i jego przedwojennych wybryków...
a widzisz, ten przeklęty Hitler to się wszędzie wybije na pierwszy plan :D
UsuńP.S. W którym miejscu w widzicie to, że Iz i Wellinger są dla siebie stworzeni?
jeszcze jedna taka opinia i chyba będę musiała zainwestować w nowe okulary ;)
Czy ty chociaż czytasz to co napiszesz? Naprawdę nie czujesz tej chemii między nimi, kiedy prowadzą rozmowę jak cywilizowani ludzie? A zresztą, nawet jak się kłócą to odnoszę takie wrażenie jakby coś tam między nimi iskrzyło :D
Usuńja czytam to co piszę z jakieś milion razy, żeby się na pewno pozbyć błędów i wciaż tego nie widzę.
UsuńPrzecież oni się nie znoszą, do jasnej ciasnej.
Straszne z Was romantyczki, wszędzie węszycie chemię :P
Oho, czyżby do mamusi doszła już ta wspaniała wieść, że jej syn zostanie ojcem?
OdpowiedzUsuńChociaż ta Millie jest coraz bardziej podejrzane i kto wie, może jednak nie jest z Wellingerem w ciąży? Nie zdziwiłabym się. I strasznie ciekawi mnie, o co z nią chodzi i skąd ją zna ten kolega Geigera Seniora.
yaaay komplikujesz coraz bardziej <333
No cóż mój dziki romans z angielskim nie był potrzebny. Jak to zajebiście jest być w grupie początkującej, chociaż wie się, że stać cię na zaawansowaną xD No, więc w oczekiwaniu na powrót taty z wywiadówki, która notabene zaczęła się niecałe pół godziny temu tak sobie usiadłam się i czytam. Nie martw się nie żegnam się z internetem :D Chociaż z moimi rodzicami nigdy nic nie wiadomo ;/ Czeka mnie kolejne żartowanie jakie to ja mam złe oceny -.-
OdpowiedzUsuńAle przechodząc do rozdziału: Na miejscu Iz nie wracałabym tam, chociaż coś takiego obiecałam przecież przez to może jeszcze kiedyś znów wpaść w to bagno itd. :c No i moje podejrzenie co do Millie się utrzymują: ona wcale nie jest w ciąży z Wellingerem, ona po prostu z kimś coś knuję przeciwko, albo Wellingerowi, albo Iz i Karlowi, ale myślę, że bardziej chodzi o te drugą wersję, bo właściwie Andreasa ma w dupie, cały czas przesiaduję z Karlem widząc, że ten się coraz bardziej do niej przybliża. Z tego się normalnie jakiś kryminał robi :D No i zgadam się z moimi przedmówczyniami rzeczywiście Izzy i Andreas idealnie do siebie pasują i tak, jak kiedyś powiedziałam spełnia się powiedzenie kto się czubi ten się lubi. Jak nie rozumiem, że ty tego nie widzisz, przecież ona się coraz bardziej otwiera się przed Wellingerem, a ten coraz bardziej współczuję im tego przesranego dzieciństwa, jednym słowem oni po prostu spędzają ze sobą coraz więcej czasu i coraz bardziej się lubią.Mam nadzieję, że biedny Karl nie da się podpuścić Millie i, że ona w końcu nie wdroży tego swojego planu w życie.
No i rarytasek na koniec, to jest po prostu coś o czym chętnie tutaj napiszę, chociaż czuję, że mogę przekroczyć limit, bo dość się tutaj rozpisałam, nie zdarzyło mi się to jeszcze nigdy, ale kiedyś musi być ten pierwszy raz :D No, więc kolejne piekiełko dla Wellisia !! <3 Ty razem od mamusi !! :D I wiesz co.? Gdybym nie leżała teraz przy ścianie, a krawędzi łóżka nie miała jakiś metr od siebie ( moja kochana dwu osobowa sofa :D ) to leżała bym teraz na podłodze razem z moim komputerem, który roztrzaskał by się w drobny mak :D ( ciesz się, że tak było, bo wtedy nie było by długo nic nowego u mnie :c )
weny kochana :*
ps. jeżeli gdzieś tam pomyliłam imiona to wybacz. To jest efekt tego, że wstałam dziś o 5.45, chociaż powinnam o 5.30, ale co tam siostra zajęła łazienkę, więc pozwoliłam sobie na 5 minut drzemki :3 kit z tym, że z tych 5 zrobiło się 15 :D
Jestem z siebie taka dumna, bo nadrobiłam ! Nadrobiłam i jestem pod wielkim wrażeniem. Historia niebanalna, ciekawa, z nutką tajemnicy. I Welliś w takim niegrzecznym wydaniu :D Nie mogę się trochę do tego przyzwyczaić, do jego mocno rozbudzonej erotycznej natury. Ale jak widać wszystko ma swoje konsekwencje. Milli od początku wydawała mi się trochę podejrzana. I ten rozdział to potwierdził. Jeśli ma coś wspólnego z narkotykami i całym tym bagnem, to nikt nie będzie miał z nią łatwo. A zwłaszcza Karl, który jak zdążyłam zauważyć, zakochał się w niej po uszy. Chyba mężczyźni mają słabość do upadłych kobiet. Jestem bardzo ciekawa jak to wszystko dalej się potoczy.
OdpowiedzUsuńI przepraszam cię skarbie, że dopiero teraz tutaj dotarłam, ale od października nie mam zbyt wiele czasu.
Pozdrawiam :)
Ty mnie nie przepraszaj, bo ja sama nie jestem lepsza.
UsuńPowiem tak: kiedyś na pewno dotrę na Twoje nowe opowiadanie, no i oczywiście zostaję cały czas z zesłanymi-na-finlandię. Tylko krucho z czasem, dokładnie wiem o czym mówisz ;)
Dziękuję bardzo :D
Hej ;*
OdpowiedzUsuńObserwuję! :D
co do rozdziału:
ciekawe dlaczego Alex ostrzegł ją przed Millie :o Wellinger, hmm, coś czuję, że polepszenie ich 'znajomości' dużo wniesie w życie Karla i Millie :D
Przepraszam, że moje komentarze są takie krótkie, ale gdy znajduję chwilkę czasu od razu zabieram się do pisania własnych rozdziałów oraz czytania innych blogów, totalny brak czasu. :/ a teraz dodatkowo nie mam laptopa, dostanę go 14.11, więc trochę mnie tu nie będzie ;/
Pozdrawiam Cię serdecznie i weny, kochana! :*
Jednak mogłam tak szybko nie nadrabiać, bo co ja teraz biedna mam począć, skoro nie ma już nic więcej co mogłabym tutaj przeczytać? :( Nie przemyślałam tego. No nic, w każdym razie rozdział był naprawdę bardzo fajny.
OdpowiedzUsuńŻal mi się zrobiło Izzy, a jednocześnie zaczynam się o nią bać. Jak gdyby sam handel narkotykami nie wystarczył, to teraz wyszło na jaw, że coś nie tak jest z tą całą Millie. Coś musi być na rzeczy, bo inaczej Alex by przed nią nie ostrzegał dziewczyny, prawda? Tylko o co tak naprawdę chodzi? Bo tego oczywiście nie wyjawiłaś, niedobry człowiecze :P Teraz będę się nad tym głowić.
Nawet nie muszę pisać, jak bardzo podobała mi się scenka Izzy + Andreas na dachu xD Oni stanowią taką mieszankę wybuchową i każda ich kłótnia jest po prostu rozbrajająca. Wellinger musi być naprawdę w sytuacji podbramkowej skoro zniżył się do takiego poziomu, aby targować się o papierosy z uprzykrzającą życie siostrą kumpla. Życie zmusza do poświęceń, jak to mówią ;)
No, ale dzięki temu pojawiła się między nimi tytułowa nić porozumienia. Nie wydaje mi się, aby była ona jakoś szczególnie silna, ale nawet takie chwilowe zawieszenie broni jest pocieszające ;)
Kurczę, te wspomnienia Izzy są naprawdę straszne. No tak, od początku zarysowałaś sytuację tak, że wydawało się, że dziewczyna nie miała łatwo, ale nie byłam świadoma, że aż tyle w życiu przeszła. To wszystko musiało być okropne i niewątpliwie odcisnęły pieczęć na jej psychice oraz całej przyszłości. Dobrze, że chłopak potrafił zachować się jak należy i nie wyskoczył z jakimś głupim tekstem. Widać, że coś w nim tknęło. Nie liczę na to, że zacznie teraz jakoś inaczej postrzegać Izzy, ale kto go tam wie.
Hm, końcówka mnie zbiła całkiem z tropu. Skąd matka Wellingera dowiedziała się o dziecku? To kolejna zagadka, która teraz po nocy mi spać nie będzie dawać :P
No nic, czekam na kolejny rozdział i pozdrawiam cię serdecznie :*
Ja dopiero dziś dotarłam i jestem poruszona równie jak Wellinger. Świetnie napisane, świetnie przemyślane. I kto by pomyślał, że Iz z Wellingerem będzie na ten temat rozmawiać? Teraz pozostało mi czekać na ciąg dalszy.
OdpowiedzUsuńJestem i ja :)
OdpowiedzUsuńWybacz, ale dopiero teraz nadrabiam zaległości, miałam małe piekiełko na uczelni i kompletnie zaniedbałam opowiadania :( Wellinger poruszony? Buahaha, odzywa się więc zwykła, ludzka część jego natury, ta wolna od zadufania i grania roli nieczułego playboya? Bardzo się cieszę, zobaczymy czy te mury w końcu runą :) Współczuję Izzy tych bolesnych wspomnień, bo demony przeszłości potrafią skutecznie wpływać na życie. Rozdział zawiera mądre przesłanie - dramaty często dzieją się bardzo blisko nas, a nie jesteśmy ich świadomi, niestety. Na koniec przybycie matki Wellingera. Hmmm, ciekawe czy będzie ochrzan :P Pozdrawiam!