Wcześniej
zajęła miejsce na ławce ustawionej na korytarzu, jednak w końcu
stwierdziła, że nie jest w stanie usiedzieć i zmieniła pozycję
na stojącą. Opierając się o ścianę, patrzyła tępym wzrokiem
przed siebie i miała ochotę zamordować Karla, który nerwowo
przemierzał korytarz, sprawiając, że zaczynało jej się kręcić
w głowie.
Najbardziej
spokojny z całej ich trójki był Andreas, który z kamienną twarzą
wędrował powoli wzdłuż korytarza, bacznie przyglądając się
wszystkim rozwieszonym na ścianach plakatom. Izzy nie byłaby jednak
w stanie powiedzieć czy rzeczywiście czytał wszystkie te hasła i
informacje czy może tylko prześlizgiwał się po nich wzrokiem,
myśląc o czymś zupełnie innym.
W
każdym razie sposób na zabicie czasu znalazł lepszy niż ona.
I
na pewno o niebo lepszy niż Karl.
Gdy
jej brat po raz chyba setny zawrócił i na nowo podjął nerwową
wędrówkę, w Izzy narosła taka irytacja, że otworzyła usta, by
zwrócić mu uwagę.
Nim
jednak zdążyła to zrobić, trzasnęły drzwi gdzieś na końcu
korytarza, a potem rozległy się szybkie kroki i już po chwili ich
oczom ukazał się lekarz prowadzący.
Izzy
wyprostowała się, odklejając się od ściany, a Karl gwałtownie
stanął w miejscu i spojrzał wyczekująco na lekarza.
-Można
zobaczyć się z matką – oznajmił beznamiętnym tonem i wskazał
ręką kierunek. Karl natychmiast ruszył w tamtą stronę, a lekarz
już miał podążyć za nim, gdy pytanie Izzy zatrzymało go w
miejscu:
-Zaraz,
a co z dzieckiem?
Andreas
oderwał wzrok od plakatu promującego zdrowy tryb życia i wbił w
nią uważne spojrzenie. Izzy zignorowała go jednak, całą swoją
uwagę koncentrując na lekarzu.
Jego
niewyraźna mina powiedziała jej wszystko.
-Na
razie umieściliśmy je w Sali Szczególnej Troski*, więc nie sądzę,
żebyście mogli je zobaczyć...
-Co
to znaczy? - przerwała mu Izzy, robiąc krok w jego stronę. Także
Karl podszedł bliżej i nawet Wellinger przestał poświęcać uwagę
plakatom i zainteresował się losem swojej córeczki.
Trzy
pary oczu zwrócone na lekarza wyraźnie wyprowadziły go z
równowagi. Odchrząknął, po czym odparł niepewnie:
-To
naturalna sprawa, nic wielkiego się nie dzieje...
Naturalnie
nikt nie uwierzył w te słowa. Izzy i Karl zasypali go pytaniami, a
w czasie gdy lekarz próbował opanować ich ekscytację, uspokoić i
jakoś udzielić odpowiedzi, Wellinger gdzieś zniknął.
Iz
zdała sobie z tego sprawę dopiero po dłuższej chwili, kiedy
rozejrzała się dokoła i nie zauważyła go w pobliżu.
Zmełła
w ustach przekleństwo. Jego córka mogła nawet umrzeć, a on jak
zwykle miał wszystko w dupie.
Spojrzała
na lekarza, który właśnie usiłował odpowiedzieć na trudne
pytanie Karla o stan zdrowia dziecka i przerywając mu w połowie
zdania, spytała:
-Gdzie
jest ta Sala Specjalnej Troski?
A
gdy mężczyzna wskazał jej kierunek, zmierzyła tam prawie od razu,
ignorując jego próbę wyjaśnienia jej, że i tak nie może wejść
do środka. Odchodząc, wciąż jeszcze słyszała żywiołową
wymianę zdań Karla z lekarzem, którego Geiger próbował
przekonać, by pozwolił mu zobaczyć się z dzieckiem.
Dotarła
do celu. Sala była oszklona, więc nawet jeśli rzeczywiście nie
można było wejść do środka, to mogła popatrzeć z zewnątrz na
kilkanaście inkubatorów, ustawionych w rządku.
Tam
też właśnie znalazła Wellingera. Stał, opierając się rękami o
mały parapet, ze wzrokiem wbitym w jeden z inkubatorów. Podeszła
bliżej i spojrzała na jego twarz.
Nie
dało się jednoznacznie odczytać jej wyrazu, gdyż przewijały się
przez nią różne uczucia, spośród których jedno zdecydowanie
wybijało się na prowadzenie.
Oszołomienie.
Westchnęła
cicho, dając mu świadectwo swojej obecności.
Posłał
jej krótkie spojrzenie, po czym ponownie skupił je na stojącym
najbliżej ściany inkubatorze. Izzy zrobiła to samo i przez chwilę
zapatrzyła się na małą istotkę w nim spoczywającą. Miała
całkiem sporą jak na noworodka czuprynę jasnych włosków i
śliczną uśpioną twarzyczkę.
Czy
przypominała wyglądem Andreasa?
No
cóż, ciężko było stwierdzić.
-Twoje
dziecko... - zaczęła, kręcąc lekko głową.
-To
nie jest moje dziecko – zaprotestował tak szybko i gwałtownie, że
zaskoczył tym chyba nawet samego siebie. Na moment umilkli, aż w
końcu Wellinger też westchnął, a potem cicho spytał: - Myślisz,
że to moje dziecko?
Miała
ochotę się zaśmiać, powstrzymała się jednak. Bardzo była
ciekawa, kiedy Andreasowi w końcu minie ta faza wyparcia i przyjdzie
akceptacja.
Zdawało
się, że był na dobrej drodze, aczkolwiek Iz nauczyła się już,
że z nim nigdy nic nie wiadomo.
-Myślę,
że tak – powiedziała.
A
potem wyciągnęła rękę, odnalazła jego dłoń i ścisnęła ją
delikatnie, dodając mu w ten sposób otuchy.
Trwało
to ułamek sekundy i Izzy chciała cofnąć dłoń, jednak Andreas
przytrzymał ją i nie pozwolił jej się wyrwać.
Spojrzała
na niego, zaskoczona tym ruchem, a on posłał jej niepewny uśmiech
i odwrócił wzrok.
Powoli
też się uśmiechnęła. I już nie próbowała się wyrywać.
Izzy
nigdy nie miała łatwego życia, nie mogła też narzekać na brak
wydarzeń, jakie się przez nie przewijały.
A
jednak nawet ją, osobę po tylu przejściach, zaszokował następny
miesiąc, który w skrócie można było nazwać jednym wielkim
chaosem.
Zaczęło
się całkiem dobrze, gdyż wbrew obawom lekarzy Millie bardzo szybko
wyszła ze szpitala, a wraz z nią jej dziecko.
Karl
dostąpił zaszczytu nadania dziewczynce imienia i podszedł do tego
zadania tak poważnie, że przez pierwszy tydzień, mała wciąż
pozostawała bezimienna.
W
końcu wkurzony Andreas stwierdził, że skoro to jego dziecko, to
sam zdecyduje jak je nazwać i nie konsultując się z nikim wypełnił
jej akt urodzenia, w rubryce z imieniem wpisując pierwsze jakie
przyszło mu do głowy: Julie.
Iz
wciąż pamiętała kłótnię jaka po tym wybuchła w ich
mieszkaniu, nic się jednak już nie dało zrobić. W końcu Millie i
Karl pogodzili się z tą sytuacją i skupili się już całkowicie
na rozpieszczaniu małej Julie.
Przyjemnie
było patrzeć na ich radość i bardzo trudno samemu jej nie ulec.
Szybko więc zarówno Izzy, jak i Andreas poddali się ogólnie
panującej euforii, a nie minęły nawet dwa tygodnie i sam Wellinger
po uszy zakochał się w Julie.
Ta
mała była chyba pierwszą – jakby nie było – kobietą, która
rozmiękczyła jego twarde serce. Iz ze zdumieniem patrzyła jak
Andreas zajmuje się nią dzień i noc, jak bez słowa protestu
zmienia jej pieluchy i utula do snu. Odpuścił sobie nawet wszystkie
konkursy między Turniejem Czterech Skoczni a Mistrzostwami Świata w Lotach,
żeby zostać w domu i pomagać Millie przy małej.
Izzy,
choć miała studia i pracę, starała się wspierać ich jak tylko
mogła. Zresztą, Julie zmieniała także jej punkt widzenia. Kiedyś
Iz nie znosiła dzieci, teraz zaczynała się do nich coraz bardziej
przekonywać, zwłaszcza gdy stwierdziła, że nie są to jedynie
rozwydrzone, płaczące i brudzące stworzenia.
Potrafiły
człowieka wiele nauczyć.
Wystarczyło
spojrzeć na Wellingera i jego coraz cieplejszy stosunek do świata,
by się o tym przekonać.
Weszła
do salonu i opadła na kanapę, na której on siedział z małą w
ramionach.
-Ja
Cię naprawdę nie poznaję – oświadczyła, wpatrując się w
niego z podziwem. Uśmiechnął się do Julie i podniósł głowę,
by spojrzeć na Izzy.
-Nie
wiem o co Ci chodzi – mruknął, jednak w jego głosie wyraźnie
zabrzmiała pogarda. Pokręciła głową z rozbawieniem.
-Powinnam
Ci teraz zrobić zdjęcie i wysłać do Twoich kumpli, mieliby niezły
ubaw…
-Jakoś
mnie mało obchodzi co by sobie pomyśleli – stwierdził
lekceważąco, przesuwając palcem po policzku Julie, która
otworzyła oczy, zachwycając ich niezwykłym błękitem swoich
tęczówek. Iz pozwoliła sobie na lekki uśmiech.
-Ma
oczy po Tobie – zauważyła, przysuwając się bliżej. Jej ramię
otarło się o ramię Wellingera i o ile ona nie zwróciła na to
szczególnej uwagi, zajęta puszczaniem oczka małej, o tyle Andreas
na moment zesztywniał i spojrzał na dziewczynę z góry.
-Miejmy
nadzieję, że tylko to.
Izzy
uniosła głowę, a wtedy ich oczy się spotkały. Zaskoczył ją
lekki smutek z jakim na nią patrzył.
-O
czym Ty mówisz, przecież masz wiele innych cech, także
wewnętrznych, które warto byłoby odziedziczyć.
Powiedziała
to trochę na wyrost, bardziej by go pocieszyć niż dlatego, że
naprawdę tak uważała. Jego wysoko uniesione brwi i kpiące
spojrzenie dały jej do zrozumienia, że Wellinger o tym doskonale
wiedział.
-Taa?
- mruknął pogardliwie – To podaj jakiś przykład.
-Yyy
… no – zająknęła się. Podrapała się po policzku, próbując
coś na szybko wymyślić, nic to jednak nie dało. Ten moment
zawahania zaprzepaścił jej szansę, by jeszcze jakoś z tego
wybrnąć. Wellinger pokręcił głową i odwrócił od niej wzrok –
Słuchaj, to nie tak, że nie uważam Cię za wartościową osobę,
tylko wiesz … no wiesz.
-Wiem
– uciął, a jej trudno było ocenić czy poczuł się urażony tym
co się właśnie stało czy naprawdę niewiele go to obeszło –
Serio, Izzy, rozumiem.
Chciała
coś odpowiedzieć, ale on już wstał i zabrał Julie do kuchni. Z
tego miejsca, w którym siedziała widziała jak kładzie małą do
łóżeczka, stojącego pod oknem i zabiera się za przygotowanie
mleka.
Musiał
to zrobić, bo zbliżał się czas karmienia, a Millie nie było.
Powinna
być, powinna siedzieć w domu.
A
jednak.
I
tak, zauważyli, że ona w dalszym ciągu zachowuje się podejrzanie.
Zwrócili
może nawet uwagę na to, że znowu wychodzi z domu i jest bardzo
dziwna.
Ale
nic z tym nie zrobili, ani ona ani on.
W
takim razie oboje byli winni temu, co się wkrótce stało.
I
doskonale o tym wiedzieli.
Wróciła
z uczelni cała zmarznięta i rozdygotana.
Mróz
panujący w Monachium bił wszelkie rekordy.
Zdjęła
przez głowę torbę, którą miała przewieszoną przez tułów,
rozwiązała mokry od śniegu szalik i szybko ściągnęła z siebie
nawierzchnią warstwę ubrań.
Było
jakoś nienaturalnie cicho.
Wyglądało
na to, że nikogo nie ma.
Oczywiście
wiadomo, że nie spodziewała się obecności chłopaków, bo
trenowali teraz w Oberstdorfie, przed MŚ, ale Millie? Najwyraźniej
wyszła z małą na spacer, chociaż przy dzisiejszej pogodzie taki
pomysł świadczył wyłącznie o głupocie.
Izzy
westchnęła, poprawiając włosy. Spróbowała przeczesać je
palcami, ale prawie od razu natrafiła na kompletnie splątane
kosmyki. Mróz też zrobił swoje, usztywniając włosy i właściwie
całkowicie je rujnując.
Jak
ona nie znosiła zimy.
Sfrustrowana,
odrzuciła włosy na plecy, a po całym jej ciele przeszedł dreszcz.
W
tym samym momencie stwierdziła, że najlepiej jej zrobi długa,
gorąca kąpiel, więc zmierzyła do łazienki, by od razu wprowadzić
swoje postanowienie w czyn.
Zmarznięta
przekroczyła próg, wyobrażając sobie jak za chwilę zanurzy się
w gorącej, pełnej bąbelków wodzie. Napełniło ją to lubością
i rozmarzeniem, które sprawiły, że całkowicie oderwała się od
rzeczywistości.
Ocknęła
się dopiero, gdy potknęła się na jakimś przedmiocie leżącym na
ziemi, sprawiając, że ten potoczył się po płytkach i uderzył o
wannę. Izzy opuściła wzrok.
Strzykawka.
Co?
Uniosła
głowę i wtedy to zobaczyła.
Millie.
Millie
leżała w wannie, z głową opartą o kafelki, którymi była
wyłożona ściana, a po jej przedramieniu ciekła wąska strużka
krwi.
Izzy
aż się cofnęła, próbując zlokalizować jakąś ranę, która
mogłaby krwawić. A gdy natknęła się wzrokiem na małą czerwoną
kropkę w zgięciu łokcia Millie, zrobiło jej się niedobrze.
Wyglądało
to jak ślad po nakłuciu igłą.
Strzykawka.
Nie
czekała aż wszystkie elementy poukładają jej się w głowie,
rzuciła się w kierunku wanny i padła na kolana, zaciskając palce
na ramieniu dziewczyny.
-Millie?!
Millie, obudź się, słyszysz?! Nie umieraj, głupia pizdo!
Niestety,
wszystko wskazywało na to, że głupia pizda i tym razem nie miała
zamiaru jej posłuchać.
*Eee
nie wiem, moja mama twierdzi, że tak to się nazywa u niej w
szpitalu. A pracuje na Oddziale Noworodków, więc prawdopodobnie wie
co mówi, jakkolwiek dziwnie to brzmi ;)
Myślałam,
że nigdy nie napiszę tego rozdziału. Niewiele się pomyliłam, bo
niestety, ale wyszedł jaki wyszedł. No cóż, każdy widzi … Jest
coraz gorzej i naprawdę nie wiem co będzie dalej. Zwłaszcza, że
matura zbliża się wielkimi krokami, a ja głupia, zaczęłam
jeszcze jedno opowiadanie.
Ale
już z miesiąc temu napisałam epilog, więc tą historię dokończę
na pewno. Nie wiem kiedy, ale dokończę, obiecuję!
Dziękuję,
że wciąż ze mną jesteście i to w tak licznym gronie.
I
w dalszym ciągu zapraszam Was tutaj.
Ściskam
<33
Ja Cię błagam, dodaj prędko następny rozdział, bo ja tu zwariuję przed ekranem. Już wysiadałam nerwowo, kiedy nie dodawałaś nic przez te piętnaście dni, i mam jeszcze czekać Bóg wie ile na kontynuację takiej akcji? ._.
OdpowiedzUsuńPrzykro mi, ale rozdział męczyłam przez cały dzisiejszy ranek i przedpołudnie i szybko się nie zabiorę za następny.
UsuńAle dziękuję Ci bardzo, postaram się możliwie jak najszybciej napisać dziewiętnastkę i ją opublikować :)
Hm, nie wiem czemu mi to zrobiłaś, ale pewnie sobie zasłużyłam. W każdym razie jeżeli liczysz na sensowny komentarz, to Cię rozczaruję. Wiesz, gdybym miała dzień czy dwa, to może coś bym skleciła, a tak...
OdpowiedzUsuńA tak myślę o Wellim, który stał się przykładnym tatą. Trudno go tu nie kochać i trudno mi przetrawić pewną sprawę, ale to nie czas i miejsce, wracając do tematu, to on jest naprawdę niemożliwy no.
Już za pierwszym czytaniem rzuciły mi się w oczy te niby nieznaczące fragmenty reakcji na linii Izzy-Wellinger. Jak Ty kochasz gnębić swoje czytelniczki, brutalu. Ja na szczęście swoje wiem.
Masz rację, Karl delikatnie mówiąc mało zaangażowany werbalnie, ale jednak był, więc chyba się dodzwoniłaś.
W sumie to muszę Cię koniecznie o coś zapytać, ale to nie tu.
A co do Millie to nadal mi jej nie szkoda i żadne Twoje opisy mnie nie przekonają. Taka ze mnie zimna suka bez serca.
A Twoje opisy były... wow. Opłacało się nie sprzątać, powiem Ci. I Ty to naprawdę stworzyłaś teraz?
No geniusz i tyle. A za ten chaotyczny komentarz podziękuj sobie sama, może to Cię nauczy, że tak się nie postępuje.
Ale oficjalnie nadal Cię kocham, żeby nie było. <3
Zapomniałam z tego wszystkiego. Chyba wiem po kim mała dostała imię. ;)
UsuńNiech się cieszy, że nie po mnie. ;p
a ta znowu narzeka na swoje imię.
Usuńidę po armatę.
Kocham Was dwie, wiecie?
UsuńKochane wariatki <33
A ja podłączę piłę do prądu ...
Usuńale ja też kocham Was dwie. <333
spoko, mi może w promocji czołg dorzucą ;p
Usuńa ja będę oryginalna i powiem, że kocham Was dwie <333
Może nasz geniusz Ci pożyczy, ona z pewnością ma wszelkie narzędzia mordu. ;p
Usuńi jak Was tu nie kochać. <33
oooooo Booooooooooooże.
OdpowiedzUsuńJa już ominę to, co napisałaś o tym rozdziale, bo on jest przeboski i to Ci jeszcze wypomnę w mailu.
miałam Ci jebnąć komentarz jak stąd do Ameryki, ale ja nie wiem, czymto wyjdzie i czy będzie miało jakiś sens.
no to najpierw ta scena w szpitalu.
o matusiu, to, gdy Welliś stal przy inkubatorze, to mnie totalnie rozwaliło i położyło na łopatki.
Normalnie wyobrazilam to sobie i ten obraz to miód na moje zimne serce.
Dobra, dalej.
wiesz, że ja Ci chyba nigdy tego nie zapomnę, że nazwałaś to maleństwo Julie?
chwała Tobie i wspaniałomyślnemu Wellingerowi.
No właśnie.
To mnie jeszcze bardziej rozczuliło.
Jak on ją kocha. Jak się o nią troszczy. Jego kochana, malutka Juleczka.
Nie no, jestem po prostu tak zakochana w tym rozdziale, że nawet sobie tego nie wyobrażasz.
W sumie, to Izzy i Wellinger byliby razem cudownymi rodzicami, ale no, wiem jak potoczy się to opowiadanie.
Ale ja ciągke pamiętam Twoje słowa: OTWARTA KOMPOZYCJA!
wiesz co? nie mogłam się doczekać tej sceny, gdy ta pizda umrze.
Jestem potworem, ale przecież wiesz jak mnie ucieszyła ta wiadomość, że jej już nie będzie.
No dobra, ale fakt faktem, że zostawiła Juleczkę bez matki.
I za to jesszcze bardziej jej nienawidzę. Chociaż nie, czekaj. Bo teraz Wellinger musi dać Juleczce jeszcze więcej miłości.
Oł jea ^^
wiesz jak ja kocham to opowiadanie? mimo tych wszystkich tragedii, ktöre już były i będą.
A pamiętasz to to, jak mi przesłałaś wiesz co i ja Ci powiedziałam, że się tak strasznie poryczałam?
Znowu to wczoraj czytałam i znowu ryczałam.
Tak tylko mówię, jakbyś miała wątpliwości co do swojego geniuszu.
Dobra, komentarz może nie jest jak stąd do Ameryki, ale jest prosto z mojego serducha.
Kocham Cię bardzo bardzo <333
Tak, ogólne szczęście nigdy nie trwa zbyt długo. I właśnie cały czas podczas czytania tego rozdziału zastanawiałam się, co się stanie. Bo stać się musiało- tego byłam pewna.
OdpowiedzUsuńAle może zacznę od Andreasa. Przyznam, że zaimponował mi tutaj swoim zachowaniem w całej tej sytuacji, która nie jest zbyt łatwa. Ale najlepszym sposobem na egoistycznych, niedojrzałych facetów jest wstrząs. I Welli może mówić, co chce, a na początku uparcie twierdził, że to nie jego dziecko, ale widać, że się przejął. I o dziwo odnalazł w sobie instynkt ojcowski. Gratuluję, Andi.
I nieuchronnie muszę przejść do końcówki. Nie wiem czemu, ale mam jakieś dziwne przeczucie, że ktoś "pomógł" Milly w tym, co zrobiła. No i Karl. Ten beznadziejnie zakochany Karl, o którego chyba powinnyśmy się teraz martwić.
Cieszę jak głupia, gdy tylko widzę, że dodałaś rozdział i rzucam w kąt książki, co jednoznacznie potwierdza Twój geniusz :D
Pozdrawiam i jeśli masz ochotę to zapraszam na nowe, małe coś o Kotach pilnuj-mnie.blogspot.com :)
Jestem aż tak przewidywalna? ;>
UsuńMillie nikt nie pomógł. Więc może aż tak jednak przewidywalna nie jestem ;)
Do Ciebie oczywiście zajrzę, ale nie obiecuję, że zawsze dam radę skomentować. Wiesz, matura -,-
Dziękuję :*
Rozdział fantastyczny jak wszystkie. Przepraszam,że nie skomentowałam ostatniego rozdziału. Fajnie,że z małą Julie już wszystko dobrze a opiekujący się Andreas chcę się tylko powiedzieć awwwwwwww ;* Ciekawe dlaczego Milli to zrobiła i czy wogóle przeżyję pomimo,że jej nie znoszę to nie chcę żeby umierała, bo wszyscy będą tacy smutni. Szkoda,że w tym rozdziale nie wydarzyło się za wiele pomiędzy Izz a Wellim, ale mam nadzieję że w następnym wydarzy się więcej.Co do epilogu to mam nadzieję,że ma szczęśliwe zakończenie proszę !!!!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i życzę weny.
Ej no, nie narzekaj, bo nie jest źle, jest okej. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że bardzo dobrze, chociaż i tak zaprzeczysz ;) Ja jednak będę się trzymać mojej, słusznej opinii :D
OdpowiedzUsuńCo do Millie to ona co rusz pokazuje szczyt totalnej nieodpowiedzialności i głupoty. Jak można mając dziecko doprowadzać do takiej sytuacji? Masakra, ale pizda pozostanie pizdą i nie oszukujmy się. Ludzie się zmieniają, ale nie w jej przypadku, bo aby to zrobić najpierw trzeba chcieć. W sumie, to dobrze jej tak. Jestem wredna... A co mi tam.
Okej, już wyładowałam swoją złość, teraz te fajne rzeczy ;)
Andi, Andi, Andi, nie żeby coś, ale tego pana ogarnął instynkt rodzicielski do szpiku kości. To takie kochane. I urocze :D
A Iz mimo, że nie zawsze z oczekiwanym skutkiem wspiera go i jest przy nim, a to się ceni ;)
Tylko nie potrafię sobie w tym wszystkim umiejscowić Karla. Te relacje między nimi są bardzo niepewne, ale mam nadzieję, że teraz wszystko będzie dobrze ;)
Ściskam, całuję i weny życzę ;*
Kurczę no, ciągle zapominam, że moje zdanie się nie liczy - wybaczysz? :D
UsuńA co do Twojej nadziei odnośnie relacji Karl i Izzy .. hmm, jeszcze mnie nie znacie? ^^
Dziękuję!! :*
Świetny rozdział. Jeju, ja już myślałam, że z tym dzieckiem będzie coś nie tak, a tu proszę. Zdrowe. Co więcej, chyba rzeczywiście jest to córka Andreasa, w co wątpiłam, ale te niebieskie oczy. No i muszę przyznać, że zaskoczyłaś mnie tutaj z Wellim. Przykładny tatuś z niego, nie ma co. Martwię się tylko o relację Izz i Welliego. Za mało się dzieje pomiędzy tą dwójką. Swoją drogą, to długo ten Karl wybierał imię, nie ma co. Jakby nie miał wystarczająco dużo czasu, gdy Millie jeszcze była w ciąży. Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńTo ja może zacznę od podziwiania Welliego;)
OdpowiedzUsuńJą myślałam, że on uciekł z tego szpitala, że ma znowu wszystko w dupie. A on stał przy tym inkubatorku i się od maleństwa uzależnił.
Wszystkie sceny z rozpieszczaniem i karmieniem. Oj, ten Pieszczoszek. Zaczynam wierzyć, ze to jego córka i co więcej cieszy mnie to.
A teraz z gorszej półki.
Ok, życzyłam Millie źle za to jak wszystkich krzywdzi, za to jak zniszczyła tę cudowne relacje rodzeństwa, jak omotała Karla w okolicy palca.
Ale teraz... Teraz to mi żal, bo jeśli dobrze rozumiem to ona nie żyje.
I kurde jestem zła, bo nie jej mi żal, tylko Karla. Bo Aniołek jest taki wrażliwy, a ona była jak kiedyś napisałaś jego pierwszą miłością:(
I raczej nie będzie miał go kto pocieszyć.
Wiesz, ja kocham Izz i cudne Pieszczoszątko, ale tak się boję, że oni się do tego nie będą nadawać...
I kurcze nie wiem jak ja wytrzymam do następnego rozdziału...
Więc ogromna ilość weny dla Ciebie<3
I kocham Cię najgenialniejszy człowieku świata<3
Tak mocno, mocno:*
O jezusie! Jaka końcówka!!! Aż nie wiem coby Ci tutaj napisać, och. Nigdy nie lubiłam Millie, no ale teraz. Przecież niedawno urodziła córeczkę i co? Kto się nią zajmie? No tak, wiem, że jest Wellinger, Izzy i Karl.. właśnie! Karl, ciekawe co on o tym wszystkim będzie sądził, ach, ach! Nie mogę się doczekać następnych rozdziałów! I nie przesadzaj, że niby coraz gorzej piszesz!!! Mnie się wydaje, że z każdym rozdziałem jest jeszcze lepiej niż w poprzednim (o ile to w ogóle możliwe). :-)
OdpowiedzUsuńA, no i nasz Andreas taki jakiś opiekuńczy się zrobił. Ofmg! Aż sobie wyobraziłam Go z takim małym dzieckiem na rękach <3
Zapraszam do mnie : http://another-story-about-ski-jumping.blogspot.com/
Nie mogłam się doczekać tego rozdziału. Dobrze, że malutka jest zdrowa. I w dodatku jakie ma piękne.imię! ;) Rozczuliłam się jak pisałaś o Wellingerze. I myślę, że oprócz tego, że jest niebieskookim przystojniakiem to też ma kilka zalet :) Co do Millie to pomimo, że jak to ładnie określiłaś jest " pizdą " to mam.nadzieję, że przeżyje... Czekam na kolejny rozdział. I wcale wbrew temu,.co piszesz jest bardzo dobrze. Pozdrawiam! :) Ps A co do matury to damy radę! :))
OdpowiedzUsuńO matko!
OdpowiedzUsuńMała się urodziła. Było z nią źle, a Wellinger zakochał się w niej. I to było urocze, wiesz? Andi całym sercem zaczął zajmować się córką.
A Karl nie mógł wymyślić imienia- hihihi.
I wszyscy pokochali tą małą, którą Andreas sam nazwał- Julie. To słodko. Bardzo, bardzo słodko.
I że teraz Andi będzie przykładnym ojcem, który nie zwraca uwagi na Iz? Ja wiem, że na początku był ten słodki moment z ich palcami, ale potem się drastycznie zmieniło, okej?
Biedny ten Andreas! Izzy nie wymieniła mu żadnej dobrej cechy. A przecież mogła powiedzieć, że dobrze wpływa na ludzi, że pomimo wszystko potrafi kochać, a ostatnio to nawet jest dobrym człowiekiem. I czemu tego nie powiedziała?!
A potem Millie... I zabiła się, tak? Zostawiła dziecko na głowie Karla, Andreasa i Izabeli. Zostawiła Karla, który przecież ją kochał. I jak ona tak może?
Hahaha. Ale końcówka mnie rozwaliła.
-Millie?! Millie, obudź się, słyszysz?! Nie umieraj, głupia pizdo!
Niestety, wszystko wskazywało na to, że głupia pizda i tym razem nie miała zamiaru jej posłuchać.
Geniuszu ty! Nie ma to jak w sytuacji zagrożenia wyzywać od pizd :) I to od głupich.
A czytając komentarze u góry zwróciłam uwagę na pewną twoją odpowiedź. Co to znaczy, że z Iz i Karlem nie będzie dobrze?! I tak po prostu mamy się z tym pogodzić?
Podsumowując: Jesteś wielkim, wielkim geniuszem i czekam na dalszą część, bo nie mogę usiedzieć w miejscu.
I PS. Z jakiej racji czepiacie się tej siostry Manuela?! Już nawet chłopak nie może mieć siostry, a ja nie mogę snuć swoich planów. Ale dobra nie odzywam się, bo jeszcze coś chlapnę.
Więc na koniec, trzymaj się <33333333333333333
Hahaha.
UsuńBardzo Ci dziękuję :)
Izzy mogła powiedzieć wiele rzeczy,no ale ... wtedy nie byłaby sobą.
I nie będzie dobrze, bo Karl obwini Iz o śmierć Millie.
Ups, ja te za dużo gadam.
No a humor musi być, zawsze i wszędzie, cała ja ;p
Co do Manuela - no przecież nie wierzysz chyba, że my uwierzymy,ze ta jego siostra to tylko zbieg okoliczności? Na pewno to nie będzie po prostu siostra, juz ja wiem ^^
dziękuję Ci bardzo <3
Andreas znowu zrobił się taki oschły. ;c
OdpowiedzUsuńCzekam na dalszą część :)
ej noo, czyli nie będzie love story z Andreasem i Iz w roli głównej? Że będą sobie żyli pod jednym dachem i nic więcej? A było już tak pięknie no ;c
OdpowiedzUsuńSzkoda, ze mała jest podobna do niego. Jakby było inaczej mógłby wywalić Millie z domu i tyle. Szmata z niej i tyle! ćpunka w dodatku. a dziecko to co?
Daj mi epizod Andi-Iz i to coś słodkiego i romantycznego, coś co i ją rozczuli i poprawi jego wizerunek :D
Czekam na nowość :*
Jejciu, jak się cieszę,że dodałaś nowy rozdział <3 Codziennie kilka razy sprawdzałam, czy przypadkiem nie pojawiło się coś nowego ; ) Nie wiem, dlaczego twierdzisz,że jest gorzej. Jest rewelacyjnie, jak zwykle ! Zdecydowanie, dopisuję się do fanclubu Andiego w roli ojca. Już miałam pisać coś na temat Millie, kiedy zobaczyłam Twoją odpowiedź na komentarz, w której zdradziłaś,że ona jednak nie będzie żyła. To znacznie upraszcza sprawę, bo teraz Andi i Izz mogą stać się taką uroczą rodzinką, a Karl super wujkiem dla małej Julki... Chociaż, wolałabym,żeby to nie było jego dziecko. W takiej sytuacji mogą je przecież adoptować! Tak,to jest myśl. Jednak, nie ja tu decyduję, co się stanie. I bardzo dobrze! Sama pisać nie umiem i wolę pozostać wierną czytelniczką, czekającą z niecierpliwością na kolejny rozdział ; )
OdpowiedzUsuńSylwia.
Głupia, zdradziłam się z czymś takim ;p
UsuńNo, ale cóż to typowe dla mnie,że nie piszę opowiadań bez ofiar, także ...
lepiej nie napalajcie się na cudowną rodzinkę, bo takowej nie będzie ;p
Dziękuję, trzymaj się ;*
Mam do Ciebie taką małą prośbę.
OdpowiedzUsuńCzy następnym razem mogłabyś mnie ostrzec, że rozdział zawiera Pieszczoszka, który robi się jeszcze bardziej pieszczoszkowy?
No bo inaczej to ja się ulotnię ze wzruszenia i co wtedy będzie? Nie chcę znikać, mimo faktu, że przede mną jeszcze ponad 2 lata szkolnego wyroku.
Ściągnęłaś mnie trochę na ziemię tą końcówką. Kurczę... Co ja mam powiedzieć? Nie przepadałam za tą Millie, no ale... Julie chyba potrzebuje mamy... Mówię "chyba", bo ja nie do końca wiem jak ona spisywałaby się w tej roli.
No i pozwoliłam sobie przeczytać, że Karl będzie obwiniał Izzy o tą śmierć. Oj nie! Jak go dorwę to się spotka z tą swoją lubą w zaświatach!
Ostrzegłabym, ale prawdę mówiąc wrzuciłam ten rozdział minutę po postawieniu w nim ostatniej kropki.
Usuńtakże uwaga, uwaga, ostrzeżenie!
Wszystko wskazuje na to, że w następnym rozdziale Pieszczoszek osiągnie szczyt swojej pieszczoszkowatości (boże, jakie radosne słowotwórstwo), i to właśnie dzięki Karlowi.
czy teraz Karl jest choć trochę obłaskawiony w Twoim oczach? :D
dziękuję bardzo <3
Nie, Karl nie jest ani trochę obłaskawiony w moich oczach! Już planuję zbrodnię doskonałą. Wezmę jakiś wielki sopel lodu, których nam teraz nie brakuje, zadźgam go, sopel stopnieje i nikt się nie dowie, że to ja! Chociaż jak już napisałam o tym w internecie to może być ze mną kiepsko... Nikt mnie nie wyda, prawda? :)
UsuńNie zabijaj, ja go lubię :(
Usuńhaha, zbrodnia doskonała. Nikt Cię z tym nie powiąże, co Ty ;p
Cudny rozdział! :D Wiem, że podkreślam to praktycznie pod każdym rozdziałem, ale co ja poradzę? Uwielbiam twoją twórczość i nigdy się to już nie zmieni!
OdpowiedzUsuńStrasznie bałam się o los małej. Urodziła się żywa, ale w końcu podkreśliłaś, że nie jest z nią najlepiej. No, ale skoro wypisali ją do domu, to wszystko musiało wrócić do normy. I bardzo dobrze! :D
W ogóle to oczekiwanie było takie nerwowe! Nastrój udzielił się nawet Andreasowi, który za wszelką cenę starał się pokazać, że mu nie zależy! Oj, ja wiem, że był inaczej! Zwłaszcza, że tak pięknie się nią zajmował już w domu! Dobrze, on się może wypierać, że wcale nie jest jej ojcem, ale ja wiem swoje! Taka miłość ^^
Podobała mi się ta rozmowa między Andreasem i Izzy. Widać, że do chłopaka dociera, że nie był najlepszym człowiekiem, ale teraz robi wszystko, aby zatuszować to wrażenie. Jego opiekuńczość jest taaaka urocza ^^
A Karl? On to już w ogóle przepadł :D Skoro nawet nie potrafił wymyślić imienia malutkiej, to naprawdę źle z nim! Zaangażował się chłopak!
Ej, ale co to za końcówka? Ja cię przepraszam bardzo, ale kompletnie jej nie rozumiem! Czemu Millie to zrobiła? Co teraz się z nią stanie? Pozwolisz jej umrzeć? Ale w takim razie co z malutką? Gdzie jest Julie?
Niedobra jesteś, że zostawiasz sprawę niewyjaśnioną w takim momencie! Ja chcę już poznać ciąg dalszy! No, ale nic poczekam cierpliwie, a w między czasie wpadnę też na twój drugi blog, bo widzę, że i tak coś nowego się pojawiło :)
Pozdrawiam :*
Rozdział naprawdę genialny. Życzę dużo weny i czekam na następny :)
OdpowiedzUsuńZapraszam także do siebie -
http://born--to--fly.blogspot.com/
Co ta Millie znowu zrobiła? Umarłaby i byłby spokój. Ale nie, bo wtedy Karl też by umarł, a dziecko by bez matki zostało. Zdecydowanie Geiger powinien kogoś innego poznać.
OdpowiedzUsuńIz i Andreas... jest między nimi tak awkward. Nie wiem jak to inaczej nazwać. Wydaje się, że ta wspólna noc jakoś zmieniła ich relacje i nie jest tak fajnie jak dawniej. Zobaczymy co będzie.
To chyba tyle ode mnie. Nie umiem pisać komentarzy. Ja wgl nic nie potrafię napisać.... Shit happens.
Czekam na następny i zapraszam do mnie ;)
Welli tatuś ojej to musi być słodkie <3
OdpowiedzUsuńCzo ta Millie, o nie, czo teraz? Chciałabym napisać: "może to i lepiej", ale chyba nie wypada, nie?
(matura matura 99 dni aaa)
Znaczy tak:
OdpowiedzUsuńPrzez weekend to przeczytałam i bardzo mi się podoba.
Masz fajny styl pisania :)
A co do rozdziału to tak
mam gdzieś co się stanie z tą czerwoną wariatką (nie lubię tej postaci !) ale szkoda mi tego dzieciaczka...
A Welli jest taki słoooooooooodki *-*
Oj i jak się zajmuje Julią :D
Rozdział SUUPER ! I wyszedł Ci świetnie :)
Pozdrawiam :D
A jeśli miałabyś kiedyś ochotę to zapraszam:
http://mijamyyyyysie.blogspot.com/
oraz wkrótce startujemy z
http://let---it---go.blogspot.com/
A blog dodaję do obserwowanych xDD
hej, jak zwykle czekam na nowy rozdział, bo nie mogę doczekać się rozwoju akcji Andi - Izzy :D
OdpowiedzUsuńA jak masz ochotę to także zapraszam na mojego startującego bloga z opowiadaniem o Wellingerze : http://chrisandistory.blogspot.com/ :)
Wybacz, że dopiero teraz komentuję. Rozdział przeczytałam na telefonie, bo jak zobaczyłam, że się pojawił, to natychmiast musiałam go pochłonąć! Nasuwa mi się jedno pytanie: coś Ty narobiła? Uśmierciłaś Millie? (na końcu zaczęłam się śmiać, bo tego „nie umieraj głupia pizdo” nie mogłam zignorować).
OdpowiedzUsuńTo opowiadanie robi się coraz ciekawsze z odcinka na odcinek, choć Ty narzekasz, że męczysz rozdziały. Mam nadzieję, że kolejny ukaże się szybko, bo będę czekać z jęzorem na brodzie :) Życzę Ci dużo weny, której sama nie mam. Może pędząc do Ciebie, wstąpi i do mnie. Buziaczki :*
Hej! Trafiłam tu zupełnie przypadkiem, ale śmiało mogę powiedzieć, że w pełni świadomie tu zostaję. Zyskujesz kolejną czytelniczkę! :) To jest naprawdę dobre, huhu! Niecierpliwie czekam na rozwój wydarzeń i będę zaglądała codziennie, masz moje słowo :) Andiś, Izzy! Niesamowite.
OdpowiedzUsuńPrzy okazji - zapraszam na mój debiut! Mam nadzieję, że już dziś wstawię pierwszy rozdział :) Jest już gotowy od jakiegoś czasu, z tym, że nadal szukam w sobie odrobiny odwagi :) Do zobaczenia :)
Kocham <3
OdpowiedzUsuńJejku, to jest najlepsze! Kocham czytać twoje opowiadanie. Czekam na następny.Możesz informować mnie na asku, jeśli to nie problem? http://ask.fm/kochaniemexd
OdpowiedzUsuńNiestety nie mam aska ;<
UsuńNie sądzę aby ten rozdział był zły :D W sumie jestem zrozpaczona bo czytałam z zapartych tchem od początku, a tu już osiemnasty rozdział i koniec ... trzeba czekać. A ja tak nie lubię czekać! Jestem pozytywnie zaskoczona zmianą nastawienia Andiego do dziecka. Przez cały czas się wypierał, że to nie jego, a teraz zrobił się z niego troskliwi ojciec :) Zresztą ... na przestrzeni wszystkich rozdziałów widać jego poprawę oczywiście w dobrą stronę. I co najważniejsze Isabelle również małymi kroczkami zmieniła się na lepsze :) Końcówka tego rozdziału jednak mnie przeraziła. Millie to strasznie tajemnicza postać i tak na prawdę nie wiem co o niej sądzić, a tutaj taka akcja ... i co najgorsze zakończyłaś w takim momencie że mnie chyba rozniesie z niecierpliwości :D No nic ... pozostaje mi czekać :)
OdpowiedzUsuńZapraszam przy okazji do siebie http://lazurowe-spojrzenie.blogspot.com/
Nie mogę się oderwać od tego opowiadania < 3
OdpowiedzUsuńWydaje mi się , że do Andreasa powoli dociera , że to jego dziecko . Ogromnie się zmienił . Kiedy tak patrzę , jaki był na początku to widać , że nastąpiła u niego ogromna met. amorfoza ;D
Ah , i ten koniec . Bardzo mnie ciekawi , jak to się potoczy . Pozdrawiam i czekam na następny < 3
Dziękuję :)
UsuńA następny będzie tak za pół godzinki ^^