sobota, 25 stycznia 2014

Osiemnaście: Kompletny chaos.

Izzy westchnęła ciężko i po raz chyba setny w czasie ostatniej godziny przełożyła ciężar ciała z jednej nogi na drugą.
Wcześniej zajęła miejsce na ławce ustawionej na korytarzu, jednak w końcu stwierdziła, że nie jest w stanie usiedzieć i zmieniła pozycję na stojącą. Opierając się o ścianę, patrzyła tępym wzrokiem przed siebie i miała ochotę zamordować Karla, który nerwowo przemierzał korytarz, sprawiając, że zaczynało jej się kręcić w głowie.
Najbardziej spokojny z całej ich trójki był Andreas, który z kamienną twarzą wędrował powoli wzdłuż korytarza, bacznie przyglądając się wszystkim rozwieszonym na ścianach plakatom. Izzy nie byłaby jednak w stanie powiedzieć czy rzeczywiście czytał wszystkie te hasła i informacje czy może tylko prześlizgiwał się po nich wzrokiem, myśląc o czymś zupełnie innym.
W każdym razie sposób na zabicie czasu znalazł lepszy niż ona.
I na pewno o niebo lepszy niż Karl.
Gdy jej brat po raz chyba setny zawrócił i na nowo podjął nerwową wędrówkę, w Izzy narosła taka irytacja, że otworzyła usta, by zwrócić mu uwagę.
Nim jednak zdążyła to zrobić, trzasnęły drzwi gdzieś na końcu korytarza, a potem rozległy się szybkie kroki i już po chwili ich oczom ukazał się lekarz prowadzący.
Izzy wyprostowała się, odklejając się od ściany, a Karl gwałtownie stanął w miejscu i spojrzał wyczekująco na lekarza.
-Można zobaczyć się z matką – oznajmił beznamiętnym tonem i wskazał ręką kierunek. Karl natychmiast ruszył w tamtą stronę, a lekarz już miał podążyć za nim, gdy pytanie Izzy zatrzymało go w miejscu:
-Zaraz, a co z dzieckiem?
Andreas oderwał wzrok od plakatu promującego zdrowy tryb życia i wbił w nią uważne spojrzenie. Izzy zignorowała go jednak, całą swoją uwagę koncentrując na lekarzu.
Jego niewyraźna mina powiedziała jej wszystko.
-Na razie umieściliśmy je w Sali Szczególnej Troski*, więc nie sądzę, żebyście mogli je zobaczyć...
-Co to znaczy? - przerwała mu Izzy, robiąc krok w jego stronę. Także Karl podszedł bliżej i nawet Wellinger przestał poświęcać uwagę plakatom i zainteresował się losem swojej córeczki.
Trzy pary oczu zwrócone na lekarza wyraźnie wyprowadziły go z równowagi. Odchrząknął, po czym odparł niepewnie:
-To naturalna sprawa, nic wielkiego się nie dzieje...
Naturalnie nikt nie uwierzył w te słowa. Izzy i Karl zasypali go pytaniami, a w czasie gdy lekarz próbował opanować ich ekscytację, uspokoić i jakoś udzielić odpowiedzi, Wellinger gdzieś zniknął.
Iz zdała sobie z tego sprawę dopiero po dłuższej chwili, kiedy rozejrzała się dokoła i nie zauważyła go w pobliżu.
Zmełła w ustach przekleństwo. Jego córka mogła nawet umrzeć, a on jak zwykle miał wszystko w dupie.
Spojrzała na lekarza, który właśnie usiłował odpowiedzieć na trudne pytanie Karla o stan zdrowia dziecka i przerywając mu w połowie zdania, spytała:
-Gdzie jest ta Sala Specjalnej Troski?
A gdy mężczyzna wskazał jej kierunek, zmierzyła tam prawie od razu, ignorując jego próbę wyjaśnienia jej, że i tak nie może wejść do środka. Odchodząc, wciąż jeszcze słyszała żywiołową wymianę zdań Karla z lekarzem, którego Geiger próbował przekonać, by pozwolił mu zobaczyć się z dzieckiem.
Dotarła do celu. Sala była oszklona, więc nawet jeśli rzeczywiście nie można było wejść do środka, to mogła popatrzeć z zewnątrz na kilkanaście inkubatorów, ustawionych w rządku.
Tam też właśnie znalazła Wellingera. Stał, opierając się rękami o mały parapet, ze wzrokiem wbitym w jeden z inkubatorów. Podeszła bliżej i spojrzała na jego twarz.
Nie dało się jednoznacznie odczytać jej wyrazu, gdyż przewijały się przez nią różne uczucia, spośród których jedno zdecydowanie wybijało się na prowadzenie.
Oszołomienie.
Westchnęła cicho, dając mu świadectwo swojej obecności.
Posłał jej krótkie spojrzenie, po czym ponownie skupił je na stojącym najbliżej ściany inkubatorze. Izzy zrobiła to samo i przez chwilę zapatrzyła się na małą istotkę w nim spoczywającą. Miała całkiem sporą jak na noworodka czuprynę jasnych włosków i śliczną uśpioną twarzyczkę.
Czy przypominała wyglądem Andreasa?
No cóż, ciężko było stwierdzić.
-Twoje dziecko... - zaczęła, kręcąc lekko głową.
-To nie jest moje dziecko – zaprotestował tak szybko i gwałtownie, że zaskoczył tym chyba nawet samego siebie. Na moment umilkli, aż w końcu Wellinger też westchnął, a potem cicho spytał: - Myślisz, że to moje dziecko?
Miała ochotę się zaśmiać, powstrzymała się jednak. Bardzo była ciekawa, kiedy Andreasowi w końcu minie ta faza wyparcia i przyjdzie akceptacja.
Zdawało się, że był na dobrej drodze, aczkolwiek Iz nauczyła się już, że z nim nigdy nic nie wiadomo.
-Myślę, że tak – powiedziała.
A potem wyciągnęła rękę, odnalazła jego dłoń i ścisnęła ją delikatnie, dodając mu w ten sposób otuchy.
Trwało to ułamek sekundy i Izzy chciała cofnąć dłoń, jednak Andreas przytrzymał ją i nie pozwolił jej się wyrwać.
Spojrzała na niego, zaskoczona tym ruchem, a on posłał jej niepewny uśmiech i odwrócił wzrok.
Powoli też się uśmiechnęła. I już nie próbowała się wyrywać.



Izzy nigdy nie miała łatwego życia, nie mogła też narzekać na brak wydarzeń, jakie się przez nie przewijały.
A jednak nawet ją, osobę po tylu przejściach, zaszokował następny miesiąc, który w skrócie można było nazwać jednym wielkim chaosem.
Zaczęło się całkiem dobrze, gdyż wbrew obawom lekarzy Millie bardzo szybko wyszła ze szpitala, a wraz z nią jej dziecko.
Karl dostąpił zaszczytu nadania dziewczynce imienia i podszedł do tego zadania tak poważnie, że przez pierwszy tydzień, mała wciąż pozostawała bezimienna.
W końcu wkurzony Andreas stwierdził, że skoro to jego dziecko, to sam zdecyduje jak je nazwać i nie konsultując się z nikim wypełnił jej akt urodzenia, w rubryce z imieniem wpisując pierwsze jakie przyszło mu do głowy: Julie.
Iz wciąż pamiętała kłótnię jaka po tym wybuchła w ich mieszkaniu, nic się jednak już nie dało zrobić. W końcu Millie i Karl pogodzili się z tą sytuacją i skupili się już całkowicie na rozpieszczaniu małej Julie.
Przyjemnie było patrzeć na ich radość i bardzo trudno samemu jej nie ulec. Szybko więc zarówno Izzy, jak i Andreas poddali się ogólnie panującej euforii, a nie minęły nawet dwa tygodnie i sam Wellinger po uszy zakochał się w Julie.
Ta mała była chyba pierwszą – jakby nie było – kobietą, która rozmiękczyła jego twarde serce. Iz ze zdumieniem patrzyła jak Andreas zajmuje się nią dzień i noc, jak bez słowa protestu zmienia jej pieluchy i utula do snu. Odpuścił sobie nawet wszystkie konkursy między Turniejem Czterech Skoczni a Mistrzostwami Świata w Lotach, żeby zostać w domu i pomagać Millie przy małej.
Izzy, choć miała studia i pracę, starała się wspierać ich jak tylko mogła. Zresztą, Julie zmieniała także jej punkt widzenia. Kiedyś Iz nie znosiła dzieci, teraz zaczynała się do nich coraz bardziej przekonywać, zwłaszcza gdy stwierdziła, że nie są to jedynie rozwydrzone, płaczące i brudzące stworzenia.
Potrafiły człowieka wiele nauczyć.
Wystarczyło spojrzeć na Wellingera i jego coraz cieplejszy stosunek do świata, by się o tym przekonać.
Weszła do salonu i opadła na kanapę, na której on siedział z małą w ramionach.
-Ja Cię naprawdę nie poznaję – oświadczyła, wpatrując się w niego z podziwem. Uśmiechnął się do Julie i podniósł głowę, by spojrzeć na Izzy.
-Nie wiem o co Ci chodzi – mruknął, jednak w jego głosie wyraźnie zabrzmiała pogarda. Pokręciła głową z rozbawieniem.
-Powinnam Ci teraz zrobić zdjęcie i wysłać do Twoich kumpli, mieliby niezły ubaw…
-Jakoś mnie mało obchodzi co by sobie pomyśleli – stwierdził lekceważąco, przesuwając palcem po policzku Julie, która otworzyła oczy, zachwycając ich niezwykłym błękitem swoich tęczówek. Iz pozwoliła sobie na lekki uśmiech.
-Ma oczy po Tobie – zauważyła, przysuwając się bliżej. Jej ramię otarło się o ramię Wellingera i o ile ona nie zwróciła na to szczególnej uwagi, zajęta puszczaniem oczka małej, o tyle Andreas na moment zesztywniał i spojrzał na dziewczynę z góry.
-Miejmy nadzieję, że tylko to.
Izzy uniosła głowę, a wtedy ich oczy się spotkały. Zaskoczył ją lekki smutek z jakim na nią patrzył.
-O czym Ty mówisz, przecież masz wiele innych cech, także wewnętrznych, które warto byłoby odziedziczyć.
Powiedziała to trochę na wyrost, bardziej by go pocieszyć niż dlatego, że naprawdę tak uważała. Jego wysoko uniesione brwi i kpiące spojrzenie dały jej do zrozumienia, że Wellinger o tym doskonale wiedział.
-Taa? - mruknął pogardliwie – To podaj jakiś przykład.
-Yyy … no – zająknęła się. Podrapała się po policzku, próbując coś na szybko wymyślić, nic to jednak nie dało. Ten moment zawahania zaprzepaścił jej szansę, by jeszcze jakoś z tego wybrnąć. Wellinger pokręcił głową i odwrócił od niej wzrok – Słuchaj, to nie tak, że nie uważam Cię za wartościową osobę, tylko wiesz … no wiesz.
-Wiem – uciął, a jej trudno było ocenić czy poczuł się urażony tym co się właśnie stało czy naprawdę niewiele go to obeszło – Serio, Izzy, rozumiem.
Chciała coś odpowiedzieć, ale on już wstał i zabrał Julie do kuchni. Z tego miejsca, w którym siedziała widziała jak kładzie małą do łóżeczka, stojącego pod oknem i zabiera się za przygotowanie mleka.
Musiał to zrobić, bo zbliżał się czas karmienia, a Millie nie było.
Powinna być, powinna siedzieć w domu.
A jednak.
I tak, zauważyli, że ona w dalszym ciągu zachowuje się podejrzanie.
Zwrócili może nawet uwagę na to, że znowu wychodzi z domu i jest bardzo dziwna.
Ale nic z tym nie zrobili, ani ona ani on.
W takim razie oboje byli winni temu, co się wkrótce stało.
I doskonale o tym wiedzieli.



Wróciła z uczelni cała zmarznięta i rozdygotana.
Mróz panujący w Monachium bił wszelkie rekordy.
Zdjęła przez głowę torbę, którą miała przewieszoną przez tułów, rozwiązała mokry od śniegu szalik i szybko ściągnęła z siebie nawierzchnią warstwę ubrań.
Było jakoś nienaturalnie cicho.
Wyglądało na to, że nikogo nie ma.
Oczywiście wiadomo, że nie spodziewała się obecności chłopaków, bo trenowali teraz w Oberstdorfie, przed MŚ, ale Millie? Najwyraźniej wyszła z małą na spacer, chociaż przy dzisiejszej pogodzie taki pomysł świadczył wyłącznie o głupocie.
Izzy westchnęła, poprawiając włosy. Spróbowała przeczesać je palcami, ale prawie od razu natrafiła na kompletnie splątane kosmyki. Mróz też zrobił swoje, usztywniając włosy i właściwie całkowicie je rujnując.
Jak ona nie znosiła zimy.
Sfrustrowana, odrzuciła włosy na plecy, a po całym jej ciele przeszedł dreszcz.
W tym samym momencie stwierdziła, że najlepiej jej zrobi długa, gorąca kąpiel, więc zmierzyła do łazienki, by od razu wprowadzić swoje postanowienie w czyn.
Zmarznięta przekroczyła próg, wyobrażając sobie jak za chwilę zanurzy się w gorącej, pełnej bąbelków wodzie. Napełniło ją to lubością i rozmarzeniem, które sprawiły, że całkowicie oderwała się od rzeczywistości.
Ocknęła się dopiero, gdy potknęła się na jakimś przedmiocie leżącym na ziemi, sprawiając, że ten potoczył się po płytkach i uderzył o wannę. Izzy opuściła wzrok.
Strzykawka.
Co?
Uniosła głowę i wtedy to zobaczyła.
Millie.
Millie leżała w wannie, z głową opartą o kafelki, którymi była wyłożona ściana, a po jej przedramieniu ciekła wąska strużka krwi.
Izzy aż się cofnęła, próbując zlokalizować jakąś ranę, która mogłaby krwawić. A gdy natknęła się wzrokiem na małą czerwoną kropkę w zgięciu łokcia Millie, zrobiło jej się niedobrze.
Wyglądało to jak ślad po nakłuciu igłą.
Strzykawka.
Nie czekała aż wszystkie elementy poukładają jej się w głowie, rzuciła się w kierunku wanny i padła na kolana, zaciskając palce na ramieniu dziewczyny.
-Millie?! Millie, obudź się, słyszysz?! Nie umieraj, głupia pizdo!
Niestety, wszystko wskazywało na to, że głupia pizda i tym razem nie miała zamiaru jej posłuchać.


*Eee nie wiem, moja mama twierdzi, że tak to się nazywa u niej w szpitalu. A pracuje na Oddziale Noworodków, więc prawdopodobnie wie co mówi, jakkolwiek dziwnie to brzmi ;)


Myślałam, że nigdy nie napiszę tego rozdziału. Niewiele się pomyliłam, bo niestety, ale wyszedł jaki wyszedł. No cóż, każdy widzi … Jest coraz gorzej i naprawdę nie wiem co będzie dalej. Zwłaszcza, że matura zbliża się wielkimi krokami, a ja głupia, zaczęłam jeszcze jedno opowiadanie.
Ale już z miesiąc temu napisałam epilog, więc tą historię dokończę na pewno. Nie wiem kiedy, ale dokończę, obiecuję!
Dziękuję, że wciąż ze mną jesteście i to w tak licznym gronie.
I w dalszym ciągu zapraszam Was tutaj.
Ściskam <33

43 komentarze:

  1. Ja Cię błagam, dodaj prędko następny rozdział, bo ja tu zwariuję przed ekranem. Już wysiadałam nerwowo, kiedy nie dodawałaś nic przez te piętnaście dni, i mam jeszcze czekać Bóg wie ile na kontynuację takiej akcji? ._.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przykro mi, ale rozdział męczyłam przez cały dzisiejszy ranek i przedpołudnie i szybko się nie zabiorę za następny.
      Ale dziękuję Ci bardzo, postaram się możliwie jak najszybciej napisać dziewiętnastkę i ją opublikować :)

      Usuń
  2. Hm, nie wiem czemu mi to zrobiłaś, ale pewnie sobie zasłużyłam. W każdym razie jeżeli liczysz na sensowny komentarz, to Cię rozczaruję. Wiesz, gdybym miała dzień czy dwa, to może coś bym skleciła, a tak...
    A tak myślę o Wellim, który stał się przykładnym tatą. Trudno go tu nie kochać i trudno mi przetrawić pewną sprawę, ale to nie czas i miejsce, wracając do tematu, to on jest naprawdę niemożliwy no.
    Już za pierwszym czytaniem rzuciły mi się w oczy te niby nieznaczące fragmenty reakcji na linii Izzy-Wellinger. Jak Ty kochasz gnębić swoje czytelniczki, brutalu. Ja na szczęście swoje wiem.
    Masz rację, Karl delikatnie mówiąc mało zaangażowany werbalnie, ale jednak był, więc chyba się dodzwoniłaś.
    W sumie to muszę Cię koniecznie o coś zapytać, ale to nie tu.
    A co do Millie to nadal mi jej nie szkoda i żadne Twoje opisy mnie nie przekonają. Taka ze mnie zimna suka bez serca.
    A Twoje opisy były... wow. Opłacało się nie sprzątać, powiem Ci. I Ty to naprawdę stworzyłaś teraz?
    No geniusz i tyle. A za ten chaotyczny komentarz podziękuj sobie sama, może to Cię nauczy, że tak się nie postępuje.
    Ale oficjalnie nadal Cię kocham, żeby nie było. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam z tego wszystkiego. Chyba wiem po kim mała dostała imię. ;)
      Niech się cieszy, że nie po mnie. ;p

      Usuń
    2. a ta znowu narzeka na swoje imię.
      idę po armatę.

      Usuń
    3. Kocham Was dwie, wiecie?
      Kochane wariatki <33

      Usuń
    4. A ja podłączę piłę do prądu ...
      ale ja też kocham Was dwie. <333

      Usuń
    5. spoko, mi może w promocji czołg dorzucą ;p
      a ja będę oryginalna i powiem, że kocham Was dwie <333

      Usuń
    6. Może nasz geniusz Ci pożyczy, ona z pewnością ma wszelkie narzędzia mordu. ;p
      i jak Was tu nie kochać. <33

      Usuń
  3. oooooo Booooooooooooże.
    Ja już ominę to, co napisałaś o tym rozdziale, bo on jest przeboski i to Ci jeszcze wypomnę w mailu.

    miałam Ci jebnąć komentarz jak stąd do Ameryki, ale ja nie wiem, czymto wyjdzie i czy będzie miało jakiś sens.

    no to najpierw ta scena w szpitalu.
    o matusiu, to, gdy Welliś stal przy inkubatorze, to mnie totalnie rozwaliło i położyło na łopatki.
    Normalnie wyobrazilam to sobie i ten obraz to miód na moje zimne serce.

    Dobra, dalej.
    wiesz, że ja Ci chyba nigdy tego nie zapomnę, że nazwałaś to maleństwo Julie?
    chwała Tobie i wspaniałomyślnemu Wellingerowi.
    No właśnie.
    To mnie jeszcze bardziej rozczuliło.
    Jak on ją kocha. Jak się o nią troszczy. Jego kochana, malutka Juleczka.
    Nie no, jestem po prostu tak zakochana w tym rozdziale, że nawet sobie tego nie wyobrażasz.
    W sumie, to Izzy i Wellinger byliby razem cudownymi rodzicami, ale no, wiem jak potoczy się to opowiadanie.
    Ale ja ciągke pamiętam Twoje słowa: OTWARTA KOMPOZYCJA!

    wiesz co? nie mogłam się doczekać tej sceny, gdy ta pizda umrze.
    Jestem potworem, ale przecież wiesz jak mnie ucieszyła ta wiadomość, że jej już nie będzie.
    No dobra, ale fakt faktem, że zostawiła Juleczkę bez matki.
    I za to jesszcze bardziej jej nienawidzę. Chociaż nie, czekaj. Bo teraz Wellinger musi dać Juleczce jeszcze więcej miłości.
    Oł jea ^^

    wiesz jak ja kocham to opowiadanie? mimo tych wszystkich tragedii, ktöre już były i będą.
    A pamiętasz to to, jak mi przesłałaś wiesz co i ja Ci powiedziałam, że się tak strasznie poryczałam?
    Znowu to wczoraj czytałam i znowu ryczałam.
    Tak tylko mówię, jakbyś miała wątpliwości co do swojego geniuszu.

    Dobra, komentarz może nie jest jak stąd do Ameryki, ale jest prosto z mojego serducha.

    Kocham Cię bardzo bardzo <333

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak, ogólne szczęście nigdy nie trwa zbyt długo. I właśnie cały czas podczas czytania tego rozdziału zastanawiałam się, co się stanie. Bo stać się musiało- tego byłam pewna.
    Ale może zacznę od Andreasa. Przyznam, że zaimponował mi tutaj swoim zachowaniem w całej tej sytuacji, która nie jest zbyt łatwa. Ale najlepszym sposobem na egoistycznych, niedojrzałych facetów jest wstrząs. I Welli może mówić, co chce, a na początku uparcie twierdził, że to nie jego dziecko, ale widać, że się przejął. I o dziwo odnalazł w sobie instynkt ojcowski. Gratuluję, Andi.
    I nieuchronnie muszę przejść do końcówki. Nie wiem czemu, ale mam jakieś dziwne przeczucie, że ktoś "pomógł" Milly w tym, co zrobiła. No i Karl. Ten beznadziejnie zakochany Karl, o którego chyba powinnyśmy się teraz martwić.
    Cieszę jak głupia, gdy tylko widzę, że dodałaś rozdział i rzucam w kąt książki, co jednoznacznie potwierdza Twój geniusz :D
    Pozdrawiam i jeśli masz ochotę to zapraszam na nowe, małe coś o Kotach pilnuj-mnie.blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem aż tak przewidywalna? ;>
      Millie nikt nie pomógł. Więc może aż tak jednak przewidywalna nie jestem ;)
      Do Ciebie oczywiście zajrzę, ale nie obiecuję, że zawsze dam radę skomentować. Wiesz, matura -,-
      Dziękuję :*

      Usuń
  5. Rozdział fantastyczny jak wszystkie. Przepraszam,że nie skomentowałam ostatniego rozdziału. Fajnie,że z małą Julie już wszystko dobrze a opiekujący się Andreas chcę się tylko powiedzieć awwwwwwww ;* Ciekawe dlaczego Milli to zrobiła i czy wogóle przeżyję pomimo,że jej nie znoszę to nie chcę żeby umierała, bo wszyscy będą tacy smutni. Szkoda,że w tym rozdziale nie wydarzyło się za wiele pomiędzy Izz a Wellim, ale mam nadzieję że w następnym wydarzy się więcej.Co do epilogu to mam nadzieję,że ma szczęśliwe zakończenie proszę !!!!
    Pozdrawiam i życzę weny.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ej no, nie narzekaj, bo nie jest źle, jest okej. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że bardzo dobrze, chociaż i tak zaprzeczysz ;) Ja jednak będę się trzymać mojej, słusznej opinii :D
    Co do Millie to ona co rusz pokazuje szczyt totalnej nieodpowiedzialności i głupoty. Jak można mając dziecko doprowadzać do takiej sytuacji? Masakra, ale pizda pozostanie pizdą i nie oszukujmy się. Ludzie się zmieniają, ale nie w jej przypadku, bo aby to zrobić najpierw trzeba chcieć. W sumie, to dobrze jej tak. Jestem wredna... A co mi tam.
    Okej, już wyładowałam swoją złość, teraz te fajne rzeczy ;)
    Andi, Andi, Andi, nie żeby coś, ale tego pana ogarnął instynkt rodzicielski do szpiku kości. To takie kochane. I urocze :D
    A Iz mimo, że nie zawsze z oczekiwanym skutkiem wspiera go i jest przy nim, a to się ceni ;)
    Tylko nie potrafię sobie w tym wszystkim umiejscowić Karla. Te relacje między nimi są bardzo niepewne, ale mam nadzieję, że teraz wszystko będzie dobrze ;)

    Ściskam, całuję i weny życzę ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę no, ciągle zapominam, że moje zdanie się nie liczy - wybaczysz? :D
      A co do Twojej nadziei odnośnie relacji Karl i Izzy .. hmm, jeszcze mnie nie znacie? ^^
      Dziękuję!! :*

      Usuń
  7. Świetny rozdział. Jeju, ja już myślałam, że z tym dzieckiem będzie coś nie tak, a tu proszę. Zdrowe. Co więcej, chyba rzeczywiście jest to córka Andreasa, w co wątpiłam, ale te niebieskie oczy. No i muszę przyznać, że zaskoczyłaś mnie tutaj z Wellim. Przykładny tatuś z niego, nie ma co. Martwię się tylko o relację Izz i Welliego. Za mało się dzieje pomiędzy tą dwójką. Swoją drogą, to długo ten Karl wybierał imię, nie ma co. Jakby nie miał wystarczająco dużo czasu, gdy Millie jeszcze była w ciąży. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. To ja może zacznę od podziwiania Welliego;)
    Ją myślałam, że on uciekł z tego szpitala, że ma znowu wszystko w dupie. A on stał przy tym inkubatorku i się od maleństwa uzależnił.
    Wszystkie sceny z rozpieszczaniem i karmieniem. Oj, ten Pieszczoszek. Zaczynam wierzyć, ze to jego córka i co więcej cieszy mnie to.

    A teraz z gorszej półki.
    Ok, życzyłam Millie źle za to jak wszystkich krzywdzi, za to jak zniszczyła tę cudowne relacje rodzeństwa, jak omotała Karla w okolicy palca.
    Ale teraz... Teraz to mi żal, bo jeśli dobrze rozumiem to ona nie żyje.
    I kurde jestem zła, bo nie jej mi żal, tylko Karla. Bo Aniołek jest taki wrażliwy, a ona była jak kiedyś napisałaś jego pierwszą miłością:(
    I raczej nie będzie miał go kto pocieszyć.
    Wiesz, ja kocham Izz i cudne Pieszczoszątko, ale tak się boję, że oni się do tego nie będą nadawać...

    I kurcze nie wiem jak ja wytrzymam do następnego rozdziału...
    Więc ogromna ilość weny dla Ciebie<3
    I kocham Cię najgenialniejszy człowieku świata<3
    Tak mocno, mocno:*

    OdpowiedzUsuń
  9. O jezusie! Jaka końcówka!!! Aż nie wiem coby Ci tutaj napisać, och. Nigdy nie lubiłam Millie, no ale teraz. Przecież niedawno urodziła córeczkę i co? Kto się nią zajmie? No tak, wiem, że jest Wellinger, Izzy i Karl.. właśnie! Karl, ciekawe co on o tym wszystkim będzie sądził, ach, ach! Nie mogę się doczekać następnych rozdziałów! I nie przesadzaj, że niby coraz gorzej piszesz!!! Mnie się wydaje, że z każdym rozdziałem jest jeszcze lepiej niż w poprzednim (o ile to w ogóle możliwe). :-)
    A, no i nasz Andreas taki jakiś opiekuńczy się zrobił. Ofmg! Aż sobie wyobraziłam Go z takim małym dzieckiem na rękach <3

    Zapraszam do mnie : http://another-story-about-ski-jumping.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie mogłam się doczekać tego rozdziału. Dobrze, że malutka jest zdrowa. I w dodatku jakie ma piękne.imię! ;) Rozczuliłam się jak pisałaś o Wellingerze. I myślę, że oprócz tego, że jest niebieskookim przystojniakiem to też ma kilka zalet :) Co do Millie to pomimo, że jak to ładnie określiłaś jest " pizdą " to mam.nadzieję, że przeżyje... Czekam na kolejny rozdział. I wcale wbrew temu,.co piszesz jest bardzo dobrze. Pozdrawiam! :) Ps A co do matury to damy radę! :))

    OdpowiedzUsuń
  11. O matko!
    Mała się urodziła. Było z nią źle, a Wellinger zakochał się w niej. I to było urocze, wiesz? Andi całym sercem zaczął zajmować się córką.
    A Karl nie mógł wymyślić imienia- hihihi.
    I wszyscy pokochali tą małą, którą Andreas sam nazwał- Julie. To słodko. Bardzo, bardzo słodko.
    I że teraz Andi będzie przykładnym ojcem, który nie zwraca uwagi na Iz? Ja wiem, że na początku był ten słodki moment z ich palcami, ale potem się drastycznie zmieniło, okej?
    Biedny ten Andreas! Izzy nie wymieniła mu żadnej dobrej cechy. A przecież mogła powiedzieć, że dobrze wpływa na ludzi, że pomimo wszystko potrafi kochać, a ostatnio to nawet jest dobrym człowiekiem. I czemu tego nie powiedziała?!
    A potem Millie... I zabiła się, tak? Zostawiła dziecko na głowie Karla, Andreasa i Izabeli. Zostawiła Karla, który przecież ją kochał. I jak ona tak może?
    Hahaha. Ale końcówka mnie rozwaliła.
    -Millie?! Millie, obudź się, słyszysz?! Nie umieraj, głupia pizdo!
    Niestety, wszystko wskazywało na to, że głupia pizda i tym razem nie miała zamiaru jej posłuchać.
    Geniuszu ty! Nie ma to jak w sytuacji zagrożenia wyzywać od pizd :) I to od głupich.
    A czytając komentarze u góry zwróciłam uwagę na pewną twoją odpowiedź. Co to znaczy, że z Iz i Karlem nie będzie dobrze?! I tak po prostu mamy się z tym pogodzić?
    Podsumowując: Jesteś wielkim, wielkim geniuszem i czekam na dalszą część, bo nie mogę usiedzieć w miejscu.
    I PS. Z jakiej racji czepiacie się tej siostry Manuela?! Już nawet chłopak nie może mieć siostry, a ja nie mogę snuć swoich planów. Ale dobra nie odzywam się, bo jeszcze coś chlapnę.
    Więc na koniec, trzymaj się <33333333333333333

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha.
      Bardzo Ci dziękuję :)
      Izzy mogła powiedzieć wiele rzeczy,no ale ... wtedy nie byłaby sobą.
      I nie będzie dobrze, bo Karl obwini Iz o śmierć Millie.
      Ups, ja te za dużo gadam.
      No a humor musi być, zawsze i wszędzie, cała ja ;p
      Co do Manuela - no przecież nie wierzysz chyba, że my uwierzymy,ze ta jego siostra to tylko zbieg okoliczności? Na pewno to nie będzie po prostu siostra, juz ja wiem ^^
      dziękuję Ci bardzo <3

      Usuń
  12. Andreas znowu zrobił się taki oschły. ;c
    Czekam na dalszą część :)

    OdpowiedzUsuń
  13. ej noo, czyli nie będzie love story z Andreasem i Iz w roli głównej? Że będą sobie żyli pod jednym dachem i nic więcej? A było już tak pięknie no ;c
    Szkoda, ze mała jest podobna do niego. Jakby było inaczej mógłby wywalić Millie z domu i tyle. Szmata z niej i tyle! ćpunka w dodatku. a dziecko to co?
    Daj mi epizod Andi-Iz i to coś słodkiego i romantycznego, coś co i ją rozczuli i poprawi jego wizerunek :D
    Czekam na nowość :*

    OdpowiedzUsuń
  14. Jejciu, jak się cieszę,że dodałaś nowy rozdział <3 Codziennie kilka razy sprawdzałam, czy przypadkiem nie pojawiło się coś nowego ; ) Nie wiem, dlaczego twierdzisz,że jest gorzej. Jest rewelacyjnie, jak zwykle ! Zdecydowanie, dopisuję się do fanclubu Andiego w roli ojca. Już miałam pisać coś na temat Millie, kiedy zobaczyłam Twoją odpowiedź na komentarz, w której zdradziłaś,że ona jednak nie będzie żyła. To znacznie upraszcza sprawę, bo teraz Andi i Izz mogą stać się taką uroczą rodzinką, a Karl super wujkiem dla małej Julki... Chociaż, wolałabym,żeby to nie było jego dziecko. W takiej sytuacji mogą je przecież adoptować! Tak,to jest myśl. Jednak, nie ja tu decyduję, co się stanie. I bardzo dobrze! Sama pisać nie umiem i wolę pozostać wierną czytelniczką, czekającą z niecierpliwością na kolejny rozdział ; )
    Sylwia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Głupia, zdradziłam się z czymś takim ;p
      No, ale cóż to typowe dla mnie,że nie piszę opowiadań bez ofiar, także ...
      lepiej nie napalajcie się na cudowną rodzinkę, bo takowej nie będzie ;p
      Dziękuję, trzymaj się ;*

      Usuń
  15. Mam do Ciebie taką małą prośbę.
    Czy następnym razem mogłabyś mnie ostrzec, że rozdział zawiera Pieszczoszka, który robi się jeszcze bardziej pieszczoszkowy?
    No bo inaczej to ja się ulotnię ze wzruszenia i co wtedy będzie? Nie chcę znikać, mimo faktu, że przede mną jeszcze ponad 2 lata szkolnego wyroku.
    Ściągnęłaś mnie trochę na ziemię tą końcówką. Kurczę... Co ja mam powiedzieć? Nie przepadałam za tą Millie, no ale... Julie chyba potrzebuje mamy... Mówię "chyba", bo ja nie do końca wiem jak ona spisywałaby się w tej roli.
    No i pozwoliłam sobie przeczytać, że Karl będzie obwiniał Izzy o tą śmierć. Oj nie! Jak go dorwę to się spotka z tą swoją lubą w zaświatach!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostrzegłabym, ale prawdę mówiąc wrzuciłam ten rozdział minutę po postawieniu w nim ostatniej kropki.
      także uwaga, uwaga, ostrzeżenie!
      Wszystko wskazuje na to, że w następnym rozdziale Pieszczoszek osiągnie szczyt swojej pieszczoszkowatości (boże, jakie radosne słowotwórstwo), i to właśnie dzięki Karlowi.
      czy teraz Karl jest choć trochę obłaskawiony w Twoim oczach? :D
      dziękuję bardzo <3

      Usuń
    2. Nie, Karl nie jest ani trochę obłaskawiony w moich oczach! Już planuję zbrodnię doskonałą. Wezmę jakiś wielki sopel lodu, których nam teraz nie brakuje, zadźgam go, sopel stopnieje i nikt się nie dowie, że to ja! Chociaż jak już napisałam o tym w internecie to może być ze mną kiepsko... Nikt mnie nie wyda, prawda? :)

      Usuń
    3. Nie zabijaj, ja go lubię :(
      haha, zbrodnia doskonała. Nikt Cię z tym nie powiąże, co Ty ;p

      Usuń
  16. Cudny rozdział! :D Wiem, że podkreślam to praktycznie pod każdym rozdziałem, ale co ja poradzę? Uwielbiam twoją twórczość i nigdy się to już nie zmieni!
    Strasznie bałam się o los małej. Urodziła się żywa, ale w końcu podkreśliłaś, że nie jest z nią najlepiej. No, ale skoro wypisali ją do domu, to wszystko musiało wrócić do normy. I bardzo dobrze! :D
    W ogóle to oczekiwanie było takie nerwowe! Nastrój udzielił się nawet Andreasowi, który za wszelką cenę starał się pokazać, że mu nie zależy! Oj, ja wiem, że był inaczej! Zwłaszcza, że tak pięknie się nią zajmował już w domu! Dobrze, on się może wypierać, że wcale nie jest jej ojcem, ale ja wiem swoje! Taka miłość ^^
    Podobała mi się ta rozmowa między Andreasem i Izzy. Widać, że do chłopaka dociera, że nie był najlepszym człowiekiem, ale teraz robi wszystko, aby zatuszować to wrażenie. Jego opiekuńczość jest taaaka urocza ^^
    A Karl? On to już w ogóle przepadł :D Skoro nawet nie potrafił wymyślić imienia malutkiej, to naprawdę źle z nim! Zaangażował się chłopak!
    Ej, ale co to za końcówka? Ja cię przepraszam bardzo, ale kompletnie jej nie rozumiem! Czemu Millie to zrobiła? Co teraz się z nią stanie? Pozwolisz jej umrzeć? Ale w takim razie co z malutką? Gdzie jest Julie?
    Niedobra jesteś, że zostawiasz sprawę niewyjaśnioną w takim momencie! Ja chcę już poznać ciąg dalszy! No, ale nic poczekam cierpliwie, a w między czasie wpadnę też na twój drugi blog, bo widzę, że i tak coś nowego się pojawiło :)
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  17. Rozdział naprawdę genialny. Życzę dużo weny i czekam na następny :)
    Zapraszam także do siebie -
    http://born--to--fly.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  18. Co ta Millie znowu zrobiła? Umarłaby i byłby spokój. Ale nie, bo wtedy Karl też by umarł, a dziecko by bez matki zostało. Zdecydowanie Geiger powinien kogoś innego poznać.
    Iz i Andreas... jest między nimi tak awkward. Nie wiem jak to inaczej nazwać. Wydaje się, że ta wspólna noc jakoś zmieniła ich relacje i nie jest tak fajnie jak dawniej. Zobaczymy co będzie.
    To chyba tyle ode mnie. Nie umiem pisać komentarzy. Ja wgl nic nie potrafię napisać.... Shit happens.
    Czekam na następny i zapraszam do mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Welli tatuś ojej to musi być słodkie <3
    Czo ta Millie, o nie, czo teraz? Chciałabym napisać: "może to i lepiej", ale chyba nie wypada, nie?
    (matura matura 99 dni aaa)

    OdpowiedzUsuń
  20. Znaczy tak:
    Przez weekend to przeczytałam i bardzo mi się podoba.
    Masz fajny styl pisania :)
    A co do rozdziału to tak
    mam gdzieś co się stanie z tą czerwoną wariatką (nie lubię tej postaci !) ale szkoda mi tego dzieciaczka...
    A Welli jest taki słoooooooooodki *-*
    Oj i jak się zajmuje Julią :D
    Rozdział SUUPER ! I wyszedł Ci świetnie :)

    Pozdrawiam :D



    A jeśli miałabyś kiedyś ochotę to zapraszam:
    http://mijamyyyyysie.blogspot.com/
    oraz wkrótce startujemy z
    http://let---it---go.blogspot.com/
    A blog dodaję do obserwowanych xDD

    OdpowiedzUsuń
  21. hej, jak zwykle czekam na nowy rozdział, bo nie mogę doczekać się rozwoju akcji Andi - Izzy :D

    A jak masz ochotę to także zapraszam na mojego startującego bloga z opowiadaniem o Wellingerze : http://chrisandistory.blogspot.com/ :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Wybacz, że dopiero teraz komentuję. Rozdział przeczytałam na telefonie, bo jak zobaczyłam, że się pojawił, to natychmiast musiałam go pochłonąć! Nasuwa mi się jedno pytanie: coś Ty narobiła? Uśmierciłaś Millie? (na końcu zaczęłam się śmiać, bo tego „nie umieraj głupia pizdo” nie mogłam zignorować).
    To opowiadanie robi się coraz ciekawsze z odcinka na odcinek, choć Ty narzekasz, że męczysz rozdziały. Mam nadzieję, że kolejny ukaże się szybko, bo będę czekać z jęzorem na brodzie :) Życzę Ci dużo weny, której sama nie mam. Może pędząc do Ciebie, wstąpi i do mnie. Buziaczki :*

    OdpowiedzUsuń
  23. Hej! Trafiłam tu zupełnie przypadkiem, ale śmiało mogę powiedzieć, że w pełni świadomie tu zostaję. Zyskujesz kolejną czytelniczkę! :) To jest naprawdę dobre, huhu! Niecierpliwie czekam na rozwój wydarzeń i będę zaglądała codziennie, masz moje słowo :) Andiś, Izzy! Niesamowite.
    Przy okazji - zapraszam na mój debiut! Mam nadzieję, że już dziś wstawię pierwszy rozdział :) Jest już gotowy od jakiegoś czasu, z tym, że nadal szukam w sobie odrobiny odwagi :) Do zobaczenia :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Jejku, to jest najlepsze! Kocham czytać twoje opowiadanie. Czekam na następny.Możesz informować mnie na asku, jeśli to nie problem? http://ask.fm/kochaniemexd

    OdpowiedzUsuń
  25. Nie sądzę aby ten rozdział był zły :D W sumie jestem zrozpaczona bo czytałam z zapartych tchem od początku, a tu już osiemnasty rozdział i koniec ... trzeba czekać. A ja tak nie lubię czekać! Jestem pozytywnie zaskoczona zmianą nastawienia Andiego do dziecka. Przez cały czas się wypierał, że to nie jego, a teraz zrobił się z niego troskliwi ojciec :) Zresztą ... na przestrzeni wszystkich rozdziałów widać jego poprawę oczywiście w dobrą stronę. I co najważniejsze Isabelle również małymi kroczkami zmieniła się na lepsze :) Końcówka tego rozdziału jednak mnie przeraziła. Millie to strasznie tajemnicza postać i tak na prawdę nie wiem co o niej sądzić, a tutaj taka akcja ... i co najgorsze zakończyłaś w takim momencie że mnie chyba rozniesie z niecierpliwości :D No nic ... pozostaje mi czekać :)

    Zapraszam przy okazji do siebie http://lazurowe-spojrzenie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  26. Nie mogę się oderwać od tego opowiadania < 3
    Wydaje mi się , że do Andreasa powoli dociera , że to jego dziecko . Ogromnie się zmienił . Kiedy tak patrzę , jaki był na początku to widać , że nastąpiła u niego ogromna met. amorfoza ;D
    Ah , i ten koniec . Bardzo mnie ciekawi , jak to się potoczy . Pozdrawiam i czekam na następny < 3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      A następny będzie tak za pół godzinki ^^

      Usuń