-Chciałem
pożyczyć Millie twój sweter – powiedział Karl lekko drżącym
głosem, a jego ciemne oczy wpatrywały się w siostrę z mieszaniną
strachu, niedowierzania i zawodu – I znalazłem … znalazłem to.
Wypadło z kieszeni.
Iz
ponownie spojrzała na paczuszkę, a sam ten widok sprawił, że
zrobiło jej się niedobrze.
-To
nie moje! -odpowiedziała szybko, z roztargnieniem, bo wierzyć jej
się nie chciało, że Karl mógł choć przez chwilę pomyśleć, iż
miała coś wspólnego z tym świństwem. Ale on wciąż patrzył na
nią bez przekonania, więc westchnęła i dodała: -Karl, przecież
mnie znasz, wiesz, że nigdy w życiu nie brałam narkotyku do ust!
-Do
ust może nie – wtrąciła się Millie, a na jej twarzy pojawił
się kpiący uśmieszek – Akurat z tego, co wiem kokainę zażywa
się nosem, a nie ustami.
Izzy
spojrzała na nią, kompletnie nie mogąc zrozumieć w co ona
pogrywała.
I
wtedy powoli, bardzo powoli w jej głowie ukształtowało się
zrozumienie.
Ostrzeżenie
Alexa …
Te
jej wieczorne wyjścia …
I
to lekkie pobudzenie, nieraz rozszerzone źrenice …
Wszystkie
elementy ułożyły się w jedną całość, a Iz poczuła dziwną
niemoc w całym ciele, gdy dotarła do niej ta paraliżująca prawda.
-Oczywiście,
że wiesz, skoro sama bierzesz! W co ty pogrywasz, Millie? Przecież
to twoja koka, nie moja!
Ale
Millie tylko prychnęła pogardliwie, najwyraźniej świetnie się
bawiąc odgrywaniem niewiniątka i pogrążaniem Iz w oczach Karla.
-Nie
trzeba być ćpunem, żeby wiedzieć takie rzeczy.
Izzy
już otwierała usta, by coś powiedzieć, jednak ktoś jej przerwał.
-To
prawda – usłyszała i dopiero parę sekund później dotarło do
niej, że słowa te wypłynęły z ust jej brata.
Przeniosła
na niego spojrzenie, z którego aż biły niedowierzanie i szok.
-Karl
… Chyba jej nie wierzysz?
Ale
w jego oczach znalazła odpowiedź, która sprawiła, że zrobiło
jej się słabo i nogi się pod nią ugięły.
-A
więc to tak? -spytała cicho, patrząc już tylko na niego, jakby w
tym pokoju byli jedynie oni dwoje, a Millie i Wellinger nie istnieli
– Więc naprawdę uważasz, że kłamię? Że zażywam kokę? Więc
naprawdę bardziej ufasz dziewczynie, którą ledwo znasz, zamiast
swojej własnej, rodzonej siostrze?
Chciało
jej się płakać.
Karl,
co z tobą?
Ty
taki nie jesteś, miała ochotę powiedzieć, ale coś ją zdławiło
w gardle.
A
potem serce zakuło z bólu, gdy Karl odpowiedział:
-W
ciągu tych wszystkich lat nie dałaś mi zbyt wielu powodów do
zaufania. Może się mylę?
Nie.
Nie mylił się.
I
to właśnie było najgorsze, to wytrąciło jej wszystkie argumenty
z ręki i dało jej pewność, że jest na straconej pozycji.
Dlatego
odwróciła się i wybiegła z mieszkania, pragnąc uciec gdzieś
daleko, gdzie problemy nie istnieją.
Po
wyjściu Izzy zostali w trójkę. Karl i Millie, stojący obok siebie
i Wellinger naprzeciwko nich, który popatrzył twardo na swojego
kumpla i warknął:
-Jesteś
skończonym idiotą, Karl.
Karl
otworzył usta, by coś odpowiedzieć, ale nie zdążył, bo Andreas
już spojrzał z najwyższą odrazą na Millie
i
dodał:
-A
z ciebie zwykły kawał suki, nic więcej.
-Nie
mów tak do niej! -Karl w końcu doszedł do głosu, ale tą
wypowiedzią tylko zyskał sobie równie nieprzychylne spojrzenie
Wellingera. Spojrzenie, które wytrzymał i na które odpowiedział w
podobny sposób.
-Oboje
jesteście siebie warci – oświadczył po krótkiej chwili
milczenia Wellinger głosem zimnym jak kostki lodu, jednocześnie
kręcąc głową. A potem wyminął ich i skierował się do drzwi
wyjściowych, chcąc
natychmiast
opuścić to mieszkanie, tak jak zrobiła to Izzy parę minut temu.
Miał
nadzieję, że ją znajdzie.
I
właściwie był tego pewien.
W
końcu mogła być w tylko jednym miejscu.
Izzy
bardzo rzadko płakała.
Naprawdę
bardzo rzadko. Prawie wcale.
Więc
kiedy już w końcu pozwoliła sobie na łzy, nie potrafiła ich
powstrzymać.
Siedziała
w swoim najbardziej zaufanym miejscu, na dachu, z twarzą ukrytą w
kolanach, wypłakując sobie oczy i oczekując momentu, w którym łzy
w końcu przestaną płynąć.
Ten
moment nie nadszedł.
Zamiast
tego usłyszała czyjeś kroki.
Uniosła
głowę i ujrzała wysoką sylwetkę Wellingera, zmierzającego w jej
kierunku. Zacisnęła zęby, odwracając
się szybko w drugą stronę i przetarła policzki nadgarstkiem lewej
ręki.
Wyczuła,
że stanął tuż nad nią, jednak nie zareagowała na tą jego
obecność w żaden sposób. Sekundę później on się odezwał:
-Przyniosłem
ci kurtkę.
Prychnęła
cicho.
-Spierdalaj,
Wellinger.
Nie
wyglądał na ani trochę urażonego jej grubiańskim zachowaniem.
Wręcz przeciwnie; usiadł tuż obok niej i odwrócił się w jej
stronę, cały czas trzymając w wyciągniętej ku niej ręce kurtkę.
-Przeziębisz
się.
Nigdy
w życiu nie zwrócił się do niej takim łagodnym, wręcz
troskliwym tonem. Powinna więc poczuć do niego wdzięczność;
zamiast tego trafił ją szlag.
Spojrzała
na niego z ogniem w oczach, a sekundę później z jej ust wylał się
gniewny potok słów:
-Mam
to głęboko w dupie, jasne?! Nie chcę żadnej jebanej kurtki,
żadnego pierdolonego ciepła i zdrowia! Tak
trudno to, kurwa, zrozumieć?!
Patrzyła
na niego cały czas, oczekując jakiejś zmiany w jego twarzy i
postawie. Spodziewała się, że odpowie jej coś w podobnym stylu i
odejdzie albo zrobi tylko to drugie, nie wypowiadając ani słowa.
Jednak
przeliczyła się. Nie drgnął ani jeden mięsień jego twarzy,
chociaż delikatnie uniósł kąciki warg, gdy spokojnie powiedział:
-Może
jednak zmienisz zdanie, jak zobaczysz, co jest w jednej z kieszeni
tej jebanej kurtki.
Po
tych słowach włożył rękę do kieszeni kurtki, by sekundę
później, z miną magika, wyciągającego królika z kapelusza,
wydobyć z niej paczkę papierosów. Iz obrzuciła go zdegustowanym
spojrzeniem, gdy pomachał jej radośnie paczką przed oczami i
fuknęła cicho.
-Nie
chcę fajek – mruknęła, marszcząc nos niczym obrażone dziecko i
odwróciła głowę w drugą stronę.
-Okej
– usłyszała jego obojętny głos. Wzruszył ramionami, po czym
zapalił sobie papierosa i przestał zwracać na
dziewczynę uwagę. Przez długą chwilę panowała między nimi
głucha cisza, przerywana jedynie odległymi odgłosami samochodów i
miasta. Izzy zapatrzyła się w przestrzeń, z łokciem wspartym na
kolanach, a czołem na dłoni. Starała się ignorować obecność
siedzącego obok niej chłopaka, nie mogła jednak ignorować
coraz silniejszego zapachu dymu tytoniowego, który docierał do jej
nozdrzy, podrażniając je.
Zacisnęła
wargi, próbując myśleć o wszystkim, tylko nie o tym, ale nie
udało się.
Jej
organizm domagał się nikotyny.
Dużej
dawki nikotyny.
Zerknęła
kątem oka na Wellingera. Raz, drugi, trzeci, aż w końcu to
zauważył, a gdy ich spojrzenia się spotkały, uniósł brew, jakby
pytająco i podał jej wypalonego w połowie papierosa.
Westchnęła
ciężko, bardzo dobrze wiedząc, że nie zdoła się oprzeć, po
czym wzięła od niego fajkę i uniosła ją od razu do ust.
Niemal
natychmiast zalała ją ciepła fala błogiej ulgi. Jak to cholernie
pomagało …
-Lepiej?
-zapytał, gdy już prawie kończyła. Zaciągnęła się mocno,
ostatni raz i skinęła głową, bo owszem czuła
się lepiej. Znacznie lepiej.
Ugasiła
niedopałek, zgniotła go lekko i wyrzuciła gdzieś w powietrze, w
nosie mając teraz ochronę środowiska. A potem objęła ciasno nogi
ramionami, oparła brodę na kolanach i ponownie westchnęła.
-Co
ja mam teraz zrobić, Andreas? -spytała zrezygnowanym tonem, czując
jak chwilowe lepsze samopoczucie
gwałtownie się ulatnia i ponownie ogarnia ją uczucie beznadziei.
Nawet
jeśli zaskoczyła go tym, że zwróciła się do niego po imieniu to
nie dał tego po sobie poznać.
Nawet
jeśli wiedział, co miała na myśli i jakiej oczekiwała odpowiedzi
to zignorował to.
Usłyszała
ciche trzaśnięcie, a potem przed jej oczami pojawiła się ręka
Wellingera, trzymająca zapalonego już papierosa.
-Zapalić
– odpowiedział z przekonaniem, a na jego twarzy choć raz nie
kwitł ten głupi, doprowadzający ją zawsze
do szału uśmieszek.
Przyjęła
jego radę z wdzięcznością.
Wzięła
ją sobie do serca i wypaliła całą paczkę, aż do końca, chociaż
świetnie wiedziała, że to ani trochę nie rozwiąże jej
problemów.
Ale
miała to gdzieś.
W
końcu, po upływie dobrych dwóch godzin, gdy temperatura powietrza
znacznie się obniżyła i zaczął wiać porywisty, przeszywający
do szpiku wiatr, Wellinger namówił ją do powrotu do mieszkania.
Po
schodach schodziła powoli, bez przekonania. Wcale nie chciała tam
wracać. Nie chciała stawać twarzą w twarz z Karlem.
A
już tym bardziej z Millie. Miała ochotę rozszarpać ją gołymi
rękami.
-Suka
– mruknęła pod nosem, ale idący za nią Wellinger usłyszał.
-Uwielbiasz
rozmawiać sama ze sobą, co? -rzucił kpiąco. Izzy zatrzymała się
przed drzwiami mieszkania, obrzuciła chłopaka pobłażliwym
spojrzeniem i odpowiedziała:
-Tak,
miło dla odmiany pogadać z kimś na poziomie.
Pokręcił
głową z lekkim rozbawieniem, a ona otworzyła drzwi i weszli do
środka.
Miała
ochotę jedynie położyć się i spać jak najdłużej … dlatego
też położyła dłoń na klamce drzwi prowadzących
do swojego i Karla pokoju i uchyliła je. Światło, zapalone w
korytarzu oświetliło wnętrze pomieszczenia, a wówczas Izzy
wycofała się z niego tak gwałtownie, że wpadła na wciąż
jeszcze stojącego w korytarzu
Wellingera.
-Co
jest? -spytał, marszcząc brwi, gdy spojrzała na niego z lekką
rozpaczą wymalowaną na twarzy. W odpowiedzi Izzy westchnęła.
Zrozumiał – Śpią tam razem?
Pokiwała
głową, po czym westchnąwszy ponownie, tym bardziej o wiele ciężej
ruszyła w kierunku kuchni, by następnie przejść do salonu i tam
położyć się spać na kanapie.
Była
już w połowie korytarza, gdy zatrzymał ją jego głos.
-Iz.
Odwróciła
się powoli w jego stronę i zmierzyła go pytającym spojrzeniem.
Miał lekko zaciśnięte wargi i ogólnie sprawiał wrażenie, jakby
walczył sam ze sobą. W końcu westchnął cicho i mruknął:
-Idź
do mojego pokoju. Ja się prześpię na kanapie.
Po
tych słowach wyminął ją i zniknął jej z oczu, zostawiając ją
w stanie krańcowego osłupienia.
Następnego
dnia Izzy obudziła się bardzo wcześnie i bardzo gwałtownie.
Rozcierając
zaspane powieki, podniosła się do pozycji siedzącej, a potem
obrzuciła zaskoczonym spojrzeniem
pomieszczenie, w którym się znajdowała.
Wszystko
było jakieś inne. Wyglądało i pachniało inaczej … Jej wzrok
padł na stos książek, okupujący biurko, który jednak nie
wyglądał niechlujnie, jak u niej, tylko był bardzo równy.
I
w ogóle panował tutaj niezaburzony porządek, jakiego ona nigdy nie
zdołałaby uzyskać.
Nie
była w swoim pokoju.
Tylko
w pokoju Wellingera.
Potrzebowała
dosłownie paru sekund, by zrozumieć, dlaczego spędziła tutaj noc,
a wtedy wszystko wróciło; paczka z kokainą, triumf na twarzy
Millie, odwrócenie się od niej Karla … Zakuło ją serce. Aż do
tej chwili mogła mieć nadzieję, że to wszystko było tylko
koszmarnym snem.
Teraz
już dobrze wiedziała, że nic z tych rzeczy.
Z
ciężkim sercem wstała, po czym wyszła z pokoju i przeszła do
kuchni. Jeśli ona spała w łóżku Wellingera, to on sam musiał
spędzić noc na twardej, niewygodnej kanapie. I rzeczywiście był
tam. Oparła się łokciami o blat kuchenny, przechyliła się przez
niego i ujrzała Andreasa, śpiącego na brzuchu, z ręką pod głową
i rozrzuconą wokół pościelą. Prawie się uśmiechnęła na ten
widok … prawie, bo to przecież nie było ani trochę zabawne.
Nigdy
by nie przypuszczała, że dojdzie do takiego punktu w swoim życiu,
gdy Karl ją znienawidzi, a Wellinger będzie jedyną rozumiejącą
ją osobą, która w dodatku próbuje jej pomóc.
Potrząsnęła
lekko głową, wciąż nie dowierzając temu wszystkiemu i
postanowiła zrobić sobie kawę.
Kawa
zawsze pomagała. Oczywiście, nie w takim stopniu jak papierosy, ale
jednak.
Nastawiła
wodę i wyciągnęła dwa kubki. Mogła przecież zaparzyć też kawę
Wellingerowi, w końcu odstąpił jej łóżko i był miły …
No
proszę, jak chciał to potrafił. Rzuciła mu krótkie spojrzenie
przez ramię, akurat w chwili, w której przewrócił się na plecy i
przetarł twarz dłonią.
Budził
się długo, w końcu jednak podniósł się do pozycji siedzącej i
przeczesał palcami zmierzwione włosy, jeszcze
bardziej je czochrając. Izzy zdjęła czajnik z gazu i zalała obie
kawy, a potem przeszła z nimi do salonu.
-Zrobiłam
Ci kawę – mruknęła, bez powitania, siadając obok niego na
kanapie i podając mu parujący kubek - Czarną i mocną, taką jaką
lubisz.
Wellinger
spojrzał z lekkim zaskoczeniem na kubek, który podetknęła mu
dziewczyna, a potem na nią.
-Nie
pijam kawy. Nie cierpię jej.
Izzy
nawet nie mrugnęła. Podetknęła mu kubek prawie że pod nos i
odparła spokojnie:
-Oczywiście,
że cierpisz.
Uniósł
brew, teraz patrząc na nią już z wyraźnym zdumieniem.
-Nie,
nigdy jej nie znosiłem – oświadczył stanowczo.
Wtedy
Iz straciła cały spokój i cierpliwość. Kiedy dźgnęła go mocno
kubkiem w ramię, czarna ciecz zachybotała, obijając się o
ścianki, a on aż podskoczył, gdy poczuł, że parę kropelek
gorącej kawy ląduje na jego udzie. Przetarł materiał spodni w
chwili, w której ona warknęła:
-Nie
wkurwiaj mnie, Wellinger, tylko bierz tą pieprzoną kawę.
Tym
razem już nie protestował, tylko od razu wziął kubek. Objął go
dłońmi i wciągnął wraz z powietrzem wspaniały aromat świeżo
zaparzonej kawy.
A
potem poczuł na sobie natarczywe spojrzenie siedzącej obok
dziewczyny.
Westchnął
i wywrócił oczami, po czym uniósł kubek do ust, podmuchał chwilę
i ostrożnie upił mały łyk.
Przełknął,
z trudem powstrzymując się przed wypluciem.
-Fuj
– jęknął, prostując się i odkładając szybko kubek na stół
– Obleśna.
Spojrzał
na Izzy i ujrzał na jej twarzy lekki uśmieszek.
-Ależ
skąd – mruknęła, unosząc do ust swój własny kubek i też
biorąc łyk. Tyle, że znacznie większy, no i ona, w
przeciwieństwie do niego, wcale się nie skrzywiła, tylko
westchnęła cicho z wyraźną rozkoszą, po czym dodała: - Bardzo
Ci smakuje.
To
była kolejna absurdalna wymiana zdań z tą dziewczyną, ale nie
chciał się kłócić. Wywrócił więc jedynie oczami i wymruczał:
-Taa.
Dzięki, Geiger.
Uśmiechnęła
się tylko, zadowolona, że postawiła na swoim, a wtedy rozległ się
dźwięk otwieranych drzwi.
Parę
sekund później w kuchni pojawił się Karl.
Na
jego widok Izzy cała zesztywniała i zacisnęła mocno dłonie w
pięści. Karl szybko odwrócił od niej wzrok, po
czym schylił się, by otworzyć lodówkę i wyciągnąć z niej
butelkę wody. Gdy to robił, oboje, zarówno Izzy, jak i Wellinger,
wpatrywali się w jego plecy, z tą samą morderczą iskrą w oku.
W
końcu, nie potrafiąc już dłużej tego znieść, dziewczyna
podniosła się z kanapy, przeszła do kuchni, wyminęła Karla i
ruszyła w stronę drzwi wyjściowych.
Założyła
już buty i właśnie obwiązywała szyję szalikiem, gdy uświadomiła
sobie, że Karl stoi w drzwiach kuchni, z butelką wody w ręku i
ironicznym, zupełnie do niego nie pasującym uśmieszkiem na twarzy.
A
potem nim zdążyła cokolwiek zrobić czy powiedzieć, zapytał z
kpiną:
-Idziesz
zapalić czy wciągnąć?
To
pytanie uderzyło ją prosto w serce.
Zadało
więcej bólu niż jakiekolwiek żale czy pretensje, którymi mógłby
ją obciążyć.
I
sprawiło, że coś w niej pękło. Narosły w niej bezsilność i
rozpacz, które znalazły ujście w gniewie. Obdarzyła brata jednym,
płomiennym spojrzeniem, po czym rzuciła lodowatym tonem:
-Wiesz
co Ci powiem, Karl? Pierdol się. Najlepiej z tą swoją
czerwonowłosą wywłoką.
Nie
czekała na jego odpowiedź.
Wyszła
z impetem z mieszkania.
I
nie omieszkała trzasnąć drzwiami.
agh, wciąż jestem zła jak trzy dupy, głupi konkurs, biedny Krzysio.
no, ale jutro będzie lepiej, Karl przypomni sobie, że umie skakać nie tylko w mixach, a Welli, że w skokach trzeba lądować jednak troszkę inaczej.
A ja muszę sobie przypomnieć,że miało tu nie być wątku miłosnego.
Wiecie jak ja to spieprzyłam?
Narozrabiałam i to okropnie. Teraz tylko trzeba to wszystko naprawić, eh.
O zaległościach u Was już nie wspominam. Ja po prostu już nawet nie wchodzę na bloggera ... ale obiecuję, obiecuję, kochane, że przez Święta to już na pewno wszystko nadrobię.
Ściskam <3
Ja uwielbiam ten rozdział, bo on jest początkiem tej cudownej serii, dającej mi nadzieję.
OdpowiedzUsuńNadzieja matką głupich, nie?
W każdym razie, przeczytanie tego rozdziału po raz nie wiem który, sprawiło, że znowu wściekłam się na Karla i to jeszcze bardziej niż po dzisiejszym konkursie.
I nie czepiaj się tego lądowania, mówiłam Ci już. To była mała skocznia, jutro wracamy na dużą i w związku z tym będzie dużo radości.
No bo Miętusek będzie i w ogóle. I Rysiu, jak ja za nim tęskniłam.
I w ogóle Gregor okropnie wygląda w żółtym, naszemu Krzysiowi o wiele bardziej pasuje.
Nie no, dzisiaj to już nie epos, to poemat dygresyjny.
Do meritum.
Ta akcja z kawą jest taka totalnie aww, zwłaszcza, że wykorzystałaś ją później w szczytnym celu.
Jej, Tai mi się przypomniał.
I w ogóle to ten Welli jest taki cudowny i ja totalnie świruję na jego punkcie w tym opowiadaniu.
No i Izzy, moja najukochańsza.
No i kurde, nie mogę tego za cholerę normalnie skomentować, więc się zamykam.
I naprawdę ten dzień zrobił się lepszy odkąd wróciłaś.
Moja kochana <33
Rozdział bardzo mi się podoba. Jak i cały blog, trafiłam na niego nie dawno i przeczytałam wszystkie rozdziały i się zakochałam ;))
OdpowiedzUsuńCo do rozdziału to,uważam że Karl wierząc Milli zrobił głupio. Uwierzyć jakieś obcej dziewczynie a nie uwierzyć własnej siostrze głupota. Fajnie, że Andreas jako jedyny okazał wsparcie Izzy. Po cichu liczę, że Izz będzie z Wellim. Bardzo bym tego chciała <3
Pozdrawiam i życzę weny !!!
Czerwonowłosa wywłoka... Cieszę się, że Iz podziela moje zdanie na temat Millie! :D
OdpowiedzUsuńMillie, Millie... czy tylko mi się wydaje, że to imię nie pasuje do takiej suki jak ona? Jakieś takie zbyt delikatne.
A Karl?
Nie poznaję go! To nie jest Karl, to pewnie jakiś jego klon, który się pod niego podszywa, nie wierzę, że to on.
Zapomniałaś, że miało nie być wątku miłosnego? Nie mam nic przeciwko temu i nie mam zamiaru Ci o tym przypominać kiedy się tu gdzieś przypadkiem zagalopujesz :)
A jeśli chodzi o lądowanie Wellingera, to ja się tam nawet ucieszyłam, chyba nie muszę tłumaczyć dlaczego? :) Ostatecznie nie stracił tak dużo, a moja patriotyczna dusza miała mały powód do radości :D Choć Gregor znów wszystko przyćmił, ech. Czy on naprawdę nie mógłby trochę przystopować? :( Lubię go (czuję się do tego zmuszona ;p), ale skoki są nudne kiedy w każdym konkursie muszę podziwiać jego triumf... a poza tym to on faktycznie nie wygląda najkorzystniej w żółtym :D
Ajajaj, nie mogę się tu dłużej rozpisywać, muszę iść wspierać Real Madryt. Biedactwa, zawsze ich olewam jak zaczynają się skoki...
Co ty gadasz. Świetny rozdział. Przeczytałam go, aż dwa razy. :) Biedna Iz, dobrze, że jest chociaż Wellinger. Uwielbiam te inteligentne wymiany zdań między nimi :D Co do Millie to suka, każdy widzi. Oby Karl się obudził. Opowiadanie super. Trzymaj się cieplutko! ;)
OdpowiedzUsuńOna mi cholera od początku nie pasowała do Karla, ona mi w ogóle od początku nie pasowała.
OdpowiedzUsuńRozdział rzecz jasna świetny! Ale czemu do cholery Karl uwierzył, że Izzy bierze?! Ja rozumiem, że zakochany, ale własnej siostrze?! No dobrze, że przynajmniej ma Andiego :)
OdpowiedzUsuńA mówiąc o Andim to tak blisko miał podium... Ale Gregor 52 zwycięstwo- wrr. No i Karl mógł się trochę wysilić.
Napisałam do ciebie maila, ale chyba nie doszedł... Pozdrawiam i więcej wiary w samą siebie :D
No więc tak Skarbie<3
OdpowiedzUsuńMuszę zacząć od tego cytatu: 'A ja muszę sobie przypomnieć,że miało tu nie być wątku miłosnego.
Wiecie jak ja to spieprzyłam?
Narozrabiałam i to okropnie'...
Czy ja dobrze zrozumiałam czy też mnie wzrok myli?
Wiedz , że właśnie poprawiłaś o 100 stopni mój cholerny, grobowy humorek.
Bo ja wiem... To opowiadanie ma mówić o skomplikowanych relacjach międzyludzkich...
O problemach, o głęboko zakorzenionej psychologii ...
No ale... Właśnie to 'ale'<3
Wiem , że ja jestem głupia i infantylna, ale przecież dwóch idealniejszych połówek nie ma... No, nie ma...
A tobie Karl powiem, że jeśli można się gniewać na anioła, (a można) to ja właśnie tu kipię ze złości na Ciebie...
Także ty wiesz, niech Cię miłość błędnie nie zaślepia bo masz kochaną, dobrą siostrę.
Wierzę w Ciebie...
W Andiego też wierzyłam i proszę...
Rozpływam się nad nim...
A ty kochanie wierz w siebie i pisz dla nas, pisz.
Zaległości co tak, kiedyś się je nadrobi...
ALE NAJWAŻNIEJSZE, ŻE JESTEŚ<3
ściskam Cię tak mocno...:*
No to się porobiło :D Plany - jak wiemy - są po to, żeby je modyfikować. Rozdział jest tak genialny, że czytałam trzy razy :D
OdpowiedzUsuńBardzo fajny rozdział. Dopiero od dziś czytam tego bloga, ale strasznie mi się spodobał. Czekam na więcej w kwestii Iz i Andreasa <3 Niby się nie lubią ale są do siebie strasznie podobni. Mam nadzieje, że ich wątek będzie jeszcze bardziej ciekawy. Sam blog też jest zajefajny. Czekam na więcej <3 Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńCzekalam na ten rozdzial i czekalam. Wiesz ze w jakims stopniu mi sie podoba? Mowie w jakims bo to co jest opisywane ( ze Izz i Karl sa pokloceni przez ta wywloke nazywana potocznie Milli) jest dosc przykre. Zeby brat nie ufal siostrze tylko wierzyl szmacie? Tak sie kurde nie robi! A podoba mi sie bo Izz i Wellinger odnalezli wspolny jezyk. Moze nie tak ja bym chcial (love story *.*) ale jest lepiej niz bylo na poczatku. . Andi jest jej oparciem teraz. Dobrze ją rozumie. Z niecierpliwoscia czekam na nowosc i zapraszam w swieta do siebie na nowe opowiadanie ;)
OdpowiedzUsuńWeny! I powodzenia ;****
Inszaaaa
Nie wiem czy wspominałam, że jest to moje najukochańsze opowiadanie??? Zrobię to teraz, bo ten rozdział był... nie mam lepszego słowa, więc powiem, że był... zaje***ty :D Uwielbiam główną bohaterkę, co rzadko mi się zdarza, a Twój Welli jest taki... inny. Czytałam z otwartą paszczą, dosłownie połykając słowa! Kawał dobrego napięcia mi zaserwowałaś. Wątek miłosny ma tu być i koniec! Może być to trudna, dziwna miłość (inaczej się nie da) ale ma być. Oni się mają ku sobie, i to od początku, choć wtedy zapewniałaś, że nic ich nie połączy. Te rozmowy na dziwne tematy, wspólne palenie papierosów, a w końcu odstąpienie jej łóżka... awww ♥ Rób dalej, to co tworzysz, bo jest cholernie dobre i z radością reaguję na każdy nowy rozdział. Ciumaski!
OdpowiedzUsuńjejciu, kochana.
Usuńdziękuję, no, zatkało mnie z lekka.
Ale jednocześnie Ty wiesz, że ja kocham Twoje opowiadanie i nie mogę się doczekać aż dodasz kolejny rozdział, także czekam <33
Ojejku.
OdpowiedzUsuńZastanawiam się kogo pierwszego pobić..
Karla i jego debilne zachowanie?
Millie i to, że jest najgorszą suką, jaka może tylko żyć?
Czy Ciebie i fakt, że nic mi nie powiedziałaś o nowym rozdziale?!
Wrr.
Wygrywa Millie.
Chociaż jej to już nie będzie potrzebne, prawda?
Ale z tym Karlem to nie żartowałaś. Gdzie jest mój Aniołek?
Odleciał?
Nie, to niemożliwe.
Więc niech lepiej się ogarnie, bo ja tu się martwię. Zwłaszcza, że jego serduszko niedługo będzie złamane na pół.
Ech.
Mimo wszystko Cię kocham, wiesz?
Kocham Cię za wszystko i za jeszcze jedną rzecz.
Wellinger i Izzy <3
Awwwwww <3
Oni muszą być parą!
On stał się taki, taaaaaaaki kochany!
Ja wiedziałam, że za skorupą dupka musiała kryć się dobra strona tego idealnego pajaca.
Kocham go jeszcze bardziej.
Ty łobuzie, nie rób ni tego, bo za bardzo już kocham Wankusia i Fettiego. Kolejnego już nie zniosę.
Ach <3
KOCHAM CIĘ POTWORZE <33333
Nie wiem, dlaczego trafiłam tu tak późno :c Jestem głupia, bo to na prawdę świetne opowiadanie! Nadrobiłam z zapartym tchem i jestem pod mega wrażeniem! Masz ogromny talent, nie zmarnuj tego :)
OdpowiedzUsuńNie lubie pisać długich komentarzy więc powiem jedno : nie wiem kogo zabić pierwszego >.< Karla za to, że ufa jakiejś wywłoce bardziej niż swojej siostrze czy Millie za to, że wrobiła Iz w swoje gierki >.< Coś czuje, że ona da im jeszcze popalić >.<
Ale Welli... na początku dupek, a potem zdjął maskę ♥ Teraz to jedyna osoba, na której może polegać Iz i dobrze ♥ Połączysz ich razem, prawda? Będą parą? No proszę ♥
Czekam na następny, weny ! :*
PS Zapraszam też do siebie :)