Już
na klatce schodowej usłyszeli krzyki.
Izzy
pierwsza znalazła się przy drzwiach; naciskając klamkę rzuciła
Andreasowi lekko zdumione spojrzenie. Rozłożył ręce i uniósł
pytająco brwi, więc otworzyła drzwi i weszła do mieszkania.
W
tym samym momencie w jej stronę nadleciał jakiś przedmiot;
uchyliła się, wykazując nadzwyczajny refleks. Rozległ się odgłos
tłuczonego szkła i zduszone przekleństwo.
Odwróciła
się, by spojrzeć na Wellingera, a wtedy z niemałą ulgą
uświadomiła sobie, że nic mu się nie stało, że tak jak ona
wyszedł z tego cało. Z jego zszokowanego spojrzenia wyczytała
jednak, że kompletnie nie rozumie tego, co się przed chwilą
wydarzyło.
Ona
też nie rozumiała. Zdjęła buty i bez wahania wkroczyła do
swojego dawnego pokoju. Drzwi były szeroko otwarte; to przez nie
musiała wylecieć nocna lampka – bo sądząc po szklanych
odłamkach rozsypanych po podłodze, była to właśnie lampka –
zaś w jego centrum znajdowali się Karl i Millie.
-Więc
wierzysz w to co Ci powiedział ten idiota Wellinger, tak?! -
wrzasnęła czerwonowłosa. Jej twarz kipiała gniewem. Karl zdawał
się być jeszcze spokojny, jak to on.
Na
pewno to nie z jego ust wypłynęły krzyki, które usłyszeli już
na klatce.
-Nie
powiedziałem, że w to wierzę – odpowiedział cierpliwie. Izzy
widziała jednak w jego postawie jakąś ostrożność, jakby był w
ciągłej gotowości do natychmiastowej ucieczki. I raczej mu się
nie dziwiła, skoro przed chwilą Millie rzuciła w niego szklaną
lampką. - Chcę mieć tylko całkowitą pewność, że wszystko jest
w porządku z dzieckiem.
-Wiesz,
że jest! Przecież regularnie chodzę do ginekologa!
-Nie
wszystko można zobaczyć na USG.
Millie
pokręciła głową ze złością i spojrzała w bok. A wtedy
zauważyła stojących w drzwiach Izzy i Andreasa. Na jej twarzy
najpierw odmalowało się zaskoczenie, które szybko zostało
zastąpione szyderczym uśmieszkiem.
-Widzę,
że nikt Was nie nauczył, że to nieładnie podsłuchiwać –
syknęła, zwracając na nich uwagę Karla. Iz spojrzała na niego,
spojrzała mu prosto w oczy. Chciała coś z nich wyczytać, a
jednocześnie uśmiechnęła się do niego, by pokazać mu jak wiele
dla niej znaczy to, że jednak, mimo wszystko, mimo wątpliwości
zdecydował się na tą rozmowę z Millie. Nie odwrócił od razu
wzroku, pozwolił, by ten kontakt trwał przez dłuższą chwilę.
To
znów odgrodziło ich od świata. Znów byli tylko oni dwoje,
przenikający się nawzajem, niezrozumiani przez nikogo innego.
Ten
wyjątkowy moment przerwał Wellinger, gdy parsknął cicho i mruknął
pogardliwie:
-Jeśli
zależy Ci na prywatności to następnym razem nie drzyj mordy na pół
kamienicy.
Teraz
to Millie prychnęła, po czym odparowała:
-I
mówi to ten, który praktycznie co noc budzi pół kamienicy …
Andreas
już szykował się do riposty, po której posypałyby się kolejne i
ta słowna potyczka nigdy nie dobiegłaby końca. Właśnie dlatego
Izzy złapała go za ramię, a gdy na nią spojrzał, pokręciła
głową.
-Przestań
– mruknęła cicho. W jego oczach ujrzała bunt, więc westchnęła,
nachyliła się bliżej niego i dodała: - To nie ma sensu, Andreas.
Zresztą nie o to tu chodzi, prawda? Mieliśmy rozmawiać o Twoim
dziecku.
Specjalnie
podkreśliła to przedostatnie słowo.
A
on jej nie poprawił.
Chyba
po raz pierwszy w życiu.
-Przestań
pieprzyć, Millie – odezwała się, kierując na nią wzrok i
krzyżując ramiona na piersiach – Andreas przyłapał Cię z
kokainą. To nie ja biorę, tylko Ty i wszyscy o tym wiemy. I już Ci
mówiłam, że w dupie mam co z sobą zrobisz. Jak dla mnie to możesz
nawet puszczać się za towar w jakichś podejrzanych dzielnicach, co
noc z innym. Twoje życie, Twoja sprawa. Ale dopóki jesteś w ciąży,
odpowiadasz też za życie drugiej osoby. Nie zamierzam Ci pozwalać
skrzywdzić tego dziecka. Nikt tutaj Ci nie pozwala.
Nie
musiała patrzeć na Karla i Andreasa, by upewnić się w tym, co
mówi. Wiedziała, że w tej kwestii ma ich pełne poparcie.
Karl
był Karlem i najzwyczajniej w świecie chciał zbawić cały świat.
A
Andreas był sobą … ale ostatnio wystarczająco często odkrywał
przed nią tą dobrą część swojej osobowości, by dać jej
pewność, że jest po jej stronie.
No
i był ojcem tego dziecka.
Musiał
choć trochę przejmować się jego losem.
Millie
przez chwilę nic nie mówiła; jej spojrzenie prześlizgiwało się
po twarzach całej trójki. Izzy miała jednak wrażenie, że to na
nią dziewczyna patrzy najczęściej.
Z
nienawiścią.
Obietnicą
zemsty.
Nie
przejęła się tym. Millie odebrała jej wszystko, nie było już
niczego, co jeszcze mogłaby jej zrobić.
I
w końcu się poddała. Próbowała nadrobić pewnym siebie
uśmieszkiem, ale Izzy widziała, że iskierki w jej oczach zgasły.
A potem westchnęła, wywróciła ostentacyjnie oczami i mruknęła:
-Proszę
bardzo, jak Wam tak zależy, to mogę teraz zaraz iść do szpitala.
Zrobić jakieś badania, co chcecie. Możecie być pewni, że jestem
czysta, a dziecko ma się dobrze. Pasuje Wam?
Znowu
przesunęła wzrokiem po ich twarzach. Izzy ściągnęła brwi.
Ta
kapitulacja wydawała jej się bardzo podejrzana...
Nim
jednak zdążyła choćby mrugnąć, Karl skinął głową i odezwał
się:
-Tak,
mi pasuje. Pójdę z Tobą.
-Świetnie
– warknęła Millie, po czym odwróciła się na pięcie i ruszyła
w stronę drzwi. Izzy zeszła jej z drogi; Wellinger za to nawet nie
drgnął. Przepchnęła się obok niego, potrącając go mocno
ramieniem, a on nie oddał jej chyba tylko ze względu na jej stan.
Karl
wyszedł chwilę po niej. Nic nie powiedział. Już nie spojrzał na
Izzy.
Trzasnęły
drzwi wyjściowe i już ich nie było.
-Wygląda
na to, że dopięliśmy swego – zauważyła cicho Izzy, spoglądając
dość niepewnie na Andreasa. Pokiwał głową, z dziwnym namysłem i
nic nie powiedział. Stali tak przez chwilę w milczeniu, aż w końcu
otrząsnęła się.
Wtedy
też przypomniała sobie o rozbitej lampce, więc odwróciła się i
ruszyła w stronę kuchni. Z szafki wyciągnęła zmiotkę i
szufelkę, po czym wróciła do przedpokoju.
Andreas
stał tam, opierając się o ścianę, wciąż z lekko zmarszczonym
czołem. Otrząsnął się dopiero, gdy Izzy podeszła bliżej drzwi,
przykucnęła i wykonała pierwszy ruch zmiotką, zgarniając parę
kawałków szkła na szufelkę.
Wtedy
też zbliżył się do niej i zdecydowanym ruchem wyrwał jej
szufelkę z ręki.
-Co
robisz? - obruszyła się, obrzucając go oburzonym spojrzeniem.
Uśmiechnął się lekko kpiąco.
-Dopiero
co zszyli Ci rękę, wolałbym więc, żebyś trzymała się z dala
od szkła i innych ostrych rzeczy, przynajmniej na razie.
Chciała
zaprotestować, ale już wziął jej zmiotkę, a potem przykucnął
obok niej i zabrał się za zbieranie kawałków rozbitej lampy.
Patrzyła na niego przez chwilę, bez słowa, w końcu westchnęła
cicho i pokręciła głową.
-Nie
jestem sierotą.
Powiedziała
to bez namysłu, bardziej do siebie niż do niego, bo to chyba
właśnie samą siebie chciała przekonać, że taka jest prawda.
Andreas
pokręcił głową z rozbawieniem.
-Wystarczy
,,dziękuję” - mruknął, zgarniając ostatnie odłamki szkła i
rozglądając się uważnie, czy na pewno niczego nie pominął. Gdy
już upewnił się, że teren czysty, podniósł się do pozycji
stojącej i odwrócił w jej stronę.
Wtedy
też natrafił na jej spojrzenie. Uniosła lekko kąciki warg i
rzuciła cicho:
-Dziękuję.
A
on, mimo iż wiedział, że przecież nie zrobił dla niej nic
wielkiego, też się uśmiechnął i poczuł dziwną lekkość na
sercu.
Wyrzucając
potłuczone szkło do kosza, w kuchni pomyślał, że Millie może i
była suką, może i skłóciła z sobą Karla i Izzy, może i
namieszała im w życiu i przysporzyła mnóstwa problemów.
Ale
jednocześnie był jej wdzięczny, bo chyba, nieświadomie i
przypadkiem, zrobiła też wiele dobrego.
Bardzo
wiele dobrego.
Izzy
westchnęła ciężko, gdy już pozbierała z całego mieszkania
potrzebne jej książki i notatki i rozsiadła się z tym wszystkim
na łóżku w pokoju Wellingera. Tam od razu otworzyła pierwszą z
książek i zabrała się do nauki.
Studia
naprawdę dawały jej w kość. Trwały dopiero dwa miesiące, a ona
już czuła się obciążona. Jednak przysięgła sobie, że je
ukończy.
Że
i na tym polu nie poniesie porażki.
Zmieniła
pozycję z siedzącej na leżącą, kładąc się wygodnie na
brzuchu. Książkę oparła o poduszkę i przesuwała oczami po jej
stronach, starając się zapamiętać jak najwięcej z czytanego
tekstu. Już za dwa dni miała egzamin, a ostatnimi czasy jej głowę
zaprzątało wszystko z wyjątkiem nauki.
Teraz
też nie było inaczej.
Próbowała
się skupić, jednak wszelkie resztki koncentracji jakie udało jej
się osiągnąć szybko uciekały. Myślała o Karlu, myślała o
Millie, o tym dziecku, o badaniach, o tym co się wkrótce okaże.
Myślała
o Wellingerze.
Westchnęła
ponownie, gdy uświadomiła sobie, że znowu nie wie o czym czyta i
szybko wróciła oczami na samą górę strony, zaczynając od nowa.
I właśnie udało jej się na chwilę odzyskać koncentrację i
skupić myśli na tym, na czym powinny być skupione, gdy rozległ
się dzwonek jej telefonu.
Izzy
zmarszczyła brwi. Komórka leżała na biurku, więc przekręciła
się i wstała z łóżka, a potem podeszła bliżej, złapała za
telefon i odebrała, bez patrzenia na ekran.
-Tak?
-Izzy?
- to był Karl. I odezwał się bezpośrednio do niej, sam z siebie,
chyba po raz pierwszy od paru tygodni. Serce jej mocniej zabiło.
Odchrząknęła, by opanować wzruszenie, które ją ogarnęło i
odpowiedziała:
-Co
jest?
-Lekarze
zrobili Millie badanie krwi. Nie miała żadnych narkotyków. Ale
dziecko …
Karl
urwał, a w jego głosie zabrzmiała jakaś niepokojąca nuta. Serce
Iz na moment zamarło, by po chwili zacząć walić jak oszalałe.
-Co?
- spytała, zaciskając mocno palce na telefonie i oczekując
odpowiedzi brata.
-Nie
jest z nim dobrze, Iz. Lekarze chcą, żeby Millie została w
szpitalu, najlepiej już do rozwiązania.
Mówił
tak, jakby powstrzymywał się od płaczu, a Izzy znała go na tyle
dobrze, by domyślić się, że jest nawet gorzej niż by wynikało z
jego słów. Powoli przesunęła się w stronę łóżka i opadła na
nie, odciążając miękkie z nerwów nogi.
Chwilę
trwało, nim w miarę się pozbierała, a wtedy odezwała się:
-Karl?
-Tak?
-Będzie
dobrze, prawda? - zdawała sobie sprawę, że to pytanie świadczy o
jej naiwności, ale musiała je zadać. Karl był osobą, która już
tyle razy zapewniała ją, że wszystko się jakoś ułoży, a jego
słowa miały tak ogromną moc, że Izzy wystarczyło tylko krótkie
,,tak” z jego strony, by całkowicie się uspokoić.
Jednak,
tym razem, nie doczekała się uspokojenia.
-Nie
wiem, Iz – mruknął tylko, po czym rozłączył się.
Jeszcze
długo potem siedziała, wpatrując się tępo w ścianę.
Jedno
wiedziała na pewno.
Nie
ma mowy, żeby dzisiaj dała radę czegokolwiek się nauczyć.
Święta
nadchodziły wielkimi krokami, sezon skoków trwał w najlepsze,
Millie cały czas leżała w szpitalu, a Izzy miała wrażenie, że
żyje jedynie poniedziałkami, bo to właśnie wtedy Karl i Andreas
wracali z zawodów, wreszcie zapełniając pustkę panującą w
mieszkaniu.
Nie
znosiła Millie i cieszyła się, że nie musi jej oglądać. Poza
tym, była spokojniejsza, gdy wiedziała, że dziecko, które
czerwonowłosa nosi jest pod opieką lekarzy i nie dzieje mu się już
żadna krzywda.
Ale
czuła się osamotniona. Wracanie do pustego mieszkania, gdzie nie
było się nawet z kim pokłócić, dawało jej mocno w kość. Tym
bardziej cieszyła się z tych zbliżających się świąt, bo
oznaczały one, że Karl i Andreas zostaną w kraju na cały długi
tydzień. Jasne, potem czekał ich Turniej Czterech Skoczni, ale o
tym na razie nie chciała myśleć.
Miała
przed sobą perspektywę cudownego tygodnia i to podnosiło ją na
duchu.
No
i liczyła na coś jeszcze.
A
mianowicie na to, że Karl, pod wpływem świątecznej atmosfery,
zakropionej chrześcijańską potrzebą wzajemnej miłości i
pojednania, wybaczy jej każdy błąd i głupotę i pozwoli, by
między nimi znowu wszystko było jak dawniej.
Potrzebowała
tego.
W
końcu Karl był najważniejszą osobą w jej życiu.
Zawsze
i na zawsze.
W
przeddzień Wigilii Monachium już całe tonęło w śniegu, a niskie
temperatury tu panujące były rekordowymi w całych Niemczech.
Nie
powstrzymało ich to jednak przed wstaniem punkt piąta i wyjściem
do parku. Izzy nie przerażała perspektywa mrozu. Chyba naprawdę
się już od tego uzależniła; potrzebowała tych parunastu
przynajmniej minut truchtu albo chociażby spaceru na świeżym
powietrzu, z Wellingerem czy bez.
To
ją uspokajało. Sprawiało, że reszta dnia malowała się w
znacznie bardziej kolorowych barwach.
Jednak
tym razem, za sprawą Wellingera, który dzień wcześniej wraz z
Karlem wrócił z zawodów w Engelbergu, Izzy towarzyszył przede
wszystkim niepokój.
Było
jakoś inaczej i ona to czuła.
Wellinger
zachowywał się dziwnie, wręcz nerwowo.
Parę
razy przyłapała go jak rzuca jej ukradkowe spojrzenie, chociaż za
każdym razem, gdy na niego popatrzyła, spoglądał już w
przeciwnym kierunku. Nie odzywał się do niej.
I
wciąż widziała, że jej się przygląda, cały czas.
W
taki sposób minęła im godzina. Wracali, nadal milcząc, a w tej
ciszy były jakieś dziwne skrępowanie i dystans.
Przeczuwała,
że coś wisi w powietrzu.
Gdyby
wcześniej udało jej się złapać choć jedno z tych ukradkowych
spojrzeń rzuconych jej przez Wellingera, ujrzałaby iskry w jego
oczach.
Zauważyłaby,
że powietrze między nimi dosłownie drży od elektrycznych
wyładowań.
I
zrozumiałaby, że one muszą w końcu zostać rozładowane.
Zatrzymali
się pod blokiem; Wellinger wyciągnął klucz z kieszeni bluzy i
otworzył drzwi, a potem przepuścił ją przodem. Przechodząc obok
niego, otarła się lekko o jego ciało.
I
poczuła się dziwnie.
Pokonanie
schodów zajęło jej parę sekund. On dołączył do niej chwilę
później. Znowu musiała zaczekać aż wyjmie kolejny klucz i
otworzy kolejne drzwi, by wpuścić ją do mieszkania.
Ale
się nie doczekała.
Sięgała
właśnie ręką ku głowie, by zdjąć z niej czapkę, gdy za tą
właśnie rękę została złapana przez Andreasa.
A
potem on, najzwyczajniej w świecie, odwrócił ją ku sobie,
przycisnął do ściany i pocałował.
To
był pocałunek kipiący namiętnością. Wywołał w niej same
skrajne uczucia; w pierwszej chwili szok i przerażenie, które
stopniowo przerodziły się w pożądanie. W tym momencie pojęła,
że Wellinger nosił się z zamiarem pocałowania jej już od
początku ich biegania, już od kiedy pojawiła się na klatce i
spojrzał na nią po raz pierwszy.
A
może nawet już od wielu, wielu dni.
Może
nawet od zawsze.
Nie
pozwoliła mu długo czekać na jakąś reakcję z jej strony.
Szarpnęła go za poły bluzy, przyciągając bliżej do siebie i
pocałowała go.
Obdarzali
się krótkimi, szybkimi pocałunkami, wyrażającymi przede
wszystkim zachłanność i łapczywe wręcz pragnienie fizycznej
bliskości. Odsunął się od niej dopiero, gdy obojgu zabrakło
tchu, a wtedy oparł czoło o jej czoło i spojrzał jej w oczy.
Jej
tęczówki były przesłonięte pożądaniem.
Widział
to już tak wiele razy.
Doświadczał
czegoś takiego już tak wiele razy.
A
jednak tym razem było inaczej.
-Drżysz
– wyszeptała, ściskając mocno materiał jego bluzy. Oddychała
prosto w jego rozchylone wargi, a na jej twarzy malował się wyraz
tępego oszołomienia.
Miała
rację. Drżał.
Kolejne
niezwykłe zjawisko.
Pokręcił
lekko głową, ale milczał, bo nawet gdyby chciał coś teraz
powiedzieć, to i tak nie dałby rady.
Puściła
go i odsunęła delikatnie od siebie. A potem wyciągnęła sobie
klucz z kieszeni jego bluzy, włożyła go do zamka i przekręciła.
Drzwi ustąpiły. Zerknęła przez ramię na Andreasa, który wciąż
stał w tym samym miejscu, patrząc na nią zagadkowo.
Chwyciła
go za rękę i pociągnęła za sobą w głąb mieszkania.
-Chodź
– szepnęła, rzucając klucz na podłogę i popychając drzwi tak,
by same się zatrzasnęły. A potem zmierzyła do jego pokoju, cały
czas ciągnąc go za rękę.
Szedł
za nią posłusznie, bez protestów. Gdy już zamknęły się za nimi
drzwi jego pokoju, gdy już zostali zupełnie sami, tylko ona i on,
gdy cała reszta świata przestała istnieć, Izzy podeszła znów
blisko niego i spojrzała mu prosto w oczy.
A
potem stało się coś niesamowitego.
I
pierwszy raz w życiu doświadczył czegoś takiego, pierwszy raz
pozwolił kobiecie przejąć inicjatywę, pierwszy raz był taki
bierny, a jednocześnie tak bardzo skupiony na drugiej osobie.
Pierwszy
raz dostrzegł w tej całej cielesności namiastkę ducha, uczucia,
może nawet miłości...
Pierwszy
raz pomyślał, że mógłby tak każdej nocy. Tylko z tą jedną
kobietą.
I
nie potrzebowałby żadnej innej.
-Wiesz,
że to mi się kiedyś śniło? - odezwała się, przerywając
panującą między nimi od dłuższej chwili ciszę i sprawiając, że
Andreas na moment przestał się bawić kosmykiem jej długich
włosów. Spojrzał na nią z lekkim zaskoczeniem i spytał:
-Ale
co?
-No
… to. Miałam sen, z Tobą w roli głównej – umilkła na chwilę,
po czym uśmiechnęła się pod nosem i dodała: - Erotyczny sen.
Tak
jak się spodziewała, lekkie zaskoczenie przerodziło się w szok.
Andreas aż podniósł się na łokciu i spojrzał na nią z góry.
Był
wyraźnie oszołomiony.
-Miałaś
sen, w którym poszliśmy razem do łóżka? - powtórzył
niedowierzająco, a ona nie zdołała nad sobą zapanować i zaśmiała
się krótko.
-Do
niczego nie doszło. Na szczęście obudziłam się we właściwym
momencie.
Powoli
na jego twarzy też pojawił się uśmiech. Pokręcił głową i
położył się znów obok niej.
-Zawsze
wiedziałem, że skrycie mnie pragniesz – stwierdził z pełnym
przekonaniem. Zaśmiała się kolejny raz.
-Chciałbyś,
co? - mruknęła, po czym przekręciła się na bok i oparła głowę
o jego pierś. Objął ją ramieniem, wtulając twarz w jej włosy.
-Już
nie muszę tylko chcieć...
Nie
wiedziała jak ma to rozumieć.
Nie
chciała nawet za bardzo myśleć o tym co się stało, bo mogłaby
dojść do jakichś niepożądanych wniosków.
Bała
się.
Wszystkiego,
ale najbardziej samego strachu. Bo to on ją blokował, zawsze.
Więc
teraz chciała po prostu zachować spokój i wyłączyć myślenie.
I
chyba jej się udało.
Dobra, najwyżej.
Z taką małą bombą, i nie pytajcie mnie co robię, nie mam pojęcia.
I naprawdę nie wiem jakim cudem wyszedł taki długi.
I mam cholerną nadzieję, że jednak będzie konkurs w Innsbrucku, bo jak nie to Sylwia będzie płakać. Bardzo bardzo.
No dobra, wiecie, że Was kocham.
Ale następny rozdział jest nietknięty i nie wiem kiedy się pojawi ... może jakoś to będzie ;)
O jejuu.. no nareszcie zeswatałaś Iz i Andreasa! <333 Tacy słodcy są, że nie wiem, no! :D Aż nie mogę się przestać uśmiechać ^^ Hyhy..
OdpowiedzUsuńNo, ale przechodząc do bardziej smutnych spraw, ciąża Milie. Choć w głębi serca jej nienawidzę, to tym razem się martwię. Lecz chyba bardziej o dziecko, które w sobie nosi.. Mam nadzieję, że nic się nie stało poważnego, przeleży w szpitalu do rozwiązania, bez problemów urodzi i wróci do domu, z dzieckiem :-) No, albo.. zrobisz tak, że nie będzie kolorowo, hmm?
Nie mogę się doczekać kolejnego i co Ty tam jeszcze wymyślisz! :]
PS. Nawet nie wiesz jak się ciesze ze szczęścia Izzy i Welliego! <3
Pzdr :3 + zapraszam do mnie;
http://moje-marzenie-na-emirates-stadium.blogspot.com/
Boże, nie mogę złapać tchu. O kurwa. Bez kitu ;) Normalnie czekałam na to tyle czasu. I nareszcie jest *.* Ale fajnie :D Normalnie do tej pory nie wierze. Zaraz chyba dostanę zawału. Ale się ciesze :D Super, super i jeszcze raz super. Masz naprawdę talent :) I sobie nie żartuje. twoje opowiadanie bardzo mnie wciągnęło. A tak wogóle to dziś w szkole dostałam 5 z wf bo interesuje się skokami. Pan tam się tak pytał, jaki teraz turniej jest, to ja jak zaczełam nadawać o skoczkach i wogóle to mi 5 postawił. Pozdrawiam i czekam z niecierpliwością na dalszy ciag wydarzeń ;)
OdpowiedzUsuńPRZEPRASZAM, WYSZŁAM Z SIEBIE. ZARAZ WRACAM.
OdpowiedzUsuńJesteś sprawczynią tysiąca głośnych pisków i tego, że machałam dłońmi jak głupia przed monitorem :D Darłam się niczym Szaranowicz przy rekordzie skoczni, gdy on ją przycisnął do ściany. Boziu, co za rozdział! Jak on ją pocałował to aż mi w pięty poszło! Te ukradkowe spojrzenia i wzięcie się za dzieło - no normalnie cuda się zdarzają :) Zawsze kochałam Twojego Wellingera, ale dzisiaj to już mogę mu pomnik wystawić - oficjalnie nadaję mu tytuł blogowego króla głównych bohaterów, najlepszego Romea i w ogóle dostanie nagrodę za całokształt. Tym rozdziałem mnie pokonałaś, opadłam z wrażenia na poduszki i chyba szybko nie wstanę.
UsuńChwilowo nie na temat podniet - mam nadzieję, że dziecko Millie jednak urodzi się zdrowe, no chyba, że wymyślisz coś innego. Ten tekst Andreasa o tym, żeby nie darła mordy na pół kamienicy... Śmiałam się jak głupia. Kocham to opowiadanie, Ciebie, za to że je tworzysz i mam nadzieję, że będzie trwało jak najdłużej. AMEN!
Hahaha.
UsuńAle zaznaczam, to jeszcze nic nie znaczy, a w świetle tego nowego wątku - może tak za bardzo się nie przywiązuj do mojego Wellingera... tak tylko mówię ;)
dziękuję Ci bardzo :*
Ooooooooooooooooo! Ja tu czekałam chociażby na króciutki pocałunek, a oni od razu poszli na całość :D Jestem okropna, bo chyba w pierwszej kolejności powinnam się przejąć Millie. Nie znoszę tej wywłoki, ale o dzieciaczka się martwię. Wiem, że to nieładnie tak bezpodstawnie osądzać, ale jestem niemal pewna, że to jest jej wina. Mam nadzieję, że nic mu nie będzie (chociaż znając Ciebie...) i że urodzi się zdrowe, z oczkami tatusia :)
OdpowiedzUsuńAle poza tym to... ach, ja nawet nie wiem co mam powiedzieć! Lepiej zamilknę, ale wiedz, że ta końcówka była cudowna :*
Nie jesteś okropna ^^
UsuńNie martw się o dziecko, bo ono akurat najmniej ucierpi ...
Dobra, Sylwia, morda w kubeł.
Dziękuję Ci bardzo i czekam na nowości u Ciebie!! <3
Świetne opowiadanie, trafiłam tu przypadkiem ale na pewno tu zostanę. Tak pięknie to opisałaś, po prostu chylę czoło. Mam nadzieję, że teraz już wszystko ładnie się ułoży i będzie happy end (bo będzie???). Andi i Izzy w łóżku, no cóż tego się nie spodziewałam. No dobra, spodziewałam się, ale nie tak szybko. Zastanawia mnie fakt, że u Millie nie wykryli narkotyków. Czyżby wzięła sobie słowa Izzy do serca? W każdym bądź razie czekam na kolejny rozdział.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i zapraszam do siebie [done-with-the-wind.blogspot.com]
O MÓJ BOŻE . To jedna z najpiękniejszych rzeczy jaka mogła mi się przydarzyć w Nowy Rok. W duchu liczyłam, że dojdzie pomiędzy Iz a Wellim do jakiegoś pocałunku, ale nie liczyłam na aż takiego, ale się cieszę jak głupia i mam nadzieję, że oni będą ze sobą i pomiędzy nimi będzie słodko, kolorowo i uroczo. Co do Milli to (uwaga będę wredna) wcale nie jest mi przykro z jej powodu, ale z powodu dziecka jest i to bardzo mam nadzieję, że nic mu nie będzie. Po cichu liczę, że to dziecko nie jest jednak Andreasa. Życzę Ci dużo weny i mam nadzieję, że pomiędzy Iz i Wellim wszystko będzie tak jak jest.
OdpowiedzUsuńZapomniałaby o najważniejszym to jak opisałaś co się wydarzyło pomiędzy tą dwójką po prostu cudo. Nigdy nie czytałam tak świetnie napisanego bloga. Jesteś GENIALNA.
Cieszę się, że mogłam sprawić Ci przyjemność :D
UsuńAle na słodko, kolorowo i uroczo, proszę nie liczyć, to nie ten adres ^^
No i po prostu Ci dziękuję za wszystkie ciepłe słowa.
Trzymaj się ;*
O jaaaa :D Ale rozdział! Nie sądziłam, że to się tak szybko wydarzy ;) Oby Iz tylko teraz niczego nie wymyśliła. Dobrze, że Milie w końcu.poszła do lekarza. Oby jej dzieciaczek.był zdrowy. Dzieci nie powinny cierpieć przez głupotę rodziców... Czekam z niecierpliwością na kolejną część. Pozdrawiam! :*
OdpowiedzUsuńJaki suprise! Nie pomyslałabym, że wylądują w łóżku, baaaaa! Że się pocałują!
OdpowiedzUsuńChyba w Engelbergu musiał gadać z Karlem, tak coś przeczuwam!
Mam nadzieję, że to nie koniec Love story <3 ma być tak słodziutko!
I szkoda, że u Millie nie wykryli narkotyków. Może Karl by jakoś otrzeźwiał i myślał logicznie, że ta ruda to go w trąbę robi.
Pfff
Czekam na nowość <3
Moja Sylwunia kochana. Moja! <33
OdpowiedzUsuńTy, złotko doskonale przecież wiesz, jak ja zareagowałam, gdy przeczytałam tą scenę po raz pierwszy... gdy się po prostu w niej zakochałam, a później przekręcałam do góry nogami archiwum gg, gdzie miałam ją zapisaną, by odczytać ją od nowa.
I aż śmiać mi się chce. Cóż.. Izz.. Twoje sny wygrywają :D Erotyczne sny :D Pamiętam jak tam kiedyś z łóżka mało nie spadłam, a później się okazało, że co? No, właśnie to, że ma dziewczyna wyobraźnię ^^ Ale ja ich kocham ^^ Pieszczoszka kocham <3
I to jedno jedyne słowo, które mówiło na pewien sposób wszystko.
"Drżysz".
Toć to piękne, cholero jedna było! Nie wspominałam o tym pięknie chyba powyżej, nie? No właśnie :D To teraz wspominam ^^
I w ogóle...
Ale przecież ta ukochana przeze mnie scena jeszcze przed nami gdzieś tam odległej przyszłości.....
Aj, za dużo miłości ja Ci okazuję, za dużo - ewidentnie XD
Hahha, przypomniało mi się, jak obiecałam Ci, że za coś Cię skrytykuję... hmm..pomyślmy. Asz, no tak.
Za mało szczegółów ^^
Ale przecież to wiesz :D
I co by tu jeszcze....
Zbita lampka. Toć to komicznie wyglądać musiało. Oni wchodzą do mieszkania, a tu jeb! Nowy statek powietrzny o nazwie "Latająca Lampka" atakuje :D
Szkoda tylko, że niezbyt lądowanie temu statkowi nie wyszło, bo się rozbił XD
Właśnie!
Pieszczoszek ze zmiotką i szufelką.... Nie no. Mąż idealny, a na dodatek sprzątający. *.*
Ja go zabieram! o tym już mówiłam, ale zabieram go i koniec! Mój Ci on jest! Mój! <3
Taki tam szpan "na Krzyżaka" XD
A tej ... wrrr... niedorajdy popieprzonej to mi w ogóle szkoda nie jest. I już. Ot co ^^ Niech ją zwykłą poduszką chociażby w tym szpitalu uduszą, niech jej końca dojdą, oczywiście dzidziusia trzeba najpierw urodzić, ale później ^^ ah, no tak, przypomniało mi się coś XD
Ja to może już te głupoty chyba bym zakończyła....
I czekam, słonko. Czekam, czekam, czekam, czekam i wierzę przecież w Ciebie, bo przecież jesteś wielka i genialna i w ogóle naj! :*
Kocham Cię <3
Buziaki! :*
Próbuję zebrać myśli,a le mi to nie wychodzi, BO WELLINGER.
OdpowiedzUsuńOjej.
Najpierw, kiedy biegali sobie po parku, ściskałam kciuki, by COŚ się między nimi wydarzyło. A potem, kiedy Andi pocałował Izzy, zaczęłam szczerzyć się do monitora, machać rękami na wszystkie strony i półgłosem krzyczeć: "yes! yes! yes!". Dawno nie miałam takich emocji przy czytaniu!
To naprawdę genialny rozdział. Każde słowo! Mistzrostwo. I Laptoś zaraz mi się rozładuję, to smutne.
Boże Święty, jak ja chcę takiego faceta jak Wellinger. No moooże niekoniecznie jak Welli z początku, ale taki jak z tego rozdziału, awww <3 brałby ;33
Aż pościskam za niego kciuki w Innsbrucku. Zasłużył chłop w końcu, co nie? :D
Teraz, byle tylko z dzieckiem i Karlem było wszystko w porzadku!
Bo Millie jakoś szczególnie na wszystko w porządku nie zasługuje xd
tyleee miłoości! <3
I, o Boże, tak bardzo kocham to opowiadanie! <333
OdpowiedzUsuńNo i mój komentarz poszedł się...
OdpowiedzUsuńŚwietny początek, zapowiada się cudooowny dzień.
Może do Twojego powrotu mi przejdzie.
I przepraszam, ale nie mam siły pisać tego wszystkiego od nowa. Wybaczysz?
Ten rozdział jest taki, że po prostu... awww <3
OdpowiedzUsuńNajpierw ta latająca lampka i kłótnia Millie i Karla.
" Więc wierzysz w to co Ci powiedział ten idiota Wellinger, tak?!"- Oj Millie, Millie, Millie... Gdzie Andi jest idiotą? Przecież to dobry chłopak. A w ogóle to ani trochę się o nią nie martwię. Tylko dziecka szkoda, ale mam nadzieję, że z nim będzie dobrze.
Fajnie, że Karl znowu zauważa Izzy. Wiedziałam, że nie może zapomnieć o swojej małej siostrzyczce. I świetnie opisałaś to jak Iz martwi się o dziecko czerwonowłosej. Aż się wzruszyłam.
"Nie jestem sierotą"
-Wystarczy ,,dziękuję”.
- Dziękuje.
O rany to było piękne! Przecież on jest najlepszym facetem świata! Tak się o nią martwi. I Wellinger ma rację, że choć Millie narobiła wiele złego, to zrobiła też coś dobrego. A potem zadzwonił Karl... I nie powiem, że trochę się zawiodłam jak się dowiedziałam, że u niej nie znaleziono narkotyków. I było mi smutno, że Karl nie powiedział tego "tak". Bo choć nie było dobrze to Izzy na to liczyła. Ale on chyba nie traktuje już jej jak dziecko. I w sumie ma rację. Ale on się pozmieniał!
A potem bieganie... I kto by pomyślał, że z takiego, można powiedzieć, codziennego tematu zrobisz taką cudowną scenę? Jak on ją przycisnął do tej ściany- ooo! To było takie słodkie. A potem te "niesamowite zjawiska" u Andreasa. To było świetne. I te, że Iz przejęła inicjatywę. No kto by pomyślał? I potem już było słodko.
I nawet mi nie mów, że chcesz to zepsuć! Przecież on nie może jej przelecieć, zabawić się, rozkochać ją w sobie i zostawić! No nie może tak być!
No. Ale sny Izzy... Bój się dziewczyno! Kto by pomyślał, że tak to się skończy?
No i już na koniec tak jak obiecałam założyłam bloga i dowiadujesz się pierwsza xD
Oto link: http://iskra--nadziei.blogspot.com/
czuję się w obowiązku odpowiedzieć :)
UsuńNa bloga oczywiście zaraz po skokach lecę, dziękuję za info ;)
Dziękuję też za wszystkie miłe słowa, bardzo bardzo.
Ale nie martw się, Wellinger Izzy w sobie nie rozkocha, ona przecież wcale nie jest lepsza od niego ;p
A co do tych snów Iz ... no, coś tam dobrze kombinujesz,wiesz? Ale nic nie mówię ^^
Trzymaj się <3
Kobieto<3
OdpowiedzUsuńDziękuję za ten prezent na nowy rok, bo chyba inaczej tego nazwać nie można?
Wiedziałam, że się ugniesz, no bo...
Bo!
Bo chyba nikt nie może być taki okrutny żeby się nie ugiąć.
Ale tak na serio...
Spodziewałam się, że to tak pójdzie wolno wolniutko, żółwim krokiem.
No wiesz.
On ją pocałuje,
ja się ucieszę...
...A ona mu da w tą jego uroczą twarzyczkę i od początku.
Albo, że będzie jak w śnie i zatrzymamy się dokładnie w tym samym momencie.
Ale nie, awwwwwwwww<3
Ja się na serio musiałam chwilę ogarnąć zanim się zaczęłam radować wielce co oni zrobili.
Dobra, moja radość jest aż nienormalna i nieprzyzwoita.
No bo Izzy to moja faworytka ukochana, ale i moje wielkie przeciwieństwo, które umie wytłumaczyć różnym debilom w około siebie, żeby się odpieprzyli.
Ale w jednej rzeczy jestem jak ona: "Czego się boję miłości, za nic w świecie nie chcę wiedzieć jak to działa"- sorry jak przekręciłam:D
Każdy musi Iz, niestety :(
A ty robisz to akurat z KIMŚ cudownym- no chyba to wystarczy.
Oczywiście ja wiem, że ty będziesz dla nich niedobra, bo ja się owszem cieszę, że oni się nie zmienią i będą mieć swoje rogate duszyczki.
Ale ze wszelkich prób rozwalenia tego co się właśnie zaczęło już się nie ucieszę- jakkolwiek pięknie byś to uzasadniła.
Ale ty to i tak zrobisz jeszcze nie raz i będę wyć, ale może to dobrze bo to znaczy, że to opowiadanie jeszcze sobie potrwa.
A z mniej radosnych tematów, jestem okropna bo sobie siedzę i życzę Millie wszystkiego złego, choć przecież to człowiek też i w dodatku lekko nigdy nie miała.
Ale ja jej nienawidzę, jestem złym człowiekiem i przepraszam:(
Ważne tylko aby dzieciak był zdrowy, bo jeżeli Mille wyjątkowo nie kłamie to to będzie przeurocze dziecko.
Ogólnie to każde jest słodkie niewinne, ma prawo godziwie żyć i nie jego wina, że ma koszmar za biologiczną matkę...
I ufam oczywiście, że Karl poczuję tą wigilijną atmosferę i chrześcijańską potrzebę pojednania i wybaczy wszystko siostrze, bo w święta trzeba kochać nawet wrogów, a co dopiero najbliższą Ci istotę?
Bierz Karl przykład z Iz i Welliego, oni sobie akurat na wigilię już wszystko pięknie do serca wzięli.
I już żadnych fochów na siebie nie mają<3
A tak na boku, Karl się zszokował jak siedzieli razem na kanapie, więc co by zrobił jakby teraz wszedł do mieszkania ^^
Ściskam Cię skarbie i dziękuję Ci ogromnie, bo jak na mnie to ten komentarz jest chorobliwie długi.
A wiedz coś z moim móżdżkiem zrobiłaś:D
KOCHAM CIĘ<3<3<3
Jeju.
UsuńNie, to ja kocham Ciebie.
I tak strasznie Ci dziękuję, skarbie <3
Więc ponieważ Cię kocham, musze Cię uprzedzić, że pomimo tego co się stało, w relacjach Pieszczoszka i Iz niewiele się zmieni,a już na pewno nie oni sami ;)
A i ja nic nie zniszczę , ale ... oj, zdziwicie się.
Aż się cieszę na samą myśl ^^
Jeszcze raz bardzo Ci dziękuję, trzymaj się, słoneczko <3
Och, ach, ech :P Weszłam z zamiarem odezwania się po dłuuugim czasie, chciałam napisać coś fajnego i co? Chyba nie jestem w stanie. Rozdział piękny, aż odebrało mi mowę ;)
OdpowiedzUsuńNo może coś sklecę jednak? Hmmm..., a więc tak, nie zdziwi Cię jak napiszę, że Millie nie lubię? Faktycznie, głównie dzięki niej nasza dwójka się zbliżyła, no ale... Oni na tym zyskali, jasne, ale szkoda mi Karla, bo to taki fajny chłopak, do rany przyłóż. A tu dupa, zjawia się taka pannica, rozkochuje w sobie a potem daje kopa. I jeszcze psuje mu relacje z siostrą. Ja na miejscu Izzy bym nie wytrzymała, moi bracia to moi kochani chłopcy i żadna baba nie będzie się nimi bawić :P A Karl zasługuje na kogoś naprawdę wyjątkowego. Mam nadzieję, że faktycznie magia Świąt im się udzieli i bratersko-siostrzana więź gdzieś tam powoli się odbuduje ;)
A Andreas? Szczerze to zaczynając czytać to opowiadanie przedwczoraj(?) wiedziałam, że nie będzie cały czas takim zgorzkniałym dupkiem i w bardzo chciałam żeby to się zmieniło. A dzisiaj to już w ogóle mega niespodzianka, bo przychodzę do domciu wyrąbana za wszystkie czasy(nam nie dali wolnego;/), wchodzę na kompa i znajduję miód na me serce w postaci Twojego rozdziału ;) Uch, tyle się działo, i jeszcze ten sen :P Ach ta podświadomość ;D
W ogóle to muszę się przyznać do faktu, iż swoimi blogami wzbudziłaś moją sympatię do Pana Wellingera, nie żebym go nie lubiła, ale teraz podczas zawodów jego poczynania z większym hmmm... zaangażowaniem ;D
Dobra, bo ja już zaczynam pieprzyć trzy po trzy ;D Teraz mam zamiar wpadać częściej, więc czasem będę Cię męczyć moimi komentatorskimi wypocinami ;P Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy, chociaż wiem, że nie byłabyś sobą gdybyś czegoś tu nie namieszała, ale na razie cieszę się chwilą ;D
Do zobaczenia (napisania?) ;D
;*
PS. Bo nie było okazji, spełnienia marzeń w 2014! ;*
*śledzę jego poczynania ;)
UsuńŻeby nie było, mówiłam, że plotę durnoty dzisiaj ;P
Bardzo Ci dziękuję za poświęcony czas :)
UsuńNamieszam namieszam,na pewno będzie ciekawie, w każdym razie tak jest w mojej głowie, zobaczymy jak wyjdzie, gdy już odważę się to napisać ^^
A co do Welliego .. awww. To ja Ci powiem, że to jest Pieszczoszek i możesz już go kochać tak jak my wszyscy tutaj. I dmuchać mu pod narty <3
Trzymaj się i oczywiście, Tobie też życzę wszystkiego co najlepsze :)
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńJa Cię misiu przepraszam, że dopiero teraz komentuję.
OdpowiedzUsuńNo ale wiesz, że ja to cudo kocham całym sercem i zawsze czytam od razu.
W każdym razie przebrnęłam przez kupę tych cholernych zdjęć no i jestem.
No i co ja mam Ci napisać?
Gdy po raz pierwszy przeczytałam tą scenę z pocałunkiem, to wiesz jak zareagowałam.
I nadal szaleję.
Serio.
Przecież to jest takie perfekcyjne.
Aż szkoda, że potem to wszystko potoczy się, tak jak się potoczy.
Ale ja nie tracę nadzieji w tej Twojej otwartej kompozycji i ciągle wierzę, że wszystko będzie ok.
No bo w końcu będzie, zresztą już Ci wygłosiłam teorie na ten temat.
Ech, kurde, strasznie Cię kocham.
Buziaki mistrzuniu <333
Aaaaa, po prostu cudownie! Do tej pory czytałam tylko opowiadania o Gregorze. Po prostu nie umiałam o nikim innym,nawet lubianym przeze mnie Wellingerze. Twoje opowiadanie jest pierwsze! Kocham takiego Andreasa. Rozpływam się po prostu. Tylko najbardziej boję się tego,że po takim słodkim rozdziale nastąpi coś niemiłego... Z niecierpliwością czekam na kolejny.
OdpowiedzUsuńTwoja imienniczka,Sylwia
Hej,moja imienniczko!
Usuńdziękuję Ci bardzo ;)
Opowiadań o Wellim jest cała masa, znacznie lepszych od tego,mogę Ci polecić ^^
No a co do tego niemiłego czegoś ... nie, aż tak źle nie będzie. Znaczy będzie, ale słodko i przyjemnie też, więc się rozłoży :)
Trzymaj się :*
Może i są, ale Twoje jest takie...inne. Cudowne, klimatyczne,po prostu brak słów ; ) Widziałam,że jesteś z Zakopanego,zazdroszczę!
UsuńSylwia
Ojej dziękuję, naprawdę :)
UsuńA co do Zako, to powiedzmy,że dbam o swoją prywatność przez niemiłe niespodzianki z przeszłości i wpisałam nieprawdziwe dane. Niestety, bo bardzo chciałabym tam mieszkać.
Oj, ja też. Ale na szczęście mieszkam niedaleko Wisły i ma mam nadzieję,że konkurs jednak się odbędzie i będę mogła podziwiać kochanego Wellingera z bliska ; )
UsuńSylwia
Czyli też na Śląsku?
UsuńNo to witaj w klubie, ja mam do Wisły godzinkę drogi :)
Ja też mam taką nadzieję, oby tylko pogoda dopisała.
A ja jadę do Zako i już się nie mogę doczekać jak złapię tego Pieszczoszka ^^
Na śląsku, dokładnie w Bielsku-Białej ; ) W lecie udało mi się zdobyć tylko jego autograf ze zdjęciem, teraz liczę na zdjęcie z nim ; )
UsuńSylwia
No proszę, więc Ty naprawdę jesteś dobrze ustawiona, zazdroszczę ;)
UsuńJa za to mam z lata jego autograf i pełno wspomnień jego cudnej klaty *_*
Ale zdjęcie by się przydało, oj tak!
Najlepszym wspomnieniem jednak jest Andi w samych bokserkach ! ; )
UsuńCo?
UsuńCzy to jest wspomnienie, którym możesz się pochwalić?
Bo jeśli tak, to ... aj <3
Oczywiście! Co się będę sama tym zachwycać ; ) W Wiśle usilnie próbowałam dostać się jak najbliżej barierek w sektorze B1, aby poprzybijać piątki skoczkom i się na nich trochę pogapić.Było to zaraz obok tego drewnianego domku. I tak jednocześnie przepychając się dyskretnie przez ludzi, aby być jak najbliżej, usiłując robić zdjęcia, rozglądałam się jeszcze czy gdzieś któregoś nie widać,,, patrzę sobie,a tu w oknie Wellinger w samych bokserkach! Próbowałam to uwiecznić, jednak jakość aparatu na to nie pozwoliła. Za to udało się cyknąć całkiem śmieszną fotkę Fanemmelowi, który stał centralnie przede mną i rozmawiał ze Stjernenem. Patrząc na nich też się uśmiałam! ; )
UsuńOsz Ty...!
UsuńNie no, umarłam i nie wstaję. Kurka, gdybym była na Twoim miejscu to chyba musieliby mnie do szpitala zabierać, naprawdę :>
O Boziu,no. W te wakacje już ja się postaram o podobne wrażenia,nie ma innej opcji! ^^
Oj, uwierz mi, ja też byłam bliska odwiezienia do szpitala. Ale wtedy mogłabym przegapić powtórkę, albo jeszcze coś lepszego ! ; )
UsuńNo wiesz, za dużo by się chciało, nie ma tak dobrze, oj nie ma ^^
UsuńSziit, aż się teraz cała zdekoncentrowałam na myśl o półnagim Pieszczoszku,a próbowałam coś pisać ;p
Ojejuu, zaczęłam Ci tu spamować coś. Przepraszam. Ale może jednak Pieszczoszek stanie się raczej źródłem inspiracji i weny? Tego Ci życzę. Dziękuję za bardzo miłą pogawędkę i już nie przeszkadzam ; )
UsuńHaha, ależ skąd, to ja dziękuję, dałaś mi myśl, teraz mam jeszcze większe oczekiwania co do LGP w Wiśle ^^
UsuńA Pieszczoszek to mnie zawsze inspiruje, także nie ma tego złego ;)
Okej, chyba się zakochałam w Twoim Wellingerze. Opowiadanie tak mnie wciągnęło, że przeczytałam całe w nocy. Jest takie boskie, że nie mogę! Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział i zapraszam do siebie :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i życzę duuużo weny :*
http://be-my-lover.blogspot.com/
:D Ja chyba polubiłam człowieka, który jest Andim Wellingerem. Zaskoczyłaś i aż mi mowę odjęło i nie mogę sklecić nic sensownego. Heh. Czekam na ciąg dalszy.
OdpowiedzUsuńI zapraszam na nowość, którą tworzę wspólnie z Megi:
http://ona-to-on.blogspot.com
Mam nadzieję, że na sam konniec opowiadania Izzy i Andreas będą razem <3 Nie wyobrażam sb innego obrotu. Oni muszą być razem
OdpowiedzUsuńHmm ...I tak i nie. Będzie ciekawie, to na pewno, w każdym razie się postaram :D
UsuńŚwietne opowiadanie , normalnie musiałam to przeczytać od początku . Skończyłam o 2 w nocy , ale było warto , bo naprawdę masz talent. Mam nadzieję , że Iz będzie z Andreasem , on bardzo się zmienił . <3 Czekam na następny i zapraszam do mnie : http://el-amor-es-la-poesia-de-los-sentidos.blogspot.com/ :* :3
OdpowiedzUsuńZabiłaś mnie tym rozdziałem *.* Jestem ostatecznie i nieodwołalnie martwa!
OdpowiedzUsuńNiby marudziłam ci o podobny wątek, ale nie sądziłam, że do niego doprowadzisz. W końcu zarzekałaś się, że na miłość nie ma tutaj miejsca. Ej, ale ja jestem ci za to bardzo wdzięczna! Boniu, to co wydarzyło się między tą dwójką było takie cudne! Andreas zmienił się w przeciągu tych kilku rozdziałów niesamowicie. Chociaż lubię złym typków, on robi na mnie wrażenie i szybko zyskał moją sympatię. No, ale po kolei, po kolei!
Tak samo jak Izzy i Andi byłam zaskoczona tym, co zastali po powrocie do mieszkania. Chyba bym na zawał padła, gdybym tak spokojnie otwierała sobie drzwi, a tu trach! Leci we mnie jakaś lampka :o No, ale dobrze, że nikomu nic się nie stało. Takie oberwanie szklanym przedmiotem mogłoby ponieść za sobą przykre konsekwencje.
Nie rozumiem jak Millie może być taka głupia. Czy ona nie widzi, że tymi prochami niszczy życie nie tylko sobie, ale temu jeszcze nienarodzonemu dzieciątku? Przecież on nie wybierał sobie matki i z całą pewnością nie zasłużył na los, który ona dla niego, może nierozmyślnie, ale jednak szykuje. Dobrze, że Karl oraz reszta zaczęli coś działać w tym kierunku, bo mogłoby się to skończyć dużo gorzej. Już teraz nie jest ciekawie. Co stanie się z tym dzieckiem? Przeżyje? Mam gorącą nadzieję, że tak.
Dobrze, że Karl i Izzy potrafili sobie przebaczyć wszystkie winy. Przecież mają na całym świecie tylko siebie. Nie powinni tak długo czuć urazy i okazywać tego na każdym kroku. Świąteczna atmosfera tylko pomogła im przełamać lody.
I, proszę państwa, dochodzimy do epickiego zakończenia! Tak, tak mogłam czytać tą scenę cały czas od nowa i od nowa, a ona by mi się wcale nie znudziła. To było takie urocze ^^ Tylko czemu wciąż mam niejasne przeczucie, że nie zamierzasz zostawić ich w spokoju i jeszcze ostro tu namieszasz? Mam nadzieję, że to tylko moja zwariowana wyobraźnia, a jednocześnie wiem już na co cię stać. Tak, że boję się, ale jednocześnie nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału.
Pozdrawiam serdecznie!
Ah, a w wolnej chwili zapraszam na nowe opowiadanie
http://zgubione-wspomnienia.blogspot.com/
Czytam od niedawna, przez dwa dni nadrobiłam wszystkie twoje 16 rozdziałów i już nie mogę się doczekać kolejnego! Mega świetny blog, na prawdę wprost cudowny! To jak opisujesz uczucia bohaterów jest wprost niesamowite! Czekam na kolejny z niecierpliwością! :3
OdpowiedzUsuńKoleżanka wysłała mi linka do opowiadania. Przeczytałam w jedną noc. Dosłownie. Do 3 na telefonie się męczyłam. Bardzo podoba mi się jak piszesz! Obserwuję i czekam na następny! :D
OdpowiedzUsuńCzytam to opowiadanie od samego początku i z każdym rozdziałem kocham je coraz bardziej. Jest niesamowite, pełne emocji, smutku, miłości, pożądania. Uwielbiam bohaterów, a zwłaszcza Iz, jest taka ludzka, nie całkiem idealna. A Ty sama świetnie opisujesz emocje bohaterów i ich punkt widzenia świata. Uwielbiam i z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział i nowe opowiadania, bo masz wielki talent. :)
OdpowiedzUsuńDziękuję Ci bardzo za te wszystkie miłe słowa :)
UsuńNowe opowiadanie jest ... będzie.
Na razie nieważne ;p